kryzys

Uciekająca?

kwietnia 29, 2016

J. Eldredge, Urzekająca


Często zastanawiam się nad tym dlaczego jest tak a nie inaczej, jakie ma to znaczenie i jak by było gdyby pewne rzeczy się nie wydarzyły...
W większości są to pytania związane z bolesnymi doświadczeniami, no bo jakie mogą one mieć znaczenie i wpływ na nas? 


Widzę po forach i grupach warsztatowo-poradniczo-psychologicznych wiele zranionych osób, a to przez toksyczne dzieciństwo, patologiczne towarzystwo czy przez zakończoną relację miłosną. Widzę też jak coraz więcej jest małżeństw, które chwilę po ślubie już doświadczają kryzysów, dokonują nieprzemyślanych wyborów, najczęściej pod wpływem emocji i rozstają się bo nie ma już tego CZEGOŚ.

Jak bardzo w dzisiejszych czasach spłycono znaczenie miłości. Jak my mało wiemy na jej temat. Jakiś mąż fantazjuje o trójkącie, bo to co dotychczas miał przestało mu wystarczyć, bo wyjazd "za chlebem" poszerzył jego horyzonty, a inna znowuż żona stwierdza, że jednak już nic nie czuje. Bloggerki bez jakiegokolwiek pohamowania piszą o swoim niedawnym rozwodzie robiąc z tego temat numer jeden i orzekając o początku nowego życia... będę Matką Polką Niezależną (samotnie wychowującą). Nie wnikam w czynniki i nie oceniam osób bo nie znam sytuacji, ale są przecież granice. Moim zdaniem wybrzmiewa z tego też przekaz, że w dzisiejszych czasach nie warto wychodzić za mąż (smutne), że ślub to CHWILOWY stan który w razie niewygód można zmienić.
Przerażające jest jak ludziom w dzisiejszych czasach media czy prasa (a w nich ukryta pornografia) robią wodę z mózgu. Jak seriale, feministyczne felietony w gazetach skrzywiają obraz małżeństwa. Przecież to nie o to chodzi!

Budzimy się któregoś dnia i co? Część z nas stwierdza, że nie kocha już męża/żony. Gdzie podziała się ta miłość?

Już nie pamiętasz jak przed ślubem wydzwanialiście do siebie, wysyłaliście kilkadziesiąt smsów dziennie, potrafiliście nie spać, jeździć setki kilometrów do siebie by znowu się zobaczyć, uścisnąć, spojrzeć w oczy i porozmawiać choćby chwilę. Jak czule potrafiliście do siebie mówić, pisać listy, uroczo się do siebie zwracać?

źródło
GDZIE ta miłość? Wyszła, sama? Doprawdy? I Ty twierdzisz, że jesteś już dorosła/-y? Gdzie Twoje poczucie odpowiedzialności za złożoną przysięgę? Przecież miłość to DECYZJA, na dobre i złe. Ciężko jest wtłoczyć niektórym do głowy, że tak właśnie jest. Gdzie podział się pan Y czy pani X którzy pewnego roku w towarzystwie całej rodziny ślubowali sobie: ...oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci?
Jesteśmy społeczeństwem konsumującym, chcącym coraz więcej, przyjemności i rozrywki, ale strasznie wygodnym, leniwym i unikającym odpowiedzialności. Jesteśmy niedojrzali. A życie to nie film, który często jest fikcją.

W miłości trzeba się wysilić nawet wbrew własnemu aktualnemu nastrojowi i towarzyszącym temu emocjom, bo miłość to PRACA. Mamy obowiązek dbać o współmałżonka. Studiujemy, robimy doktoraty, rozwijamy się zawodowo, zakładamy firmy ale czy pamiętamy by rozwijać naszą relację małżeńską? Czy ktoś z nas robił kiedykolwiek biznesplan małżeństwa, traktował je jako jedną drużynę? Osobiście nie poznałam takiej pary. Nic samo się nie dzieje...

Ostatnio zaglądam w statystyki bloga, patrzę a tam jednym z haseł wyszukiwanych pojawia się "patron gderliwych żon". Aż się zaśmiałam. Ciekawe jak to się stało, że tego poszukiwacza nakierowało na mój blog i kim właściwie jest ten mężczyzna, bo na pewno nie kobietą. Przeciętnym Kowalskim? Nie przypominam sobie też bym pisała coś o gderliwych żonach. Tak sobie myślę, że życie wcale nie musi być nudne, to od nas w głównej mierze zależy czym je uczynimy, co zrobimy by szara codzienność była niezwykła i na co przymkniemy oko.

Fragment z Urzekającej

Wróciłam też do czytania mojej ulubionej książki Johna Eldredge'a "Urzekająca". Książka która idealnie opisuje rozterki, tęsknoty i pragnienia każdej kobiety. Która pociesza i wzrusza. Pisząc tego posta przejęzyczyłam się w tytule książki i napisałam początkowo Uciekająca... 

No właśnie, przecież my kobiety takie bywamy. 
Uciekamy przed tym co ledwo się zaczęło,
uciekamy przed nieznanym, 
uciekamy przed miłością która ledwo się zaczęła,
uciekamy przed sobą... 
bo uważamy że jesteśmy niegodne takiego prezentu, 
niegodne KOCHANIA.

J. Eldredge, Urzekająca



Jeśli kogoś kochasz czy ktoś Ci się podoba to powiedz mu o tym nim będzie za późno... czasem strach przekreśla wiele wspaniałych rzeczy które mogłyby się ziścić. 
źródło
Życzę Wam pięknej miłości aż do samej śmierci!

książka

Francine Riwers - "Potęga miłości"

kwietnia 09, 2016



Książka opowiada o prawdziwej miłości mężczyzny do kobiety, za którą wszyscy tęsknimy. O miłości Michała Ozeasza, wiejskiego farmera do Sary, prostytutki,  która jako dziecko była wykorzystywana a potem sprzedana do domu publicznego.  Powieść oparta na biblijnej księdze Ozeasza. Dość obszerna, bo ponad 400 str. którą czyta się w dwa wieczory.

kliknij aby powiększyć
Miłość przedstawiona jest cierpliwa, silniejsza niż wszystko. Miłość o której marzą wszystkie małe dziewczynki i kobiety dorosłe. Książka urzeka kobiece serce, trochę z gatunku Eldredge'ów. Czytając można się rozczulić, ja niejednokrotnie płakałam,bo... odnajdywałam się w historii Sary i Michała. Czułam, że ta książka jest o mnie, o moich obawach i pragnieniach ale i zranieniach z przeszłości. O marzeniach by mój mężczyzna-przyszły mąż prawdziwie miłował Boga, by w chwilach trudności objął mnie swoimi silnymi męskimi ramionami, ujął dłońmi twarz i powiedział że kocha na zawsze i mimo wszystko... 

