decyzje

I biorę sobie Ciebie...

sierpnia 06, 2017

Ostatnio zadano mi (powiedziałabym podchwytliwe) pytanie:
czy mogłabyś związać się z osobą wyznającą inną religię, filozofię bądź w ogóle niewierzącą, jeśli wiedziałabyś, że kieruję się on w życiu dobrymi wartościami i jest dobrą osobą? 


O ile szanuję takie osoby, to jednak odpowiadając na  pytanie powiedziałam NIE

Nie byłabym aż tak odważna by tak ryzykować (tu chodzi o małżeństwo!) ze względu na to że już w podobnym związku byłam (kilka lat wyjęte z życia; psychicznie czułam się jak wrak). Drugi argument to to. że mnie zależy na sakramencie a nie na ślubie jako samym ślubie. Moim zdaniem przysięga z takim człowiekiem przed Bogiem byłaby nieważna. Bo o ile z mojej strony byłaby ona świadoma itd. to z jego strony już nie.
Kiedy OBOJE świadomie przed Bogiem w wolności i ufności ślubują sobie miłość, wierność ... itd. to otrzymują łaskę-sakrament który pomaga szczególnie w momentach kiedy w życiu zaczynają się problemy. Ryzyko, że komuś z nas coś się odwidzi/odbije jest, ale już o wiele mniejsze. Nawet badania potwierdzają, że małżeństwa praktykujące codzienną modlitwę i częstą Eucharystię rzadziej się rozwodzą.

Wracając do tej odpowiedzialności. Sprawa jest zbyt poważna by tak ryzykować. Tu nie chodzi tylko o mnie, a o nasze DZIECI, o przyszłe pokolenia. Obojętnie czy rodzone czy adoptowane. To właśnie za nie będę odpowiedzialna i to będzie moja wina jeśli wybrałabym im niewłaściwego człowieka na tatę. One będą ponosić niejako konsekwencje mojego wyboru. To ojciec, głowa rodziny jest autorytetem w kwestii przekazywania wiary, obrazu Boga. Jaki ojciec, taki obraz Boga będą miały dzieci. Sama deklaracja z ust mężczyzny, że jest dobry to za mało. Zresztą taki argument to "dobra" ogólnikowa przykrywka.
Chcę żeby mój mąż był wzorem dla naszych dzieci, w tym sensie żeby to on je i mnie przybliżał do Boga, chciał naszego zbawienia tak jak ja chcę tego samego dla niego. 

Decydując się na związek z osobą niewierzącą,... itd. w którymś momencie życia gdyby zaczęły się problemy mogłabym usłyszeć "no przecież sama tego chciałaś" (w sensie ślubu, życia ze mną itd.). Nie chcę sama uczęszczać na msze, modlić się, mieć relacją z Bogiem itd. Jeśli chciałabym żeby tak się stało to w ogóle nie wychodziłabym za mąż a zdecydowała się na pójście do zakonu lub życie w pojedynkę. Nie chcę żeby Bóg w oczach mojego wybranka był traktowany jak obowiązek, jako moje zainteresowanie, hobby... Chcę żeby Bóg nieustannie łączył mnie i mojego męża, a wychodząc za mąż za mężczyznę niezwiązanego z Kościołem musiałabym się liczyć z tym, że SAMA musiałabym "praktykować" to co wybrałam. 

Do śmierci i do znudzenia będę przytaczać słowa ks. Dziewieckiego:

Miłość to nie naiwność, tolerancja, akceptacja, zakochanie, uczucie, wolny związek, współżycie.
Miłość to DECYZJA zachwytu, TROSKI o czyjeś dobro. Decyzję podejmuje cały człowiek, a nie tylko jego ciało, popędy, emocjonalność.
Miłość jest najpiękniejszą POSTAWĄ człowieka wobec człowieka, to taki mój sposób odnoszenia się do ciebie (w słowach, gestach, zachowaniach), że tobie chce się żyć, nawet w sytuacjach skrajnie trudnych. Mądra, wspierająca, nieodwołalna miłość naśladująca samego Boga w odniesieniu do człowieka.
Miłość dojrzała polega na tym, że mam bogaty repertuar okazywania miłości.
Kto kocha, ten jest cierpliwy.


Zauważyłam, że mężczyźni dzielą się na dwie grupy: na tych którzy są pociągający, zwodzący w których naiwnie i ślepo można się zakochać oraz na tych którzy nadają się na męża i ojca. Ci pierwsi w ogóle się nie nadają na męża i przede wszystkim ojca (nie twierdzę, że to się może nie zmienić!). Za to ci drudzy, to mężczyźni których na początku nie bierzesz na początku w ogóle pod uwagę bo swoje piękne serce ukrywają głęboko, tak jak muszla która pokazuje swoją perłę tylko wybranym.

Dziewczyny uważajcie proszę na ponętnych mężczyzn, którzy niejedną z Was już na pierwszy raz "łapią" swoim wyglądem albo "dobrymi" obietnicami. Ja nie chcę faceta rodem z okładki Vogue'a (oj wiecie o co mi chodzi, nie twierdzę, że katolicy nie są przystojni), chcę mężczyzny który nadaje się na męża i ojca, który nie boi się nikogo innego jak tylko Boga.


Na koniec chciałabym żebyście posłuchali przepięknego kazania ze ślubu Leny i Dawida
(fragment 10:59 - 24:01)




Sama wysłuchałam je kilkakrotnie. Za każdym razem wzruszałam się niezmiernie, bo słowa miały wagę, były "głębokie". Ja, z natury obserwator starałam się "wczytać" w mimikę przybyłych na ślub gości. Na twarzach mieli wypisane zamyślenie, łzy wzruszenia a u niektórych zauważyłam nawet łzy zawodu, bo być może sami nie wybrali właściwie albo życie ułożyło się tak jakby się tego nie spodziewali.
Chciałabym życzyć Wam samych właściwych wyborów, zwłaszcza co do wyboru kandydata na współmałżonka. To będą decyzje wiążące Was i wpływające na całe życie Wasze i Waszych dzieci. Nie podejmujcie ich pod wpływem emocji, a rozważcie je i oddajcie w ręce Maryi.

książka

Francine Riwers - "Potęga miłości"

kwietnia 09, 2016



Książka opowiada o prawdziwej miłości mężczyzny do kobiety, za którą wszyscy tęsknimy. O miłości Michała Ozeasza, wiejskiego farmera do Sary, prostytutki,  która jako dziecko była wykorzystywana a potem sprzedana do domu publicznego.  Powieść oparta na biblijnej księdze Ozeasza. Dość obszerna, bo ponad 400 str. którą czyta się w dwa wieczory.

kliknij aby powiększyć
Miłość przedstawiona jest cierpliwa, silniejsza niż wszystko. Miłość o której marzą wszystkie małe dziewczynki i kobiety dorosłe. Książka urzeka kobiece serce, trochę z gatunku Eldredge'ów. Czytając można się rozczulić, ja niejednokrotnie płakałam,bo... odnajdywałam się w historii Sary i Michała. Czułam, że ta książka jest o mnie, o moich obawach i pragnieniach ale i zranieniach z przeszłości. O marzeniach by mój mężczyzna-przyszły mąż prawdziwie miłował Boga, by w chwilach trudności objął mnie swoimi silnymi męskimi ramionami, ujął dłońmi twarz i powiedział że kocha na zawsze i mimo wszystko... 