O taką miłość trudno w dzisiejszych czasach... bo boimy się zaufać, bólu i rozczarowań?
A każda kobieta pragnie by została wybrana, ze swoją przeszłością, słabościami, ze wszystkim. Żeby od początku TEN mężczyzna wiedział skąd jesteś i by nie miało to dla niego żadnego znaczenia.


Fragmenty książki:
"Bóg zawsze odpowiada w swoim czasie, nie twoim. Gdy nadejdzie odpowiednia chwila, będziesz wiedziała, co robić."

"Chciała [Sara] odrzucić wszystko, co ją od niego dzieliło, miesiące uporu, strachu i niepewności. Chciała odrzucić straszliwe wspomnienia z dzieciństwa i poczucie winy, którą wzięła na siebie za to, czemu nie była w mocy zapobiec."

"Uświadomiła sobie, że cały czas prześladowały ją wątpliwości, czy znów jej wybaczy, ale już to zrobił."

"Kochajcie Pana, Boga swego, i kochajcie się nawzajem. Kochajcie się tak, jak On kocha was. Kochajcie z mocą i mądrością bez względu na to, z czym przyjdzie wam walczyć. Nie ulegajcie słabości. Przeciwstawiajcie się ciemności i kochajcie [...]."



Czy miłość Michała do Sary przetrwa nieustanne próby? 
Czy Sara zostanie z Michałem? 
Czy pokocha go naprawdę?



Przygotujcie wagon chusteczek i przeczytajcie Potęgę miłości. 
Polecam, (także Panom, jeśli chcą się dowiedzieć o jakiej miłości marzą wszystkie kobiety i czego wymaga od nas Bóg)!


miłość

Szczęście - sens, nawyk? Czy do szczęścia można wychowywać?

lutego 27, 2016


Dr Ewa Woydyłło jest dla mnie ciekawą osobą, lubię słuchać jej felietonów czy wywiadów szczególnie w radiu. Podoba mi się też jako kobieta. Jednak zmarszczki mogą być urocze...

Pierwszy raz natrafiłam na jej osobą bodajże w czasopiśmie Charaktery albo w radiu Jedynka (nie pamiętam dokładnie co było pierwsze). Jakiś czas temu przeczytałam jej wywiad w którym określiła ludzi XXI w. narodem ćpunów. Coś w tym jest patrząc na dzisiejszą ilość reklam leków i firm farmaceutycznych wywierających na nas presję... Już nawet w Europie, coraz więcej państw chce przyzwolić na eutanazję, bo ludzie nie potrafią poradzić sobie z depresją... ale to temat na osobny wpis.

Nigdy nie interesowałam się jej życiem prywatnie, aż do wczoraj. Przeczytałam kolejno artykuły: ten, ten, ten i ten. Zawsze wydawało mi się, ze psychologia była jej pierwszym i ostatnim kierunkiem, a tu proszę... okazało się, że to historia sztuki była pierwsza, a psychologię zaczęła studiować będąc już matką i żoną, mając dopiero 45 lat. Wiktor Osiatyński (jej drugi mąż) stał się niejako przyczyną dzięki której zajęła się uzależnieniami. 

Spodobały mi się jej słowa:
"Psycholog nie potrafi poradzić, jak żyć. Ale może przystawić lustro, w którym ktoś zobaczy to, co jest w nim dobre i to, co złe. I to pomoże mu wybrać swoją drogę."
bb
"Nie odkładaj pragnień na później, bo potem można już wcale nie chcieć i będzie się miało lukę. Nie traktuj przeszkód jako barier nie do pokonania."
bb
"Ktoś dawno temu dał mi dobrą radę: zapamiętuj najlepsze chwile, delektuj się nimi jak świeżymi poziomkami, obracaj je w myślach i w duszy najdłużej, jak można, zapisuj je i opowiadaj. Kolekcjonuj je w pamięci, nawlekaj jak korale, tworząc z nich naszyjnik drogocennych talizmanów. Składaj wielkie szczęście ze swoich małych szczęść. Zatrzymaj się czasem i spróbuj przez chwilę nie mieć do siebie żadnych pretensji, nie nienawidzić innych. Zacznij wyliczać rzeczy, za które możesz być wdzięczna. W każdej wolej chwili - gdy zasypiasz, odpoczywasz, rozmyślasz, budzisz się - powtarzaj ten rytuał. Potraktuj go jak ćwiczenie gimnastyczne swojej duszy. Jak codzienny aerobik dla zdrowia psychicznego." - z książki Podnieś głowę 

"Wdzięczność zmniejsza brzemię ciężkich przeżyć. Gdy zdołamy przepełnić nią duszę-usuwa z niej gniew, zawiść, nienawiść i pretensje. Wdzięczność chroni przed użalaniem się nad sobą i przyspiesza przebaczanie, a gdy ono już nastąpi, to wdzięczność może zająć miejsce wymoszczone przez poczucie krzywdy." - z książki Poprawka z matury

"W dobrym małżeństwie:
1. Nigdy nie jesteśmy za starzy, aby trzymać się za ręce.
2. Pamiętamy, by powiedzieć "kocham cię" przynajmniej raz dziennie.
3. Nigdy nie idziemy spać w gniewie.
4. Mamy wspólne wartości i cele w życiu.
5. Razem stawiamy czoło przeciwnościom losu.
6. Wyrażamy uznanie, gdy druga osoba odniesie sukces.
7. Staramy się szybko wybaczyć i zapomnień wzajemne urazy.
8. Pozwalamy drugiej osobie być sobą i rozwijać to, co jest dla niej ważne.
9. Zalety partnera powiększamy, a wady pomniejszamy.
10. Nie tylko wybieramy sobie za partnera odpowiednią osobę. Jesteśmy sami odpowiednią osobą dla swojego partnera."
 - z książki Buty szczęścia 


Pozostałe cytaty przeczytacie tu. Być może zaciekawi Was jakaś książka.


Zachęcam Was do wysłuchania powyższego wykładu na temat szczęścia i sensu w życiu. Bardzo ciekawy materiał skłaniający do refleksji. Więcej o szczęściu pani Ewa pisze tu

czystość

dr Wanda Półtawska - "Przed nami miłość..."

lutego 20, 2016


Tą uroczą książeczkę polecam wszystkim którzy są nieco zabiegani i nie mają czasu na czytanie książek 300 stronicowych. Ta bowiem ma tylko 45 stron i da się ją przeczytać w godzinę. Znajdziecie w niej nawiązanie do nauk Jana Pawła II związanych z miłością małżeńską i rodziną ale także do wielu innych ważnych dokumentów tj. encyklik i listów dot. etyki małżeńskiej, które warto by przeczytać w całości. Dr Wanda Półtawska w sposób skondensowany przedstawia najważniejsze informacje z którymi powinniśmy się zapoznać jeszcze przed zawarciem ślubu. Autorka zwraca uwagę na zatracenie wartości w dzisiejszych czasach i podkreśla istotę prawdziwej czystej miłości którą reprezentowali Józef i Maryja. To z nich powinniśmy brać przykład.
Pani Wanda pisze o zagrożeniach czystości przedmałżeńskiej, małżeńskiej, wierności, dozgonności, koncepcjach kobiecości, męskości a także samej miłości która łączy się z cierpieniem. Zajmuje się również tematami takimi jak sumienie, człowiek wewnętrzny, zadania życiowe, rola ciała w miłości, czy pożądanie a uniesienie. 