O taką miłość trudno w dzisiejszych czasach... bo boimy się zaufać, bólu i rozczarowań?
A każda kobieta pragnie by została wybrana, ze swoją przeszłością, słabościami, ze wszystkim. Żeby od początku TEN mężczyzna wiedział skąd jesteś i by nie miało to dla niego żadnego znaczenia.


Fragmenty książki:
"Bóg zawsze odpowiada w swoim czasie, nie twoim. Gdy nadejdzie odpowiednia chwila, będziesz wiedziała, co robić."

"Chciała [Sara] odrzucić wszystko, co ją od niego dzieliło, miesiące uporu, strachu i niepewności. Chciała odrzucić straszliwe wspomnienia z dzieciństwa i poczucie winy, którą wzięła na siebie za to, czemu nie była w mocy zapobiec."

"Uświadomiła sobie, że cały czas prześladowały ją wątpliwości, czy znów jej wybaczy, ale już to zrobił."

"Kochajcie Pana, Boga swego, i kochajcie się nawzajem. Kochajcie się tak, jak On kocha was. Kochajcie z mocą i mądrością bez względu na to, z czym przyjdzie wam walczyć. Nie ulegajcie słabości. Przeciwstawiajcie się ciemności i kochajcie [...]."



Czy miłość Michała do Sary przetrwa nieustanne próby? 
Czy Sara zostanie z Michałem? 
Czy pokocha go naprawdę?



Przygotujcie wagon chusteczek i przeczytajcie Potęgę miłości. 
Polecam, (także Panom, jeśli chcą się dowiedzieć o jakiej miłości marzą wszystkie kobiety i czego wymaga od nas Bóg)!


audiobook

ks. Piotr Pawlukiewicz - "Wstań. Albo będziesz świętym, albo będziesz nikim" (audiobook)

lutego 25, 2016

Jestem świeżo po przesłuchaniu nowego audiobooka ks. Pawlukiewicza znanego jako "legenda polskiego kaznodziejstwa" pt. Wstań. Albo będziesz świętym, albo będziesz nikim.

Uważam, że treści są idealne na obecny czas Wielkiego Postu (choć nie tylko). Ks. Piotr mówi, że nie można być TROCHĘ świętym. Nie można PRÓBOWAĆ być świętym. Powinniśmy jej pragnąć w 100%. Stawia nam pytanie: kim naprawdę jesteś? Powinniśmy zajrzeć wgłąb siebie. 
Nagranie inspiruje do przemyśleń na temat kryzysu i powstawania z upadków na drodze do bycia tym, kim powołał nas Bóg.
Całość opowiedziana jest w charakterystyczny dla ks. Piotra sposób, pełen życiowych anegdot i humoru. Długo jeszcze po ich wysłuchaniu "wgryzają" się w nasze serce i pobudzają do zmian.
Ja ze swojej strony polecam bardzo!


Z nagrania dowiesz się m.in.:
Kiedy jesteś najbardziej sobą?
Czy świętość to nieskazitelność?
Skąd czerpać siłę, aby się podnieść?
Po co kłócić się z Bogiem?
Skąd masz wiedzieć, czego chcesz naprawdę? 


Takie rekolekcje w formie mp3 które można zabrać wszędzie i posłuchać o każdej porze dnia i nocy. Nagranie trwa 104 min., można je zamówić i od razu pobrać tu, jeśli jednak wolisz wersję z CD i książeczką zajrzyj tu

Ks. Piotr wiele zmienił w moim życiu a także kilku bliskich mi osób, jego słowa trafiają w serce i sprawiają, że zaczynamy inaczej wszystko postrzegać... 



Ks. Piotr Pawlukiewicz (ur. 1960 r.) - doktor teologii pastoralnej, rekolekcjonista. Głosi kazania dla studentów w warszawskim kościele św. Anny. Prowadzi wykłady z homiletyki dla alumnów Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Członek redakcji radiowej mszy świętej w kościele św. Krzyża w Warszawie. Był kapelanem kaplicy w Sejmie RP i duszpasterzem parlamentarzystów. Prowadzi liczne rekolekcje w kraju i dla środowisk polonijnych. (źródło)


Pamiętaj, albo będziesz świętym albo będziesz nikim... 
Do nieba pójdą tylko święci.

DECYZJA! 
Ja jestem to co decyduje, a nie to co czuje...



Audiobook został zakupiony ze środków własnych.

Źródło zdjęcia

czystość

dr Wanda Półtawska - "Przed nami miłość..."

lutego 20, 2016


Tą uroczą książeczkę polecam wszystkim którzy są nieco zabiegani i nie mają czasu na czytanie książek 300 stronicowych. Ta bowiem ma tylko 45 stron i da się ją przeczytać w godzinę. Znajdziecie w niej nawiązanie do nauk Jana Pawła II związanych z miłością małżeńską i rodziną ale także do wielu innych ważnych dokumentów tj. encyklik i listów dot. etyki małżeńskiej, które warto by przeczytać w całości. Dr Wanda Półtawska w sposób skondensowany przedstawia najważniejsze informacje z którymi powinniśmy się zapoznać jeszcze przed zawarciem ślubu. Autorka zwraca uwagę na zatracenie wartości w dzisiejszych czasach i podkreśla istotę prawdziwej czystej miłości którą reprezentowali Józef i Maryja. To z nich powinniśmy brać przykład.
Pani Wanda pisze o zagrożeniach czystości przedmałżeńskiej, małżeńskiej, wierności, dozgonności, koncepcjach kobiecości, męskości a także samej miłości która łączy się z cierpieniem. Zajmuje się również tematami takimi jak sumienie, człowiek wewnętrzny, zadania życiowe, rola ciała w miłości, czy pożądanie a uniesienie. 





Kilka fragmentów z książki:
"Pamiętajcie, że życie tu, na ziemi, jest drogą i tylko droga, niczym więcej; jest drogą do nieba, bo człowiek jest stworzony nie dla ziemi, tylko dla nieba."

"Małżeństwo to nie jest tylko ludzkie, pełne wrzawy wesele, lecz jest to wielki sakrament-przymierze, zawarte z samym Stwórcą. Młodzi otrzymują siłę i o ile z niej skorzystają, o tyle będą mogli spełnić wielkie, życiowe zadanie. Bo małżeństwo jest zadaniem - nie losem, nie przeznaczeniem, ale zadaniem do wykonania i taki jest jego los, jak małżonkowie to zadanie wspólnie wypełnią. Jest to wspólne zadanie, gdyż są na zawsze związani i los jedynego zależy od drugiego. Mogą się na całą wieczność uszczęśliwić lub przeciwnie - mogą siebie i swoje dzieci skrzywdzić. Dlatego ważne jest praktykowanie sakramentów świętych na co dzień, systematyczna, wspólna spowiedź i Komunia święta - jak najczęstsza razem. To jedynie gwarantuje, że nie zabraknie im siły." 

"[...] ludzie się jednoczą, a chcą oddzielić swe życiodajne komórki. Sprzeczność rodzi konflikt, a lęk przed dzieckiem pcha do reakcji irracjonalnych. Zamiast sięgać po środki ubezpładniające, człowiek powinien zrozumieć swoją rolę i podjąć odpowiedzialność za swoje czyny."

"Każdy trud, każda trudna sytuacja, która wymaga wysiłku, już zderza się z ludzkim egoizmem i wygodnictwem. Powstaje pokusa ucieczki od tego, co trudne, a trudny jest np. charakter mojej żony czy mego męża. Oczywiście trudny... Każdy jest niekiedy trudny, nie ma łatwych ludzi; łatwe są chwile, a trudne życie."

"Zwyczajnie pobierają się ludzie jeszcze nie święci i w najlepszym razie tylko dążący do świętości. Chodzi więc o to, żeby sobie zdali sprawę z tego, że nie są jeszcze święci i żeby tego od razu od siebie nie wymagali, a przeciwnie; byli świadomi swojej niedoskonałości i starali się sobie wzajemnie pomagać w tym dążeniu, i żeby w nim nie ustawali. [...] Małżeństwo ma być wspólną drogą do świętości."

"Nieważne, co człowiek ma, ale kim jest. Zaskarbcie sobie konto w niebie, a nie w banku na ziemi. Ekonomia Boża jest całkowicie odmienna od ludzkiej."

"Realizacja powołania do małżeństwa ma być wspólną drogą do Boga. Jeżeli kontakt człowieka z drugim oderwie go od Boga, zawsze powstaje krzywda. Miłość ludzka wtedy jest prawdziwa, kiedy nie przeszkadza relacji człowiek-Bóg."

Fragment, który najbardziej dał mi do myślenia:
"Życie domaga się kierunku i to rodzice mają pomóc dziecku w wyborze drogi życiowej przez odczytanie jego powołania. Powołanie idzie od Boga do człowieka - nie jako przeznaczenie, ale jako propozycja. Człowiek jest wtedy bezpieczny, kiedy realizuje Boży plan. Zadaniem człowieka jest ten plan odczytać. Jednak zadanie poszukiwania Bożego planu w moim życiu nie jest powszechnie realizowane. Może jeszcze najczęściej jest realizowane w przypadku powołania do kapłaństwa czy do życia konsekrowanego, ale już świadomość, że w każdej chwili i w każdym miejscu należy szukać Bożego planu, nie jest powszechna.
Rodzice doradzają dzieciom w wyborze zawodu - jakim kluczem? Nie bez powodu w naszej epoce namnożyły się szkoły, kursy marketingu, biznesu. Rodzice często podpowiadają dziecku wybór zawodu, który daje najwięcej pieniędzy, a nie takiego który najbardziej umożliwi uświęcenie człowieka.Persona humana in fieri est ("Człowiek jest stadium stawania się") - pisze JP2 w Osobie i czynie. Człowiek się rozwija, jest w stadium stawania się coraz bardziej podobnym do Boga, ale może się również nie rozwijać, a także degenerować. Linia życiowa wielu ludzi pokazuje, że zamiast starać się być coraz bardziej "kimś", człowiek maleje, kurczy się - on i jego dusza, ów "człowiek wewnętrzny". Życie człowieka jest nie tylko biologiczne, ale również duchowe. Rozwój duchowy decyduje o świętości, ale można również zagłuszyć jego głos."

Myślę, że reszty komentować nie trzeba.


Książeczkę polecam wszystkim zakochanym, narzeczonym ale też ciekawskim zgłębiającym wiedzę na temat miłości!



Oświadczam, że wszystkie recenzowane książki zostały zakupione przeze mnie.

książka

dr Kenneth Ryan - "Jak znaleźć księcia z bajki?"

lutego 15, 2016

Od wydawcy:
KSIĄŻKĘ POLECA MARK GUNGOR!

„Udaję silną przed światem, ale w głębi serca boję się,
że nigdy nie znajdę mężczyzny, który mnie pokocha”.
„Wszyscy wartościowi mężczyźni są już zajęci”.
„Nie zatrzymam przy sobie chłopaka, jeśli nie pójdę z nim do łóżka”.

Brzmi znajomo? Nie ty jedna dochodzisz do takich wniosków. Wiele kobiet czuje dokładnie to, co ty – są zniechęcone pozornym brakiem odpowiednich kandydatów na męża lub rozczarowane własnymi naiwnymi decyzjami, które podjęły, próbując ratować związek bez przyszłości. Pragniesz poznać swojego księcia, ale z twoich doświadczeń wynika, że dokoła krążą jedynie stada ropuchów. Nie załamuj się. W książce, którą trzymasz w ręku, znajdziesz praktyczne rady, dzięki którym zwiększysz prawdopodobieństwo poznania wartościowego mężczyzny, z którym będziesz mogła stworzyć trwały związek, nie gromadząc po drodze emocjonalnego bagażu. Przeczytaj tę książkę, a zrozumiesz, dlaczego nie powinnaś sypiać ze swoim chłopakiem; co robić, by mężczyźni nie potrafili ci się oprzeć i gdzie poszukiwać księcia. Autor, dr Kenneth Ryan, przedstawia prosty plan, dzięki któremu oszczędzisz sobie stresu, uchronisz swoje kobiece serce, będziesz czerpała więcej radości z poszukiwań odpowiedniego kandydata i wreszcie zwiększysz swoje szanse na to, że nie zwiążesz się z ropuchem i będziesz żyła długo i szczęśliwie w cudownej relacji małżeńskiej ze swoim księciem. Pamiętaj, że żadna decyzja w twoim życiu nie będzie miała większego wpływu na to, czy będziesz szczęśliwa, jak ta, kogo wybierzesz sobie na męża!

Dr Kenneth Ryan w sposób niekonwencjonalny i bezpośredni mówi o związkach, wykorzystując swoją wiedzę gromadzoną nie tylko przez lata prowadzenia kursów przedmałżeńskich, ale również życia małżeńskiego i wychowywania trzech nastoletnich córek. Doskonale rozumie młode kobiety, które pragną być kochane i otaczane opieką przez wspaniałego mężczyznę.

Ciekawa książka, która z pewnością daje do myślenia. Jestem zdania, że powinny ją przeczytać dziewczęta które zaczynają się interesować płcią przeciwną - zawarte w niej rady uchroniłyby niejedną z nich przed głupimi decyzjami czy własną naiwnością.

Przeczytacie o tym gdzie warto szukać wartościowych mężczyzn a gdzie nie, jak się zachowywać, rozmawiać, ubierać czy jak odbierają nas mężczyźni a jak my kobiety na nich działamy. Książka odpowiada na pytania dlaczego nie warto robić pewnych rzeczy m.in. dlaczego warto poczekać z czystością czy nie mówić zbyt szybko "kocham", jak planować randki czy nawet jak odmówić grzecznie chłopakowi gdy nie jesteśmy nim zainteresowane. Książka bardziej skierowana do nastolatek moim zdaniem choć mnie osobiście też pomogła podjąć ważne decyzje, przemyśleć parę istotnych kwestii, ale i dla desperatek szukających męża też będzie DOBRĄ lekturą. Książkę napisał ojciec trzech córek więc z pewnością wiedział na co zwrócić uwagę.
Bardzo fajnie się ją czyta, momentami zabawna, zawiera ciekawe informacje, fakty o mężczyznach, historie z życia wzięte... znajdziecie także badania naukowe. Ot takie czytadło - poradnik. Mnie osobiście spodobały się propozycje randek czy jak pomysły jak wypełnić sobie czas kiedy jesteśmy singielkami by nie ulec presji otoczenia i przygnębieniu że ciągle jesteśmy samotne. Na końcu książki jest też zamieszczone streszczenie każdego rozdziału przez co możemy wybrać to co nas konkretnie interesuje. 
Wniosek jest taki: nie warto szukać chłopaka/męża tylko po to żeby "się pokazać", bo taka moda, bo rodzina/znajomi wywiera/ją presję, bo mogę już nikgo nie poznać itp. Warto poczekać na tego jedynego niż brać kogokolwiek przypadkowego.