Kilka fragmentów z książki:
"Pamiętajcie, że życie tu, na ziemi, jest drogą i tylko droga, niczym więcej; jest drogą do nieba, bo człowiek jest stworzony nie dla ziemi, tylko dla nieba."

"Małżeństwo to nie jest tylko ludzkie, pełne wrzawy wesele, lecz jest to wielki sakrament-przymierze, zawarte z samym Stwórcą. Młodzi otrzymują siłę i o ile z niej skorzystają, o tyle będą mogli spełnić wielkie, życiowe zadanie. Bo małżeństwo jest zadaniem - nie losem, nie przeznaczeniem, ale zadaniem do wykonania i taki jest jego los, jak małżonkowie to zadanie wspólnie wypełnią. Jest to wspólne zadanie, gdyż są na zawsze związani i los jedynego zależy od drugiego. Mogą się na całą wieczność uszczęśliwić lub przeciwnie - mogą siebie i swoje dzieci skrzywdzić. Dlatego ważne jest praktykowanie sakramentów świętych na co dzień, systematyczna, wspólna spowiedź i Komunia święta - jak najczęstsza razem. To jedynie gwarantuje, że nie zabraknie im siły." 

"[...] ludzie się jednoczą, a chcą oddzielić swe życiodajne komórki. Sprzeczność rodzi konflikt, a lęk przed dzieckiem pcha do reakcji irracjonalnych. Zamiast sięgać po środki ubezpładniające, człowiek powinien zrozumieć swoją rolę i podjąć odpowiedzialność za swoje czyny."

"Każdy trud, każda trudna sytuacja, która wymaga wysiłku, już zderza się z ludzkim egoizmem i wygodnictwem. Powstaje pokusa ucieczki od tego, co trudne, a trudny jest np. charakter mojej żony czy mego męża. Oczywiście trudny... Każdy jest niekiedy trudny, nie ma łatwych ludzi; łatwe są chwile, a trudne życie."

"Zwyczajnie pobierają się ludzie jeszcze nie święci i w najlepszym razie tylko dążący do świętości. Chodzi więc o to, żeby sobie zdali sprawę z tego, że nie są jeszcze święci i żeby tego od razu od siebie nie wymagali, a przeciwnie; byli świadomi swojej niedoskonałości i starali się sobie wzajemnie pomagać w tym dążeniu, i żeby w nim nie ustawali. [...] Małżeństwo ma być wspólną drogą do świętości."

"Nieważne, co człowiek ma, ale kim jest. Zaskarbcie sobie konto w niebie, a nie w banku na ziemi. Ekonomia Boża jest całkowicie odmienna od ludzkiej."

"Realizacja powołania do małżeństwa ma być wspólną drogą do Boga. Jeżeli kontakt człowieka z drugim oderwie go od Boga, zawsze powstaje krzywda. Miłość ludzka wtedy jest prawdziwa, kiedy nie przeszkadza relacji człowiek-Bóg."

Fragment, który najbardziej dał mi do myślenia:
"Życie domaga się kierunku i to rodzice mają pomóc dziecku w wyborze drogi życiowej przez odczytanie jego powołania. Powołanie idzie od Boga do człowieka - nie jako przeznaczenie, ale jako propozycja. Człowiek jest wtedy bezpieczny, kiedy realizuje Boży plan. Zadaniem człowieka jest ten plan odczytać. Jednak zadanie poszukiwania Bożego planu w moim życiu nie jest powszechnie realizowane. Może jeszcze najczęściej jest realizowane w przypadku powołania do kapłaństwa czy do życia konsekrowanego, ale już świadomość, że w każdej chwili i w każdym miejscu należy szukać Bożego planu, nie jest powszechna.
Rodzice doradzają dzieciom w wyborze zawodu - jakim kluczem? Nie bez powodu w naszej epoce namnożyły się szkoły, kursy marketingu, biznesu. Rodzice często podpowiadają dziecku wybór zawodu, który daje najwięcej pieniędzy, a nie takiego który najbardziej umożliwi uświęcenie człowieka.Persona humana in fieri est ("Człowiek jest stadium stawania się") - pisze JP2 w Osobie i czynie. Człowiek się rozwija, jest w stadium stawania się coraz bardziej podobnym do Boga, ale może się również nie rozwijać, a także degenerować. Linia życiowa wielu ludzi pokazuje, że zamiast starać się być coraz bardziej "kimś", człowiek maleje, kurczy się - on i jego dusza, ów "człowiek wewnętrzny". Życie człowieka jest nie tylko biologiczne, ale również duchowe. Rozwój duchowy decyduje o świętości, ale można również zagłuszyć jego głos."

Myślę, że reszty komentować nie trzeba.


Książeczkę polecam wszystkim zakochanym, narzeczonym ale też ciekawskim zgłębiającym wiedzę na temat miłości!



Oświadczam, że wszystkie recenzowane książki zostały zakupione przeze mnie.

książka

dr Kenneth Ryan - "Jak znaleźć księcia z bajki?"

lutego 15, 2016

Od wydawcy:
KSIĄŻKĘ POLECA MARK GUNGOR!

„Udaję silną przed światem, ale w głębi serca boję się,
że nigdy nie znajdę mężczyzny, który mnie pokocha”.
„Wszyscy wartościowi mężczyźni są już zajęci”.
„Nie zatrzymam przy sobie chłopaka, jeśli nie pójdę z nim do łóżka”.

Brzmi znajomo? Nie ty jedna dochodzisz do takich wniosków. Wiele kobiet czuje dokładnie to, co ty – są zniechęcone pozornym brakiem odpowiednich kandydatów na męża lub rozczarowane własnymi naiwnymi decyzjami, które podjęły, próbując ratować związek bez przyszłości. Pragniesz poznać swojego księcia, ale z twoich doświadczeń wynika, że dokoła krążą jedynie stada ropuchów. Nie załamuj się. W książce, którą trzymasz w ręku, znajdziesz praktyczne rady, dzięki którym zwiększysz prawdopodobieństwo poznania wartościowego mężczyzny, z którym będziesz mogła stworzyć trwały związek, nie gromadząc po drodze emocjonalnego bagażu. Przeczytaj tę książkę, a zrozumiesz, dlaczego nie powinnaś sypiać ze swoim chłopakiem; co robić, by mężczyźni nie potrafili ci się oprzeć i gdzie poszukiwać księcia. Autor, dr Kenneth Ryan, przedstawia prosty plan, dzięki któremu oszczędzisz sobie stresu, uchronisz swoje kobiece serce, będziesz czerpała więcej radości z poszukiwań odpowiedniego kandydata i wreszcie zwiększysz swoje szanse na to, że nie zwiążesz się z ropuchem i będziesz żyła długo i szczęśliwie w cudownej relacji małżeńskiej ze swoim księciem. Pamiętaj, że żadna decyzja w twoim życiu nie będzie miała większego wpływu na to, czy będziesz szczęśliwa, jak ta, kogo wybierzesz sobie na męża!

Dr Kenneth Ryan w sposób niekonwencjonalny i bezpośredni mówi o związkach, wykorzystując swoją wiedzę gromadzoną nie tylko przez lata prowadzenia kursów przedmałżeńskich, ale również życia małżeńskiego i wychowywania trzech nastoletnich córek. Doskonale rozumie młode kobiety, które pragną być kochane i otaczane opieką przez wspaniałego mężczyznę.

Ciekawa książka, która z pewnością daje do myślenia. Jestem zdania, że powinny ją przeczytać dziewczęta które zaczynają się interesować płcią przeciwną - zawarte w niej rady uchroniłyby niejedną z nich przed głupimi decyzjami czy własną naiwnością.

Przeczytacie o tym gdzie warto szukać wartościowych mężczyzn a gdzie nie, jak się zachowywać, rozmawiać, ubierać czy jak odbierają nas mężczyźni a jak my kobiety na nich działamy. Książka odpowiada na pytania dlaczego nie warto robić pewnych rzeczy m.in. dlaczego warto poczekać z czystością czy nie mówić zbyt szybko "kocham", jak planować randki czy nawet jak odmówić grzecznie chłopakowi gdy nie jesteśmy nim zainteresowane. Książka bardziej skierowana do nastolatek moim zdaniem choć mnie osobiście też pomogła podjąć ważne decyzje, przemyśleć parę istotnych kwestii, ale i dla desperatek szukających męża też będzie DOBRĄ lekturą. Książkę napisał ojciec trzech córek więc z pewnością wiedział na co zwrócić uwagę.
Bardzo fajnie się ją czyta, momentami zabawna, zawiera ciekawe informacje, fakty o mężczyznach, historie z życia wzięte... znajdziecie także badania naukowe. Ot takie czytadło - poradnik. Mnie osobiście spodobały się propozycje randek czy jak pomysły jak wypełnić sobie czas kiedy jesteśmy singielkami by nie ulec presji otoczenia i przygnębieniu że ciągle jesteśmy samotne. Na końcu książki jest też zamieszczone streszczenie każdego rozdziału przez co możemy wybrać to co nas konkretnie interesuje. 
Wniosek jest taki: nie warto szukać chłopaka/męża tylko po to żeby "się pokazać", bo taka moda, bo rodzina/znajomi wywiera/ją presję, bo mogę już nikgo nie poznać itp. Warto poczekać na tego jedynego niż brać kogokolwiek przypadkowego.

A to kilka cytatów:
Na świecie jest wiele ropuchów. Tracąc na nich czas, możesz, zraniona, popaść w stan przygnębienia i zniechęcenia. Bardzo ryzykowne jest umawianie się z kimś lub wzięcie z nim ślubu z nadzieją na to, że uda ci się zmienić go w księcia czy też w mężczyznę którego pragniesz. Wiele dobrych, naiwnych kobiet poświęca życie na ratowanie złych chłopców. [...] Może się zdarzyć, że zmarnujesz młodość, tkwiąc w  związku z kimś takim, bo nie możesz wiedzieć, czy zmiany, które w nim dostrzegasz, są autentyczne.

Chłopak który jest bierny kiedy umawiacie się na randki będzie też biernym mężem i biernym ojcem. Nie oczekuj, że się zmieni. Najprawdopodobniej na zawsze pozostanie taki, jaki jest teraz.

Większość najszczęśliwszych małżeństw, jakie znam, stanowią pary, w których mężczyzna jest beznadziejny na parkiecie.[...] Umiejętności taneczne i towarzyskie są nieistotne w trakcie poszukiwania księcia. [...] Imprezy, kluby i bary nie muszą być złe, ale nie są właściwym miejscem na szukanie męża.

Służenie lub pomaganie innym to jeden z najlepszych sposobów na walkę z samotnością. Dzięki temu przestaniesz się skupiać na własnym życiu i twoje poczucie własnej wartości bardzo na tym zyska.



Inne recenzje możecie poczytać tu
Książkę możecie przekartkować tu

Debi Pearl

Debi Pearl - "Kobieta jakiej pragnie twój mąż" (odmieniła moje życie)

lutego 03, 2016



Męża nie mam, JEDNAK uważam że teraz jest idealny czas by się dokształcać do tej roli. Czytam mnóstwo książek i daje mi to dużą satysfakcję bo coraz więcej wiem jako tako o człowieku jak również o naszych płciowych różnicach psychicznych a muszę przyznać jest ich sporo!

Książka jest skierowana do żon ale co tam! Wychodzę z założenia że nie zaszkodzi i taka wiedza a może uchronię się przed popełnianiem błędów ze swojej strony w przyszłości.

http://nogreaterjoy.org/about-us/meet-the-pearls/
Może zacznę od tego kim jest Debi Pearl...
To żona amerykańskiego pastora Michaela Pearl (oboje na zdjęciu po prawej). Nie są katolikami ale sporo od nich można się nauczyć i przestawić swój własny tryb myślenia. Oboje piszą książki i głoszą konferencje dla młodych ludzi powiązując swoje nauki z Bożym słowem.

Od wydawcy:
Debi Pearl mistrzowsko wnika w zakamarki męskich dusz. Dzięki temu w niezrównany sposób potrafi zrozumieć męską duszę i udzielać cennych rad tym kobietom, dla których szczęście małżeńskie i osobiste, kobiece spełnienie mają wartość najwyższą. Naturę męską potrafi opisać lepiej, niż jakikolwiek mężczyzna sam mógłby to uczynić. Dlatego jej rady są tak cenne dla płci pięknej. Poza tym książka ta ukazuje ową wielką prawdę, że mężczyźni dorastają do męskich postaw dzięki mądrości swoich żon.
W ostatnich latach coraz więcej małżeństw przeżywa poważne kryzysy. Niezależnie od tego, jak zaczęło się nasze małżeństwo ani z jakimi problemami się borykamy, nie musimy przegrać. Autorka pokazuje, że zawsze jest nadzieja na to, by małżeństwo stało się wspaniałe i dawało każdej kobiecie takie poczucie spełnienia, że będzie to można wyjaśnić tylko jako cud.