A to kilka cytatów:
Na świecie jest wiele ropuchów. Tracąc na nich czas, możesz, zraniona, popaść w stan przygnębienia i zniechęcenia. Bardzo ryzykowne jest umawianie się z kimś lub wzięcie z nim ślubu z nadzieją na to, że uda ci się zmienić go w księcia czy też w mężczyznę którego pragniesz. Wiele dobrych, naiwnych kobiet poświęca życie na ratowanie złych chłopców. [...] Może się zdarzyć, że zmarnujesz młodość, tkwiąc w  związku z kimś takim, bo nie możesz wiedzieć, czy zmiany, które w nim dostrzegasz, są autentyczne.

Chłopak który jest bierny kiedy umawiacie się na randki będzie też biernym mężem i biernym ojcem. Nie oczekuj, że się zmieni. Najprawdopodobniej na zawsze pozostanie taki, jaki jest teraz.

Większość najszczęśliwszych małżeństw, jakie znam, stanowią pary, w których mężczyzna jest beznadziejny na parkiecie.[...] Umiejętności taneczne i towarzyskie są nieistotne w trakcie poszukiwania księcia. [...] Imprezy, kluby i bary nie muszą być złe, ale nie są właściwym miejscem na szukanie męża.

Służenie lub pomaganie innym to jeden z najlepszych sposobów na walkę z samotnością. Dzięki temu przestaniesz się skupiać na własnym życiu i twoje poczucie własnej wartości bardzo na tym zyska.



Inne recenzje możecie poczytać tu
Książkę możecie przekartkować tu

Debi Pearl

Debi Pearl - "Kobieta jakiej pragnie twój mąż" (odmieniła moje życie)

lutego 03, 2016



Męża nie mam, JEDNAK uważam że teraz jest idealny czas by się dokształcać do tej roli. Czytam mnóstwo książek i daje mi to dużą satysfakcję bo coraz więcej wiem jako tako o człowieku jak również o naszych płciowych różnicach psychicznych a muszę przyznać jest ich sporo!

Książka jest skierowana do żon ale co tam! Wychodzę z założenia że nie zaszkodzi i taka wiedza a może uchronię się przed popełnianiem błędów ze swojej strony w przyszłości.

http://nogreaterjoy.org/about-us/meet-the-pearls/
Może zacznę od tego kim jest Debi Pearl...
To żona amerykańskiego pastora Michaela Pearl (oboje na zdjęciu po prawej). Nie są katolikami ale sporo od nich można się nauczyć i przestawić swój własny tryb myślenia. Oboje piszą książki i głoszą konferencje dla młodych ludzi powiązując swoje nauki z Bożym słowem.

Od wydawcy:
Debi Pearl mistrzowsko wnika w zakamarki męskich dusz. Dzięki temu w niezrównany sposób potrafi zrozumieć męską duszę i udzielać cennych rad tym kobietom, dla których szczęście małżeńskie i osobiste, kobiece spełnienie mają wartość najwyższą. Naturę męską potrafi opisać lepiej, niż jakikolwiek mężczyzna sam mógłby to uczynić. Dlatego jej rady są tak cenne dla płci pięknej. Poza tym książka ta ukazuje ową wielką prawdę, że mężczyźni dorastają do męskich postaw dzięki mądrości swoich żon.
W ostatnich latach coraz więcej małżeństw przeżywa poważne kryzysy. Niezależnie od tego, jak zaczęło się nasze małżeństwo ani z jakimi problemami się borykamy, nie musimy przegrać. Autorka pokazuje, że zawsze jest nadzieja na to, by małżeństwo stało się wspaniałe i dawało każdej kobiecie takie poczucie spełnienia, że będzie to można wyjaśnić tylko jako cud.




Może ktoś powie że to głupie ale ja momentami płakałam czytając jej książkę. To był trochę taki rachunek sumienia. Wiele rzeczy i zachowań człowiek dopiero zaczyna rozumieć po pewnym czasie kiedy dojrzy pewne schematy. Tak! Pod naszymi emocjami kryje się często pewien komunikat (Narzekam, mam pretensje, wzbraniam się, blokuję przed drugą osobą, a tak naprawdę się lękam że ta osoba mnie opuści. Odległość też robi swoje. To jest wołanie o miłość, boimy się że ten ktoś nas nie kocha. Jego gniew na nas automatycznie wzbudza w nas strach i chcemy uciec. Niepielęgnowane więzi słabną, ale pozostaje przywiązanie o którym niejednokrotnie pisze brytyjski psychiatra i psychoanalityk John Bowlby). Psychologia jest tu bardzo pomocna i znajomość języków miłości Gary'ego Chapman'a też.



spis treści (można powiększyć)

W książce Debi odnalazłam piękne cytaty tj.:
Dopóki nie przyjmiesz tego Bożego planu, twoje życie nigdy nie będzie miało sensu. Będziesz wciąż się zmagać. Kiedy w końcu odpuścisz i uwierzysz Bogu, życie stanie się tak proste, że nie będziesz musiała już zastanawiać się nad tym, co powinnaś robić. Będziesz wiedziała.

Jesteś tym, czym są twoje myśli, a Bóg mówi ci, jak powinnaś myśleć: myśl prawdziwie. To nie jest siła pozytywnego myślenia. To jest moc prawdy, tak jak Bóg ją definiuje.


Życie zgodne z wolą Bożą jest jedyną rzeczą, która napełnia człowieka radością. Bóg nie szuka szczęśliwych kobiet, żeby uczynić z nich żony dla mężczyzn. Szuka kobiet gotowych stać się prawdziwymi żonami, tak by On mógł napełniać je radością. 


Mój ulubiony:

Kiedy dziewczyna nagle uświadamia sobie, że jest już na dobre związana z mężczyzną, który nie jest taki jaki jej zdaniem być powinien, zwykle zamiast się do niego dostosować, spędza resztę ich pożycia małżeńskiego - które może być niezbyt długie - próbując go zmienić, by stał się taki , jaki jej mężczyzna powinien być. Większość dziewcząt już wkrótce po ślubie dokonuje strasznego odkrycia, że być może trafił im się głupek. Zamiast lamentować nad swoim losem, powinny prosić Boga o mądrość. Mądrością jest wiedzieć, co ci się dostało, gdy poślubiłaś tego mężczyznę i uczyć się dostosowywać do niego takiego, jaki jest, a nie jakim chciałabyś, żeby był. Mężczyźni nie są tacy sami. Twój mąż najprawdopodobniej nie będzie taki jak twój tata, brat ani jak bohater twojej ulubionej powieści. Nasi mężowie są stworzeni na podobieństwo Boże, ale potrzeba byłoby wszystkich typów mężczyzn razem wziętych, żeby chociaż w przybliżeniu dopełnić ten obraz. Żaden mężczyzna nie ma tych wszystkich cech w doskonałych proporcjach. Gdyby miał, byłby zbyt idealny, żeby cię potrzebować.  Bóg daje niedoskonałe kobiety niedoskonałym mężczyznom, żeby mogli być współdziedzicami łaski życia i stać się wspólnie kimś więcej niż którekolwiek z nich mogłoby kiedykolwiek być samotnie. Jeśli będziesz zwalczała niedoskonałości swego męża albo próbowała dominować tam, gdzie on nie potrafi, przegracie oboje. Jeśli będziesz go kochać i prawdziwie wspierać z jego niedoskonałościami i bez przejmowania władzy, oboje będziecie wzrastać i wieść udane życie.

Debi skłania czytelniczki w książce do pracy nad sobą, często podaje hasła do odszukania w konkordancji i wypełniania swoich myśli znalezionymi cytatami. Innymi słowy - módlmy się Pismem Świętym. Książka jest przesycona słowem i przesłaniem Bożym. Debi opisuje jaka ma być kobieta, żona wg naszego Bożego Stwórcy.
Wiele kobiet przesiąkniętych dzisiejszym feminizmem będzie na nią narzekać, no bo jak ja mam się podporządkować mężowi, nawet jeśli on na to nie zasługuje?!
I tu jest pies pogrzebany, bo wiele z nas nie rozumie że Ewa została stworzona dla Adama do pomocy a nie na odwrót. Oczywiście są pewne granice bo jeśli w rodzinie panuje przemoc to trzeba się poważnie zastanowić. 
To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1Kor 11,8-9)


Co jeszcze zawiera książka? 
Autorka przytacza nam listy przeróżnych małżeństw opisujące ich wewnętrzne problemy, Debi w odpowiedzi na każdy z nich zamieszcza swoje wskazówki. Pani Pearl odwołuje się w tej książce do swojej pierwszej "Zanim powiesz TAK" w której wyróżnia trzy typy mężczyzn: Pana Solidnego, Pana Wizjonera i Pana Dowódcę. (Panowie są też 3 typy kobiet! Można o nich przeczytać w książkach Michael'a poniżej) Gdybyśmy my kobiety wcześniej miały wiedzę o tym podziale nie miałybyśmy pretensji do mężczyzn że nimi są! Jeśli chcecie coś więcej wiedzieć na ten temat przeczytajcie książki. Niech Wasza ciekawość będzie zachętą do ich lektury, bo są nawet przepisy kulinarne!



Nie wiem czy na mojego bloga zaglądają panowie ale jest też wersja książkowa dla Was, napisana przez Michaela Pearl:



Fragment książki (klik)




Fragment książki (klik)

P.S. Tak jak już wcześniej wspomniałam feministkom ale też "ofiarom" (chodzi mi o ten typ żon które ciągle narzekają na swoich mężów) na pewno nie spodoba się "Kobieta jakiej pragnie twój mąż". Nie wszystkie rady zawarte w tej książce muszą się Wam podobać - zależy z jakim nastawieniem będziecie ją czytać. Ja przyjęłam postawę otwartą i dlatego też nie byłam zła w trakcie czy też po jej przeczytaniu że ktoś mi coś narzuca
Jeśli chodzi o mnie... ja osobiście nie podjęłabym się homeschoolingu bo po prostu nie czuję się na siłach i na tyle kompetentna. Z resztą uważam, że dzieci lepiej się rozwijają kiedy są z rówieśnikami, w "swoim" środowisku i wtedy to muszą sprostać przeróżnym doświadczeniom co uczy ich życia.

małżeństwo

Mój ulubiony - Hymn o miłości

stycznia 13, 2016


Moi Drodzy!

Chciałam podzielić się z Wami tekstem, którego może nie znacie, autorstwa o. Janusza Pydy OP

Zniknął niestety jego blog na dominikanie.pl, ale list zachował się na czyimś blogu, dlatego go kopiuję gdyby owy został także skasowany bo tamtejsze słowa mają dla mnie dużą wartość.

Konkluzja: TEN WŁAŚCIWY, bo to TEN który stanął z nami na ślubnym kobiercu i przysięgliśmy sobie miłość w Bożym sakramencie:)

Piękne ujęcie tematu! Już zaczynam rozumieć



Mój drogi Kasjelu,

jeśli Twe obserwacje, o których pisałeś mi w ostatnim liście są słuszne, obawiam się, że Twój podopieczny niezupełnie orientuje się na czym polega sakrament małżeństwa. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że za niespełna tydzień stanie na ślubnym kobiercu zupełnie nie rozumiem pełnego samozadowolenia i krotochwilnego nastroju jakiemu Ty sam najwyraźniej ulegasz. Zachowujesz się jak rodzic, który cieszy się, że wreszcie namówił dziecko, aby wsiadło na rower, ale zupełnie nie martwi go fakt, że dziecko nie ma pojęcia jak się na rowerze jeździ. 

Obawiam się zatem, że zadowolenie Twoje opiera się na uroczej, acz groźnej ignorancji. Martwi mnie to, bo jakkolwiek brak wiedzy niewątpliwie sprzyja osiągnięciu czegoś, co nasi ziemscy podopieczni nazywają przewrotnie “świętym spokojem” (mam nadzieję, że już w samym sformułowaniu potrafisz rozpoznać słowotwórcze arcydzieło Wydziału Propagandy i Indoktrynacji Wyższej Szkoły Kuszenia założonej przez naszych upadłych braci), to jednak wszelkie szczęście budowane na niewiedzy skończyć się kiedyś musi i to w bardzo bolesny sposób.


Jeśli więc muszę pozbawić Cię obecnie tego uroczego poczucia błogostanu, który bije z twego ostatniego listu to robię to jedynie w tym celu, aby Twój podopieczny nie zorientował się kiedyś, że pędzi na rowerze, którym nie potrafi kierować. 


Wróćmy więc do sprawy jego ślubu. Otóż, błąd który popełnia wydawać się może mały, ale jak pisał kiedyś jeden z naszych wielkich przyjaciół na ziemi, mały błąd na początku dzieła stać się może wielkim u końca. Błąd zaś Twojego podopiecznego co do sakramentu małżeństwa polega na tym, iż myli on w odniesieniu do miłości koniec z początkiem czy raczej skutek z przyczyną. 

Postaram Ci się to jasno wytłumaczyć. Otóż, Twój podopieczny jest przekonany, że stanie za tydzień na ślubnym kobiercu ponieważ kocha tę piękną i mądrą dziewczynę. Ty Kasjelu musisz mu wyjaśnić, że staje na ślubnym kobiercu nie dlatego, że kocha swoją narzeczoną, ale dlatego, aby mógł i potrafił kochać ją w pełni i do tego Bożą miłością. Miłość jest nie tyle przyczyną małżeństwa, co jego celem. Małżeństwo nie tyle rodzi się z miłości, ile do miłości prowadzi. Sakrament zaś małżeństwa nie jest zwieńczeniem, kulminacją czy nawet potwierdzeniem ich miłości, ale raczej pierwszym krokiem, aby oboje w drogę do prawdziwej MIŁOŚCI siebie nawzajem oraz naszego i ich Pana mogli się wybrać.