Może ktoś powie że to głupie ale ja momentami płakałam czytając jej książkę. To był trochę taki rachunek sumienia. Wiele rzeczy i zachowań człowiek dopiero zaczyna rozumieć po pewnym czasie kiedy dojrzy pewne schematy. Tak! Pod naszymi emocjami kryje się często pewien komunikat (Narzekam, mam pretensje, wzbraniam się, blokuję przed drugą osobą, a tak naprawdę się lękam że ta osoba mnie opuści. Odległość też robi swoje. To jest wołanie o miłość, boimy się że ten ktoś nas nie kocha. Jego gniew na nas automatycznie wzbudza w nas strach i chcemy uciec. Niepielęgnowane więzi słabną, ale pozostaje przywiązanie o którym niejednokrotnie pisze brytyjski psychiatra i psychoanalityk John Bowlby). Psychologia jest tu bardzo pomocna i znajomość języków miłości Gary'ego Chapman'a też.



spis treści (można powiększyć)

W książce Debi odnalazłam piękne cytaty tj.:
Dopóki nie przyjmiesz tego Bożego planu, twoje życie nigdy nie będzie miało sensu. Będziesz wciąż się zmagać. Kiedy w końcu odpuścisz i uwierzysz Bogu, życie stanie się tak proste, że nie będziesz musiała już zastanawiać się nad tym, co powinnaś robić. Będziesz wiedziała.

Jesteś tym, czym są twoje myśli, a Bóg mówi ci, jak powinnaś myśleć: myśl prawdziwie. To nie jest siła pozytywnego myślenia. To jest moc prawdy, tak jak Bóg ją definiuje.


Życie zgodne z wolą Bożą jest jedyną rzeczą, która napełnia człowieka radością. Bóg nie szuka szczęśliwych kobiet, żeby uczynić z nich żony dla mężczyzn. Szuka kobiet gotowych stać się prawdziwymi żonami, tak by On mógł napełniać je radością. 


Mój ulubiony:

Kiedy dziewczyna nagle uświadamia sobie, że jest już na dobre związana z mężczyzną, który nie jest taki jaki jej zdaniem być powinien, zwykle zamiast się do niego dostosować, spędza resztę ich pożycia małżeńskiego - które może być niezbyt długie - próbując go zmienić, by stał się taki , jaki jej mężczyzna powinien być. Większość dziewcząt już wkrótce po ślubie dokonuje strasznego odkrycia, że być może trafił im się głupek. Zamiast lamentować nad swoim losem, powinny prosić Boga o mądrość. Mądrością jest wiedzieć, co ci się dostało, gdy poślubiłaś tego mężczyznę i uczyć się dostosowywać do niego takiego, jaki jest, a nie jakim chciałabyś, żeby był. Mężczyźni nie są tacy sami. Twój mąż najprawdopodobniej nie będzie taki jak twój tata, brat ani jak bohater twojej ulubionej powieści. Nasi mężowie są stworzeni na podobieństwo Boże, ale potrzeba byłoby wszystkich typów mężczyzn razem wziętych, żeby chociaż w przybliżeniu dopełnić ten obraz. Żaden mężczyzna nie ma tych wszystkich cech w doskonałych proporcjach. Gdyby miał, byłby zbyt idealny, żeby cię potrzebować.  Bóg daje niedoskonałe kobiety niedoskonałym mężczyznom, żeby mogli być współdziedzicami łaski życia i stać się wspólnie kimś więcej niż którekolwiek z nich mogłoby kiedykolwiek być samotnie. Jeśli będziesz zwalczała niedoskonałości swego męża albo próbowała dominować tam, gdzie on nie potrafi, przegracie oboje. Jeśli będziesz go kochać i prawdziwie wspierać z jego niedoskonałościami i bez przejmowania władzy, oboje będziecie wzrastać i wieść udane życie.

Debi skłania czytelniczki w książce do pracy nad sobą, często podaje hasła do odszukania w konkordancji i wypełniania swoich myśli znalezionymi cytatami. Innymi słowy - módlmy się Pismem Świętym. Książka jest przesycona słowem i przesłaniem Bożym. Debi opisuje jaka ma być kobieta, żona wg naszego Bożego Stwórcy.
Wiele kobiet przesiąkniętych dzisiejszym feminizmem będzie na nią narzekać, no bo jak ja mam się podporządkować mężowi, nawet jeśli on na to nie zasługuje?!
I tu jest pies pogrzebany, bo wiele z nas nie rozumie że Ewa została stworzona dla Adama do pomocy a nie na odwrót. Oczywiście są pewne granice bo jeśli w rodzinie panuje przemoc to trzeba się poważnie zastanowić. 
To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1Kor 11,8-9)


Co jeszcze zawiera książka? 
Autorka przytacza nam listy przeróżnych małżeństw opisujące ich wewnętrzne problemy, Debi w odpowiedzi na każdy z nich zamieszcza swoje wskazówki. Pani Pearl odwołuje się w tej książce do swojej pierwszej "Zanim powiesz TAK" w której wyróżnia trzy typy mężczyzn: Pana Solidnego, Pana Wizjonera i Pana Dowódcę. (Panowie są też 3 typy kobiet! Można o nich przeczytać w książkach Michael'a poniżej) Gdybyśmy my kobiety wcześniej miały wiedzę o tym podziale nie miałybyśmy pretensji do mężczyzn że nimi są! Jeśli chcecie coś więcej wiedzieć na ten temat przeczytajcie książki. Niech Wasza ciekawość będzie zachętą do ich lektury, bo są nawet przepisy kulinarne!



Nie wiem czy na mojego bloga zaglądają panowie ale jest też wersja książkowa dla Was, napisana przez Michaela Pearl:



Fragment książki (klik)




Fragment książki (klik)

P.S. Tak jak już wcześniej wspomniałam feministkom ale też "ofiarom" (chodzi mi o ten typ żon które ciągle narzekają na swoich mężów) na pewno nie spodoba się "Kobieta jakiej pragnie twój mąż". Nie wszystkie rady zawarte w tej książce muszą się Wam podobać - zależy z jakim nastawieniem będziecie ją czytać. Ja przyjęłam postawę otwartą i dlatego też nie byłam zła w trakcie czy też po jej przeczytaniu że ktoś mi coś narzuca
Jeśli chodzi o mnie... ja osobiście nie podjęłabym się homeschoolingu bo po prostu nie czuję się na siłach i na tyle kompetentna. Z resztą uważam, że dzieci lepiej się rozwijają kiedy są z rówieśnikami, w "swoim" środowisku i wtedy to muszą sprostać przeróżnym doświadczeniom co uczy ich życia.

miłość

Czy naprawdę kochasz? Test na miłość

stycznia 27, 2016


Mój drogi Czytelniku!

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu (klik) zapraszam Cię do zrobienia sobie bardzo prostego testu. Pozwoli Ci on stwierdzić czy Ty sam kochasz lub czy jesteś kochany (w przypadku wstawienia imienia osoby ukochanej).

I List do Koryntian


1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 

a miłości bym nie miał, 

stałbym się jak miedź brzęcząca 

albo cymbał brzmiący. 