Już widzę jak się krzywisz czytając te słowa i wiem nawet jakie pytanie ciśnie Ci się do głowy. Jeśli nie miłość, to cóż innego prowadzi ludzi na ślubny kobierzec? No cóż Kasjelu, z tego co zauważyłem ostatnio wśród naszych ziemskich przyjaciół rolę tę pełni uczucie zakochania. Ale nie zawsze tak było. Był czas, gdy na ślubny kobierzec wiódł ludzi interes państwa, którego tak się składało akurat byli władcami, niekiedy przyczyną były względy finansowe, czasami przyczyną małżeństwa był po prostu zdrowy rozsądek. Obawiam się mój drogi, że gdyby sprawdzić w naszych kartotekach odkrylibyśmy, że od czasu ustanowienia sakramentu małżeństwa przez naszego Pana znacznie więcej ludzi przyjmowało go z tak czy inaczej pojętego zdrowego rozsądku, niż z zakochania. 

Ostatnio sytuacja ta uległa radykalnej zmianie. Zakochanie wydaje się jedyną usprawiedliwioną przyczyną małżeństwa. Nie bój się Kasjelu, nie będę teraz z tym polemizował. Jestem wręcz przekonany, że zmiana ta jest w gruncie rzeczy czymś dobrym. Niemniej jednak, gdybyś rzucił okiem do naszych kartotek i - przeglądając je uważnie - starał się dociec, czy trwalsze były małżeństwa z zakochania czy te z rozsądku mógłbyś dojść do przerażających wniosków. Gdybyś powtórnie przejrzał te wszystkie papierzyska i starał się znaleźć odpowiedź na pytanie czy do prawdziwej MIŁOŚCI częściej prowadziły małżeństwa z rozsądku czy z zakochania – również mógłbyś dojść do nieoczywistych wniosków. Jeśli zaś zdobyłbyś się na cierpliwą dociekliwość, która wszak zupełnie nie licuje z Twym młodym wiekiem, i zadał sobie trud sprawdzenia jakie skutki pociągały za sobą małżeństwa zawierane na mocy rozsądku z zupełnym zaś pominięciem zakochania oraz te, o których decydowało głuche na rozsądek zakochanie podobieństwa bardzo by Cię zdziwiły. 

Nie bój się Kasjelu, ani mi w głowie namawiać Cię do tego, byś skłonił Twego podopiecznego, by porzucił myśl o małżeństwie z dziewczyną w której był straszliwie a jest bardzo zakochany na rzecz jakiegoś stabilnego małżeństwa z rozsądku. Cóż, pamiętaj, że wraz z Rafałem bardzo przyczyniliśmy się do skutecznego spotkania tych dwojga. A tak na marginesie – Rafał śle Ci najserdeczniejsze pozdrowienia. 

Zacznijmy zatem od początku. Zakochanie nie jest MIŁOŚCIĄ. Tej oczywistej prawdy nie mogłeś przeoczyć w czasie studiów w Wyższej Szkole Bożej Opatrzności Indywidualnej. O ile wiem zarówno wykład jak i egzamin miałeś z samym Rafałem. Nie wierzę, że zaniedbał on wprowadzenie was w podstawy dobrego i skutecznego swatania naszych podopiecznych. Bądź co bądź ta historia z Tobiaszem, w którą się swojego czasu osobiście zaangażował, była prawdziwym arcydziełem. 

W każdym razie różnice pomiędzy zakochaniem a miłością musiał Wam jasno wytłumaczyć. Pamiętam jak wbijał je do głowy Pawłowi, kiedy ten pisał do Koryntian ów cudowny „Hymn o miłości”, tak Kasjelu, ten sam, którym zachwyca się większość naszych wierzących czy niewierzących podopiecznych nie mając zielonego pojęcia co on oznacza. 
Przeczytaj go proszę bardzo uważnie i zwróć uwagę, że większość cech miłości, o których pisze Paweł nijak się ma do zakochania. 

Miłość cierpliwa jest.
Czy Ty mój mały pamiętasz jakie męki cierpiał Twój podopieczny czekając na spotkanie ze swoją dziewczyną? Nie było tam cienia cierpliwości. A pamiętasz jak niecierpliwie ona chciała usłyszeć, że jest przez niego kochana? Nie przypominam sobie, aby wówczas wykazywała się stoicką cierpliwością i była w stanie stwierdzić: „Cóż, wyzna mi miłość kiedy będzie chciał. Za miesiąc, rok, dekadę – dla mnie to bez znaczenia. Mogę poczekać. Na zaręczyny też – dowolnie długo.”. Żadne z nich w swoim zakochaniu nie było cierpliwe – bo zakochaniu nie jest właściwa cierpliwość, ale pośpiech i gwałtowność. 

Miłość nie zazdrości.
Mój drogi Kasjelu, jak to nie zazdrości? Twój podopieczny przeżywał męki, kiedy ta piękna i dobra dziewczyna miała się spotkać ze swoim kolegą ze studiów tylko po to, aby pomógł jej znaleźć pracę. A ona? Już zapomniałeś, że nic nie sprawiało jej takich katuszy jak wyćwiczony we flircie trzydziestoletni charakter Twojego podopiecznego? Pamiętasz te ciche dni, które zafundowała mu po wizycie w banku, kiedy – jak sam tłumaczył – starał się jedynie być uprzejmy wobec pani przyznającej kredyty? Zakochanie mój drogi Kasjelu jest zazdrosne straszliwie – widziałeś to na własne oczy, więc nie udawaj naiwnego. 

Miłość nie szuka poklasku. No cóż, on dla niej zrzucił ładnych kilka kilogramów, zaczął chodzić na basen, golić się regularnie, czytać wiersze Frosta i Poświatowskiej oraz słuchać kantat altowych Bacha. Teraz chyba już to nawet polubił, bo ostatnio wrzucił sobie tę właśnie płytę w czasie samotnej jazdy samochodem, a Audena poczytał trochę do poduszki. O ile mnie pamięć nie myli chciał nawet kiedyś dla niej nauczyć się lubić filmy Tarkowskiego i Kieślowskiego ale chyba zrezygnował. Dobrze, że go wówczas nie cisnąłeś w tej sprawie. Pamiętaj Kasjelu, że masz go doprowadzić do świętości, ale wciąż jeszcze nie zapadła na najwyższym szczeblu decyzja, czy ma ją osiągnąć jako męczennik. A ona Kasjelu? Dla niego zabłysła takim pięknem, że aż oczy mrużyłeś z wrażenia. Zakochanie szuka poklasku i to zazwyczaj skutecznie. 

Jak by nie patrzeć, miłość ma takie cechy, których na próżno szukać w zakochaniu. Ale najważniejsze jest to, iż miłość nigdy nie ustaje, zakochanie zaś ma to do siebie, że wraz z ogromną intensywnością właściwa jest mu niewątpliwa ulotność. Miłość rzadko bucha takim płomieniem jak zakochanie, zakochanie zaś męczy się z taka szybkością, która dla miłości byłaby obraźliwa. To wielka frajda być zakochanym i dlatego właśnie gdy uczucie to nie może być wywołane przez osobę, która dotychczas była jego przyczyną stara się za wszelką cenę znaleźć inną, skuteczną iskrę, która zapali uczucia przynajmniej na chwilę. Ogromna historia pozamałżeńskich romansów, którą znaleźć możesz w naszych archiwach jest tego najlepszym dowodem. 