2 Gdybym też miał dar prorokowania 

i znał wszystkie tajemnice, 

i posiadał wszelką wiedzę, 

i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. 

a miłości bym nie miał, 

byłbym niczym. 
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
4 (Twoje imię) cierpliwa/y jest, 
łaskawa/y jest. 
(Twoje imię) nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
5 nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
7 Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
8 (Twoje imię) nigdy nie ustaje, 
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, 
albo jak dar języków, który zniknie, 
lub jak wiedza, której zabraknie. 
9 Po części bowiem tylko poznajemy, 
po części prorokujemy. 
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, 
zniknie to, co jest tylko częściowe. 
11 Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko, 
czułem jak dziecko, 
myślałem jak dziecko. 
Kiedy zaś stałem się mężem, 
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; 
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: 
Teraz poznaję po części, 
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: 
z nich zaś największa jest miłość.




Wstawiłeś swoje imię? 
To teraz przeczytaj jeszcze raz tekst (dla pewności).
...
I jakie wnioski, jesteś pewien że NA PEWNO kochasz? 
Czy wiesz co to MIŁOŚĆ?
Jeśli Twoje imię nie pasuje do tekstu i nie pokrywa się z rzeczywistością to przykro mi ale nie potrafisz jeszcze kochać.

NIGDY nie myl tych dwóch pojęć albowiem komuś możesz wyrządzić WIELKĄ krzywdę. 
Kochać a być zakochanym to dwa różne pojęcia. 

Kochanie to PROCES, TROSKA o drugiego człowieka, a ZAkochanie to egoistyczny jednostronny STAN "kochania SIĘ" w kimś, w swoich własnych wyobrażeniach na temat tej osoby.

ALE, HALO głowa do góry!
Miłości człowiek się uczy.
Jeśli chcecie by Wasze imię pasowało do biblijnego tekstu 
to róbcie wszystko by tak w praktyce się stało :-)
Tylko ostrożnie, przestrzegam wszystkich zanim jedno porani drugiego!
Z miłością trzeba postępować jak z małym dzieckiem...






małżeństwo

Mój ulubiony - Hymn o miłości

stycznia 13, 2016


Moi Drodzy!

Chciałam podzielić się z Wami tekstem, którego może nie znacie, autorstwa o. Janusza Pydy OP

Zniknął niestety jego blog na dominikanie.pl, ale list zachował się na czyimś blogu, dlatego go kopiuję gdyby owy został także skasowany bo tamtejsze słowa mają dla mnie dużą wartość.

Konkluzja: TEN WŁAŚCIWY, bo to TEN który stanął z nami na ślubnym kobiercu i przysięgliśmy sobie miłość w Bożym sakramencie:)

Piękne ujęcie tematu! Już zaczynam rozumieć



Mój drogi Kasjelu,

jeśli Twe obserwacje, o których pisałeś mi w ostatnim liście są słuszne, obawiam się, że Twój podopieczny niezupełnie orientuje się na czym polega sakrament małżeństwa. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że za niespełna tydzień stanie na ślubnym kobiercu zupełnie nie rozumiem pełnego samozadowolenia i krotochwilnego nastroju jakiemu Ty sam najwyraźniej ulegasz. Zachowujesz się jak rodzic, który cieszy się, że wreszcie namówił dziecko, aby wsiadło na rower, ale zupełnie nie martwi go fakt, że dziecko nie ma pojęcia jak się na rowerze jeździ. 

Obawiam się zatem, że zadowolenie Twoje opiera się na uroczej, acz groźnej ignorancji. Martwi mnie to, bo jakkolwiek brak wiedzy niewątpliwie sprzyja osiągnięciu czegoś, co nasi ziemscy podopieczni nazywają przewrotnie “świętym spokojem” (mam nadzieję, że już w samym sformułowaniu potrafisz rozpoznać słowotwórcze arcydzieło Wydziału Propagandy i Indoktrynacji Wyższej Szkoły Kuszenia założonej przez naszych upadłych braci), to jednak wszelkie szczęście budowane na niewiedzy skończyć się kiedyś musi i to w bardzo bolesny sposób.


Jeśli więc muszę pozbawić Cię obecnie tego uroczego poczucia błogostanu, który bije z twego ostatniego listu to robię to jedynie w tym celu, aby Twój podopieczny nie zorientował się kiedyś, że pędzi na rowerze, którym nie potrafi kierować. 


Wróćmy więc do sprawy jego ślubu. Otóż, błąd który popełnia wydawać się może mały, ale jak pisał kiedyś jeden z naszych wielkich przyjaciół na ziemi, mały błąd na początku dzieła stać się może wielkim u końca. Błąd zaś Twojego podopiecznego co do sakramentu małżeństwa polega na tym, iż myli on w odniesieniu do miłości koniec z początkiem czy raczej skutek z przyczyną. 

Postaram Ci się to jasno wytłumaczyć. Otóż, Twój podopieczny jest przekonany, że stanie za tydzień na ślubnym kobiercu ponieważ kocha tę piękną i mądrą dziewczynę. Ty Kasjelu musisz mu wyjaśnić, że staje na ślubnym kobiercu nie dlatego, że kocha swoją narzeczoną, ale dlatego, aby mógł i potrafił kochać ją w pełni i do tego Bożą miłością. Miłość jest nie tyle przyczyną małżeństwa, co jego celem. Małżeństwo nie tyle rodzi się z miłości, ile do miłości prowadzi. Sakrament zaś małżeństwa nie jest zwieńczeniem, kulminacją czy nawet potwierdzeniem ich miłości, ale raczej pierwszym krokiem, aby oboje w drogę do prawdziwej MIŁOŚCI siebie nawzajem oraz naszego i ich Pana mogli się wybrać.

Już widzę jak się krzywisz czytając te słowa i wiem nawet jakie pytanie ciśnie Ci się do głowy. Jeśli nie miłość, to cóż innego prowadzi ludzi na ślubny kobierzec? No cóż Kasjelu, z tego co zauważyłem ostatnio wśród naszych ziemskich przyjaciół rolę tę pełni uczucie zakochania. Ale nie zawsze tak było. Był czas, gdy na ślubny kobierzec wiódł ludzi interes państwa, którego tak się składało akurat byli władcami, niekiedy przyczyną były względy finansowe, czasami przyczyną małżeństwa był po prostu zdrowy rozsądek. Obawiam się mój drogi, że gdyby sprawdzić w naszych kartotekach odkrylibyśmy, że od czasu ustanowienia sakramentu małżeństwa przez naszego Pana znacznie więcej ludzi przyjmowało go z tak czy inaczej pojętego zdrowego rozsądku, niż z zakochania. 