Ale daleki jestem Kasjelu od przekonywania Cię, że zakochanie jest czymś złym czy nawet niezbyt cennym. Wręcz przeciwnie, uważam, że ma ono potężną wartość – problem tylko w tym, że zupełnie inną, niż nasi podopieczni są w stanie podejrzewać. Otóż zakochanie jest najlepszym dowodem na to, że stać ich na danie z siebie znacznie więcej, niż mają to na co dzień w zwyczaju. Zakochanie mój drogi jest stanem w którym ofiara z samego siebie przychodzi naszym podopiecznym nieomal bezboleśnie i dokonuje się wręcz z radością. 

Pamiętasz Twojego podopiecznego z okresu wczesnego zakochania? Był w stanie pieszo i w środku nocy odprowadzać wybrankę swojego serca na drugi koniec miasta. Nie przeszkadzało mu, że jest zimno a następnego dnia musi wcześnie rano wstać do pracy. Teraz, po roku znajomości zastanawia się już czy może ją odebrać autem z pracy, bo na trasie do jej firmy są duże korki. Jeszcze rok temu nie wziąłby tego argumentu w ogóle pod uwagę. Dotarłby do niej nawet konno czy dorożką. Zakochanie ciągle jest, ale już powoli się wypala. A ona? Cóż, jeszcze rok temu dzielnie zniosła zwiedzanie sklepu z wiertarkami (bo sam przyznasz, że to co on tam wyprawiał trudno nazwać zakupami). Ale już tydzień temu odmówiła wspólnego wyjścia do pubu na mecz reprezentacji. Wahała się co prawda, czy nie powinna wybrać się tam, aby czuwać nad relacjami Twojego podopiecznego z przyjaciółmi, ale przewidywalna nuda tego, co będzie się działo na ekranie wzięła górę. Została w domu. Zakochanie wciąż się pali, ale już płomieniem, w którym wszystko spłonąć nie może. To zabrzmi dziwnie, ale zakochanie najbardziej pożyteczne jest jako wspomnienie – „Jak wiele mogłem zrobić, jak dużo mogłem z siebie dać, jak bardzo byłem skłonny do poświęceń, kiedy byłem zakochany”. Nawet słowo ofiara w odniesieniu do zakochania brzmi jakoś dziwnie nieadekwatnie. Ale w odniesieniu do miłości nabiera już właściwego sobie ciężaru gatunkowego. A przecież miłość to te same uczynki, które wykonuje się w szale zakochania, tyle że oparte już głównie a czasami wyłącznie na decyzji woli, nie zaś na ogniu uczuć.

Musisz Kasjelu dbać o to, aby Twój podopieczny dobrze pamiętał do czego był z łatwością zdolny w stanie zakochania i chciał do tego wrócić, kiedy uczucie nie będzie mu już tak bardzo pomocne. Pamiętasz wiadomość, którą jeden z naszych braci, anioł Kościoła w Efezie, otrzymał w liście od naszego Pana, a którą miał przekazać swoim podopiecznym? „Mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc skąd spadłeś, i nawróć się i poprzednie czyny podejmij”. Rzecz jasna nie chodziło wówczas o miłość i zakochanie, ale zasada pierwotnego entuzjazmu i późniejszego znużenia miłości jest uniwersalna. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz prowadził Twego podopiecznego. 

Póki co jest on przekonany, że najlepsze wino zostało już postawione na stół i choć nie chce się do tego przyznać sam przed sobą, powoli zaczyna podejrzewać, że owo pierwsze wino zakochania nieuchronnie się kończy. To dlatego tak długo odwlekał zaręczyny. Bał się, że będą one początkiem końca tego, co tak wspaniałe – upojnego zakochania. Z tego samego powodu jego wieczór kawalerski wyglądał jak uczta straceńca, po której ma być już tylko gorzej. Twoją rolą jest mu wytłumaczyć, że jakkolwiek rzeczywiście pierwsze wino nie jest niewyczerpywane to jednak po to zaprosił naszego i ich Pana na swoje gody, aby Ten sprawił, że na stole pojawi się wino, o którego jakości i smaku nie mógł dotychczas nawet marzyć, które mu się nie śniło i którego istnienia nie podejrzewał. Nasz i ich Pan sprawi, że ze zwykłej wody codzienności powstanie wino o niezrównanym smaku. Oboje będą się musieli nanosić wody codziennych, wspólnych obowiązków i wyrzeczeń w ciężkich stągwiach życiowych przeciwności i trudów. Ale to właśnie ta woda, przyniesiona w tych stągwiach zostanie zamieniona przez Pana na wino miłości, które zadziwi smakiem wszystkich wokoło. Wierz mi Kasjelu, wiem, co mówię. Byłem aniołem stróżem tego młodzieńca, na którego weselu w Kanie Galilejskiej zjawił się nasz i ich Pan, kiedy chodził po ziemi we krwi i ciele. To tam zrozumiałem sens sakramentu małżeństwa. 

Twój podopieczny już za tydzień, tuż przed wypowiedzeniem przysięgi małżeńskiej będzie śpiewał hymn do Ducha Świętego, Boga, który jest węzłem miłości pomiędzy Ojcem i Synem. To nie przypadek mój drogi Kasjelu. Od sakramentu małżeństwa zaczyna się ich praca nad tym, aby ludzkie zakochanie, które męczy się i nuży zamienić w swoich sercach na miłość pochodzącą z samego Boga.

Weź się zatem do roboty i zacznij szeptać do ucha Twojego podopiecznego to, co powinieneś mu szeptać, aby wreszcie zrozumiał, co się w jego życiu dzieje. Na początek możesz mu poradzić, aby zaczął robić sobie rachunek sumienia w oparciu ów Pawłowy hymn, o którym już Ci wspomniałem. Niech wstawi swojej imię w miejsce słowa „miłość” i sprawdzi czy jest w stanie powiedzieć o sobie : „Ja jestem cierpliwy, jestem łaskawy, nie zazdroszczę i nie jestem skory do gniewu”. Jeśli przypomni sobie te wszystkie sytuacje związane z przygotowaniami do ślubu i wesela w których miałem go okazję obserwować nie powinny mu te słowa łatwo przejść przez gardło. Ale dzięki temu zobaczy, iż nie jest ani u szczytu ani tym bardziej u kresu drogi miłości, ale na jej zupełnym początku. Zdecydował się na ślub dzięki zakochaniu, ale tak naprawdę musi tę decyzję podjąć po to, aby dojść do prawdziwej MIŁOŚCI.

Ja zaś wybiorę się osobiście do tego milusińskiego księdza, który na kursach przedmałżeńskich opowiada ku uciesze słuchaczy śmieszne historyjki o różnicach w myśleniu pomiędzy kobietą a mężczyzną zaczerpnięte z tanich podręczników psychologii zamiast wprowadzić ich w prawdziwą tajemnice małżeństwa.

Ty zaś czuwaj teraz szczególnie nad Twoim podopiecznym. Mam dziwne wrażenie, że czuję w jego pobliży ów piekielny zapach Asmodeusza czy któregoś z jego nędznych pomagierów. Te diabły zrobią wszystko, aby do dobrego małżeństwa nie doszło. Jeśli sam poczujesz się za słaby w konfrontacji z nimi, skontaktuj się proszę z Rafałem. Asmodeusz od czasu owej historii z Tobiaszem podkula ogon i ucieka na samo wspomnienie Rafała. 