Ostatnio sytuacja ta uległa radykalnej zmianie. Zakochanie wydaje się jedyną usprawiedliwioną przyczyną małżeństwa. Nie bój się Kasjelu, nie będę teraz z tym polemizował. Jestem wręcz przekonany, że zmiana ta jest w gruncie rzeczy czymś dobrym. Niemniej jednak, gdybyś rzucił okiem do naszych kartotek i - przeglądając je uważnie - starał się dociec, czy trwalsze były małżeństwa z zakochania czy te z rozsądku mógłbyś dojść do przerażających wniosków. Gdybyś powtórnie przejrzał te wszystkie papierzyska i starał się znaleźć odpowiedź na pytanie czy do prawdziwej MIŁOŚCI częściej prowadziły małżeństwa z rozsądku czy z zakochania – również mógłbyś dojść do nieoczywistych wniosków. Jeśli zaś zdobyłbyś się na cierpliwą dociekliwość, która wszak zupełnie nie licuje z Twym młodym wiekiem, i zadał sobie trud sprawdzenia jakie skutki pociągały za sobą małżeństwa zawierane na mocy rozsądku z zupełnym zaś pominięciem zakochania oraz te, o których decydowało głuche na rozsądek zakochanie podobieństwa bardzo by Cię zdziwiły. 

Nie bój się Kasjelu, ani mi w głowie namawiać Cię do tego, byś skłonił Twego podopiecznego, by porzucił myśl o małżeństwie z dziewczyną w której był straszliwie a jest bardzo zakochany na rzecz jakiegoś stabilnego małżeństwa z rozsądku. Cóż, pamiętaj, że wraz z Rafałem bardzo przyczyniliśmy się do skutecznego spotkania tych dwojga. A tak na marginesie – Rafał śle Ci najserdeczniejsze pozdrowienia. 

Zacznijmy zatem od początku. Zakochanie nie jest MIŁOŚCIĄ. Tej oczywistej prawdy nie mogłeś przeoczyć w czasie studiów w Wyższej Szkole Bożej Opatrzności Indywidualnej. O ile wiem zarówno wykład jak i egzamin miałeś z samym Rafałem. Nie wierzę, że zaniedbał on wprowadzenie was w podstawy dobrego i skutecznego swatania naszych podopiecznych. Bądź co bądź ta historia z Tobiaszem, w którą się swojego czasu osobiście zaangażował, była prawdziwym arcydziełem. 

W każdym razie różnice pomiędzy zakochaniem a miłością musiał Wam jasno wytłumaczyć. Pamiętam jak wbijał je do głowy Pawłowi, kiedy ten pisał do Koryntian ów cudowny „Hymn o miłości”, tak Kasjelu, ten sam, którym zachwyca się większość naszych wierzących czy niewierzących podopiecznych nie mając zielonego pojęcia co on oznacza. 
Przeczytaj go proszę bardzo uważnie i zwróć uwagę, że większość cech miłości, o których pisze Paweł nijak się ma do zakochania. 

Miłość cierpliwa jest.
Czy Ty mój mały pamiętasz jakie męki cierpiał Twój podopieczny czekając na spotkanie ze swoją dziewczyną? Nie było tam cienia cierpliwości. A pamiętasz jak niecierpliwie ona chciała usłyszeć, że jest przez niego kochana? Nie przypominam sobie, aby wówczas wykazywała się stoicką cierpliwością i była w stanie stwierdzić: „Cóż, wyzna mi miłość kiedy będzie chciał. Za miesiąc, rok, dekadę – dla mnie to bez znaczenia. Mogę poczekać. Na zaręczyny też – dowolnie długo.”. Żadne z nich w swoim zakochaniu nie było cierpliwe – bo zakochaniu nie jest właściwa cierpliwość, ale pośpiech i gwałtowność. 

Miłość nie zazdrości.
Mój drogi Kasjelu, jak to nie zazdrości? Twój podopieczny przeżywał męki, kiedy ta piękna i dobra dziewczyna miała się spotkać ze swoim kolegą ze studiów tylko po to, aby pomógł jej znaleźć pracę. A ona? Już zapomniałeś, że nic nie sprawiało jej takich katuszy jak wyćwiczony we flircie trzydziestoletni charakter Twojego podopiecznego? Pamiętasz te ciche dni, które zafundowała mu po wizycie w banku, kiedy – jak sam tłumaczył – starał się jedynie być uprzejmy wobec pani przyznającej kredyty? Zakochanie mój drogi Kasjelu jest zazdrosne straszliwie – widziałeś to na własne oczy, więc nie udawaj naiwnego. 

Miłość nie szuka poklasku. No cóż, on dla niej zrzucił ładnych kilka kilogramów, zaczął chodzić na basen, golić się regularnie, czytać wiersze Frosta i Poświatowskiej oraz słuchać kantat altowych Bacha. Teraz chyba już to nawet polubił, bo ostatnio wrzucił sobie tę właśnie płytę w czasie samotnej jazdy samochodem, a Audena poczytał trochę do poduszki. O ile mnie pamięć nie myli chciał nawet kiedyś dla niej nauczyć się lubić filmy Tarkowskiego i Kieślowskiego ale chyba zrezygnował. Dobrze, że go wówczas nie cisnąłeś w tej sprawie. Pamiętaj Kasjelu, że masz go doprowadzić do świętości, ale wciąż jeszcze nie zapadła na najwyższym szczeblu decyzja, czy ma ją osiągnąć jako męczennik. A ona Kasjelu? Dla niego zabłysła takim pięknem, że aż oczy mrużyłeś z wrażenia. Zakochanie szuka poklasku i to zazwyczaj skutecznie. 

Jak by nie patrzeć, miłość ma takie cechy, których na próżno szukać w zakochaniu. Ale najważniejsze jest to, iż miłość nigdy nie ustaje, zakochanie zaś ma to do siebie, że wraz z ogromną intensywnością właściwa jest mu niewątpliwa ulotność. Miłość rzadko bucha takim płomieniem jak zakochanie, zakochanie zaś męczy się z taka szybkością, która dla miłości byłaby obraźliwa. To wielka frajda być zakochanym i dlatego właśnie gdy uczucie to nie może być wywołane przez osobę, która dotychczas była jego przyczyną stara się za wszelką cenę znaleźć inną, skuteczną iskrę, która zapali uczucia przynajmniej na chwilę. Ogromna historia pozamałżeńskich romansów, którą znaleźć możesz w naszych archiwach jest tego najlepszym dowodem. 

Ale daleki jestem Kasjelu od przekonywania Cię, że zakochanie jest czymś złym czy nawet niezbyt cennym. Wręcz przeciwnie, uważam, że ma ono potężną wartość – problem tylko w tym, że zupełnie inną, niż nasi podopieczni są w stanie podejrzewać. Otóż zakochanie jest najlepszym dowodem na to, że stać ich na danie z siebie znacznie więcej, niż mają to na co dzień w zwyczaju. Zakochanie mój drogi jest stanem w którym ofiara z samego siebie przychodzi naszym podopiecznym nieomal bezboleśnie i dokonuje się wręcz z radością. 

Pamiętasz Twojego podopiecznego z okresu wczesnego zakochania? Był w stanie pieszo i w środku nocy odprowadzać wybrankę swojego serca na drugi koniec miasta. Nie przeszkadzało mu, że jest zimno a następnego dnia musi wcześnie rano wstać do pracy. Teraz, po roku znajomości zastanawia się już czy może ją odebrać autem z pracy, bo na trasie do jej firmy są duże korki. Jeszcze rok temu nie wziąłby tego argumentu w ogóle pod uwagę. Dotarłby do niej nawet konno czy dorożką. Zakochanie ciągle jest, ale już powoli się wypala. A ona? Cóż, jeszcze rok temu dzielnie zniosła zwiedzanie sklepu z wiertarkami (bo sam przyznasz, że to co on tam wyprawiał trudno nazwać zakupami). Ale już tydzień temu odmówiła wspólnego wyjścia do pubu na mecz reprezentacji. Wahała się co prawda, czy nie powinna wybrać się tam, aby czuwać nad relacjami Twojego podopiecznego z przyjaciółmi, ale przewidywalna nuda tego, co będzie się działo na ekranie wzięła górę. Została w domu. Zakochanie wciąż się pali, ale już płomieniem, w którym wszystko spłonąć nie może. To zabrzmi dziwnie, ale zakochanie najbardziej pożyteczne jest jako wspomnienie – „Jak wiele mogłem zrobić, jak dużo mogłem z siebie dać, jak bardzo byłem skłonny do poświęceń, kiedy byłem zakochany”. Nawet słowo ofiara w odniesieniu do zakochania brzmi jakoś dziwnie nieadekwatnie. Ale w odniesieniu do miłości nabiera już właściwego sobie ciężaru gatunkowego. A przecież miłość to te same uczynki, które wykonuje się w szale zakochania, tyle że oparte już głównie a czasami wyłącznie na decyzji woli, nie zaś na ogniu uczuć.

Musisz Kasjelu dbać o to, aby Twój podopieczny dobrze pamiętał do czego był z łatwością zdolny w stanie zakochania i chciał do tego wrócić, kiedy uczucie nie będzie mu już tak bardzo pomocne. Pamiętasz wiadomość, którą jeden z naszych braci, anioł Kościoła w Efezie, otrzymał w liście od naszego Pana, a którą miał przekazać swoim podopiecznym? „Mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc skąd spadłeś, i nawróć się i poprzednie czyny podejmij”. Rzecz jasna nie chodziło wówczas o miłość i zakochanie, ale zasada pierwotnego entuzjazmu i późniejszego znużenia miłości jest uniwersalna. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz prowadził Twego podopiecznego. 

Póki co jest on przekonany, że najlepsze wino zostało już postawione na stół i choć nie chce się do tego przyznać sam przed sobą, powoli zaczyna podejrzewać, że owo pierwsze wino zakochania nieuchronnie się kończy. To dlatego tak długo odwlekał zaręczyny. Bał się, że będą one początkiem końca tego, co tak wspaniałe – upojnego zakochania. Z tego samego powodu jego wieczór kawalerski wyglądał jak uczta straceńca, po której ma być już tylko gorzej. Twoją rolą jest mu wytłumaczyć, że jakkolwiek rzeczywiście pierwsze wino nie jest niewyczerpywane to jednak po to zaprosił naszego i ich Pana na swoje gody, aby Ten sprawił, że na stole pojawi się wino, o którego jakości i smaku nie mógł dotychczas nawet marzyć, które mu się nie śniło i którego istnienia nie podejrzewał. Nasz i ich Pan sprawi, że ze zwykłej wody codzienności powstanie wino o niezrównanym smaku. Oboje będą się musieli nanosić wody codziennych, wspólnych obowiązków i wyrzeczeń w ciężkich stągwiach życiowych przeciwności i trudów. Ale to właśnie ta woda, przyniesiona w tych stągwiach zostanie zamieniona przez Pana na wino miłości, które zadziwi smakiem wszystkich wokoło. Wierz mi Kasjelu, wiem, co mówię. Byłem aniołem stróżem tego młodzieńca, na którego weselu w Kanie Galilejskiej zjawił się nasz i ich Pan, kiedy chodził po ziemi we krwi i ciele. To tam zrozumiałem sens sakramentu małżeństwa. 

Twój podopieczny już za tydzień, tuż przed wypowiedzeniem przysięgi małżeńskiej będzie śpiewał hymn do Ducha Świętego, Boga, który jest węzłem miłości pomiędzy Ojcem i Synem. To nie przypadek mój drogi Kasjelu. Od sakramentu małżeństwa zaczyna się ich praca nad tym, aby ludzkie zakochanie, które męczy się i nuży zamienić w swoich sercach na miłość pochodzącą z samego Boga.

Weź się zatem do roboty i zacznij szeptać do ucha Twojego podopiecznego to, co powinieneś mu szeptać, aby wreszcie zrozumiał, co się w jego życiu dzieje. Na początek możesz mu poradzić, aby zaczął robić sobie rachunek sumienia w oparciu ów Pawłowy hymn, o którym już Ci wspomniałem. Niech wstawi swojej imię w miejsce słowa „miłość” i sprawdzi czy jest w stanie powiedzieć o sobie : „Ja jestem cierpliwy, jestem łaskawy, nie zazdroszczę i nie jestem skory do gniewu”. Jeśli przypomni sobie te wszystkie sytuacje związane z przygotowaniami do ślubu i wesela w których miałem go okazję obserwować nie powinny mu te słowa łatwo przejść przez gardło. Ale dzięki temu zobaczy, iż nie jest ani u szczytu ani tym bardziej u kresu drogi miłości, ale na jej zupełnym początku. Zdecydował się na ślub dzięki zakochaniu, ale tak naprawdę musi tę decyzję podjąć po to, aby dojść do prawdziwej MIŁOŚCI.

Ja zaś wybiorę się osobiście do tego milusińskiego księdza, który na kursach przedmałżeńskich opowiada ku uciesze słuchaczy śmieszne historyjki o różnicach w myśleniu pomiędzy kobietą a mężczyzną zaczerpnięte z tanich podręczników psychologii zamiast wprowadzić ich w prawdziwą tajemnice małżeństwa.

Ty zaś czuwaj teraz szczególnie nad Twoim podopiecznym. Mam dziwne wrażenie, że czuję w jego pobliży ów piekielny zapach Asmodeusza czy któregoś z jego nędznych pomagierów. Te diabły zrobią wszystko, aby do dobrego małżeństwa nie doszło. Jeśli sam poczujesz się za słaby w konfrontacji z nimi, skontaktuj się proszę z Rafałem. Asmodeusz od czasu owej historii z Tobiaszem podkula ogon i ucieka na samo wspomnienie Rafała. 



Modlę się za Was przed tronem naszego i ich Pana


o. Janusza Pyda OP

Czytam