Modlę się za Was przed tronem naszego i ich Pana


o. Janusza Pyda OP

książka

L. Dillow - "Jaką żoną jestem?" Podsumowanie; recenzja

grudnia 01, 2015

Czytając "Jaką żoną jestem?" Lindy Dillow starałam się podchodzić do lektury tej książki jako nowe doświadczenie, wyzwanie w ramach pracy nad sobą. Nie miałam pretensji do autorki typu: Linda jest żoną pastora więc przesadza... czy... co z tego książka ma wiele cennych uwag i zadań do przepracowania. Niejednokrotnie ją czytając roniłam łzy, ponieważ wydawało mi się że mężczyźni są twardzi i nie potrzebują takiej czułości jak my kobiety. Jak bardzo się myliłam... Mężczyźni są jeszcze bardziej wrażliwi wewnętrznie niż kobiety, choć tego tak normalnie nie okazują. Człowiek uczy się na błędach...
Życie uczy mnie pokory a przeróżne wydarzenia utwierdzają mnie w tym że wszystko dzieje się po coś. Że nigdy nie dostajemy więcej niż byśmy byli w stanie udźwignąć. 

Każdego dnia kiedy otwieram oczy dziękuję Bogu, że żyję i proszę by dał mi na nowo wytrwałość i cierpliwość bym była w pełni sił wypełniać Jego plan, bym w przyszłości była dobrą żoną i daj Boże matką. Modlę się też za mężczyznę który zostanie moim mężem. Nie wiem kto to będzie, ale wiem że tego potrzebuje, a gdy sama stanę się Tą Właściwą to Bóg zatroszczy się o to, by Ten Właściwy sam mnie odnalazł.

Najbardziej spodobały mi się i trafiły do mnie rozdziały: o wyobrażeniu sobie swojego pogrzebu i przemowy męża o mnie (dobre zadanie do pracy nad sobą - trzeba było spisać swoje postanowienia), o bliskości i cierpliwości, o przebaczaniu i gniewie, o służeniu mężowi z miłością, o trudnościach które mogą wzmocnić małżeństwo (o ile w ogóle skorzystamy z tej szansy rozwoju i przejścia na wyższy poziom bliskości; tak kryzys może być szansą dla was obojga!). 


Radujcie się, gdy rozmaite próby przechodzicie jako małżeństwo; nauczą was wytrwałości oraz wzmocnią waszą miłość i wzajemne oddanie. One z kolei tworzą siłę charakteru, która będzie prowadzić do bliskości. 
- (parafraza fragmentu z Listu do św. Jakuba 1:2-4)


Podoba mi się styl pisania Lindy - często przytacza historie innych kobiet, dzieli się ich refleksjami, a w każdym rozdziale znajdziemy cytaty z Pisma Świętego (niektóre ciekawie sparafrazowane) oraz pytania retoryczne do zastanowienia się nad własną osobą.

Książkę na pewno zakupię by mieć swój własny egzemplarz do którego na pewno będę wracać (kiedyś jako żona) i być może wykorzystam ją do przyszłej pracy z małżeństwami (o ile uda mi się spełnić moje marzenie). A Pani Marzenie (Makulce) dziękuję serdecznie za jej pożyczenie :)


P.S. Gdyby ktoś nie czytał poprzednich moich refleksji odsyłam do części 1 (klik) i 2 (klik)

książka

"Jaką żoną jestem?" Refleksji książkowej cz. 2

listopada 21, 2015





Dzielna żona jest koroną swojego męża, lecz ta, która go hańbi, 
jest jak próchnica jego kości
(Prz 12:4)


Serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego, gdyż wyświadcza mu dobro, 
a nie zło, po wszystkie dni swojego życia.
(Prz 3:11-12)

Dla Pana Boga szemranie, narzekanie, gderanie jest tak samo grzechem jak cudzołóstwo. (Przerażające, ale jednak prawda). Bóg traktuje narzekanie bardzo poważnie. 
Mówi: 

Czyńcie wszystko bez szemrania i powątpiewania, abyście się stali nienagannymi 
i szczerymi dziećmi Bożymi.
(Flp 2:14-15)

Autorka Linda pisze jak to wygląda kiedy narzekamy na swoich małżonków:
"Wiem, Panie, że prosiłam Cię o tego mężczyznę, ale nie miałam pojęcia! Nie miałam pojęcia, co oznacza być jego żoną rok po roku. Tak, dziękowałam Ci, że nas połączyłeś. Wtedy wydawało mi się to cudowne, ale teraz mąż, którego mi dałeś jest ....................... (no właśnie jaki?!).

Droga żono, jesteś kłótnicą czy koroną swojego męża? Zastanów się, bo być może swoim gderliwym zachowaniem sprawiasz, że niszczysz potencjał swojego mężczyzny a sama będziesz sfrustrowana!
Chcesz być lepsza? Zapytaj swojego męża, co według niego jest najgorszą rzeczą, jaką zrobiłaś w waszym małżeństwie. Jeśli odpowiedź jest pozytywna to gratuluję, jesteś jego koroną, oby tak dalej!
A jeśli nie to skończ z narzekaniem! Módl się o dar mądrości dla was obojga i oddaj swoje pretensje Bogu.


Głośno do Pana wołam,
Głośno Pana błagam.
Wylewam przed nim swoją prośbę
I o niedoli mojej jemu opowiadam.
Gdy duch mój omdlewa we mnie,
Ty znasz ścieżkę moją.
(Ps 142:2-4)


Narzekać możesz... jedynie przed Bogiem. Ten cały żal powinnaś Mu ofiarować. Spisz na kartce to co leży ci na sercu, WSZYSTKO! Następnie podrzyj kartkę, oddaj to Panu Bogu i zaakceptuj męża. To jest decyzja do podjęcia, której powinnaś być wierna a negatywne uczucia jej towarzyszące miną z czasem.


Nie przedstawiamy naszych zmartwień Bogu po to, by je zobaczył, ale po to, żebyśmy my mogli zobaczyć Jego. Nie chodzi tu o poinformowanie Boga. Jeśli ubierzemy nasze troski w słowa znajdziemy ulgę. Dlatego dobrze jest zrobić mały spis tego, co nas gnębi.
C.H. Spurgeon

A Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech sprawi, abyście byli jednomyślni między sobą na wzór Jezusa Chrystusa, abyście jednomyślnie, jednymi usty wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Przeto przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus przyjął nas, ku chwale Boga.
(1 Rz 15:5-7)

A więc módlmy się przede wszystkim o zmianę nas samych a nie współmałżonków.
Może trzy słowa: Zmień mnie Panie staną się twoją codzienną modlitwą. 

Linda sparafrazowała fragment Listu do Rzymian:
Ja ..... (twoje imię)mogę zaakceptować mojego męża, ponieważ najpierw Chrystus zaakceptował mnie. Jestem w stanie okazywać mojemu mężczyźnie tę samą wyrozumiałość i zrozumienie, jakimi Chrystus obdarza mnie. Jezus tworzy fundament mojej akceptacji i daje mi przykład do naśladowania.


Zdjęcie: Urzekająca

Czytam