Jestem wolna... i szczęśliwa

października 21, 2021

Od pewnego czasu obserwuję profil Urzekającej a tam dziś było pytanie: 

ZA CO JESTEŚ WDZIĘCZNA?

Mogłabym ponarzekać np. na obronę którą mam 30.10., która mnie trochę stresuje, bo mój promotor robił mi ciągle pod górkę i zastanawiam się co jeszcze wymyśli na obronie, ale uświadomiłam sobie, że nie wszystko jest zależne ode mnie, a poza tym są ważniejsze sprawy niż jakaś obrona i bez względu jak się zakończy to jej 20 minut nie będzie świadczyć o wartości mojej osoby.

Co do pytania, no właśnie, już odpowiadam. I będzie to odpowiedź z cyklu nocnego tasiemca "i znowu mnie naszło".


Jestem szczęśliwa, bo czuję się WOLNA.


Jestem wdzięczna za to, że jestem sama (nie mylić z samotną) i za czas panieństwa który mogę tak pięknie spożytkować. Kiedy patrzę jak dziewczyny wokół mnie mają ciśnienie na to by znaleźć męża, rozpaczają itd., a jednocześnie zauważam w pobliżu te małżeństwa które znam, mające kryzysy do tego stopnia, że któraś ze stron chce się rozwieść. Widzę mega brak komunikacji między nimi i duży egoizm. Brakuje im jakiejkolwiek chęci by zawalczyć o małżeństwo, tak naprawdę zaniedbali wiele spraw jeszcze przed ślubem przyzwalając sobie na to. Wesele się skończyło, szampan (oby tylko!) też i przyszła szara codzienność. Mam wiele przemyśleń i wniosków na ten temat, ale o tym może innym razem. Ze współczuciem spoglądam (nawet na te starsze wiekiem) znajome, które są więźniami swoich pragnień i martwi mnie to szczerze, bo może się to przyczynić, że z tego powodu zgorzknieją i "zabiją" swoim myśleniem w sobie to co najpiękniejsze. Ich siły życiowe skupiły się na jedynym zadaniu=celu "znaleźć męża", ale niestety po drodze gdzieś zgubiły Pana Boga i dlatego są nieszczęśliwe same z sobą. Ks. Chmielewski często powtarza żeby zająć się Bogiem, a On zajmie się naszymi problemami.


Życie to ciągłe WYBORY, DECYZJE...ale też REZYGNACJA z czegoś 

(np. na rzecz większej wartości).


Nie da się mieć i zrobić jednocześnie w życiu wszystkiego. Nie przeczytam wszystkich książek, nie zjem wszystkich ciast, nie zwiedzę wszystkich miejsc świata, bo mój czas na ziemi jest ograniczony. O tym też dużo mówił ks. Grzywocz. Tak naprawdę skupianie się na wielu rzeczach, na wielu doznaniach może przyczynić się do chronicznego niespełnienia i niezadowolenia, a w ostateczności do życiowego wypalenia i depresji. To tak jak uzależniony człowiek, który nie może przestać... i jest w tym tak naprawdę bardzo nieszczęśliwy. Kiedy patrzę na siostry ze swojej wspólnoty to widzę, że one też coś wybrały. I choć to rezygnacja z przyjemności pt. współżycie małżeńskie, możliwości przytulenia się i zaśnięcia u boku ukochanego człowieka, brak biologicznych dzieci (duchowych jest o wiele więcej!) czy swoich własnych pieniędzy, to tak naprawdę wybrały większą wartość która jest ponad tym co ludzkie, jednocześnie unikając tych problemów o których pisze poniżej św. Paweł. Mimo wszystko widzę, że ich życie jest piękne, Pan Bóg błogosławi i troszczy się także o ich materialne sprawy. 

Człowiek mimo swojej grzeszności i upadków powinien umieć panować nad popędami (nawet w małżeństwie!), ponieważ nie jest zwierzęciem i ma rozum. Nauka panowania nad swoim egoizmem jest drogą, procesem prowadzącym do świętości. W tym mają nam pomóc przede wszystkim sakramenty!

Pewien wierzący, 90-letni Szwajcar, bardzo radosny mimo raka poproszony o "receptę" na szczęśliwe małżeństwo powiedział, że każdego dnia przypominają sobie z żoną ich przysięgę małżeńską i ślubuje jej na nowo to samo co w ich pierwszym dniu sakramentalnego życia. 


Każdy nowy dzień powinien być ponownym pytaniem siebie stosownie do powołania: 

CO JA DZIŚ WYBIERAM? 

Staram się na nowo wstać, czy wracam ciągle do przeszłości popełnionego grzechu mimo, że Bóg w spowiedzi dawno mi go przebaczył? Bóg wybacza i zapomina, a Ty... czy ciągle wątpisz w Jego miłosierdzie?



i zdaję sobie, że dla kogoś może to być wyższy heroizm, dlatego:



Ten fragment doskonale obrazuje to o co mi chodzi:


Polecam jeszcze przeczytać tę wersję przekładu powyższego fragmentu Listu do Koryntian.


Owszem chciałabym założyć rodzinę, ale nie za wszelką cenę, gdyż nie traktuje tego jak celu swojego życia czy sensu własnego istnienia. Nie mam też gwarancji, że znajdę mężczyznę o podobnych wartościach. Nie, nie mam wygórowanych oczekiwań. Jestem kobietą, znam swoją wartość, jednak też zdaję sobie sprawę jaka odpowiedzialność spoczywa na kobiecie wybierającej sobie mężczyznę na męża i ojca przyszłych dzieci. Jeszcze bardziej uświadomiłam sobie w tym roku na studium rodziny jaka to odpowiedzialność założyć rodzinę (!) a co dopiero znaleźć mężczyznę podobnie myślącego. Szkoda, że niewielu z nas tak podchodzi do małżeństwa, jako faktycznie do zadania i obopólnego wysiłku i tak samo do wychowania dzieci oraz roli współpracy w tym temacie między małżonkami=rodzicami.

Jestem zdania, że jeśli będę miała kogoś poznać z kim założę rodzinę to poznam w swoim czasie, a jeśli nie to i tak idę już pewną drogą z Panem Bogiem będąc we wspólnocie i służąc innym. I nie chodzi mi tu o czekanie na księcia z bajki nie robiąc nic ze swojej strony, bo naprawdę bywam w przeróżnych miejscach, ale to "bywanie" nie jest celem zalezienia kogoś. 


Chodzi mi o to, że musiało minąć 28 lat bym coś zrozumiała... 


Czuję się teraz naprawdę wolna i szczęśliwa bo chyba teraz tak naprawdę oddałam swoje pragnienie Panu Bogu (po pierwsze zaufałam, a po drugie zostawiłam/odpuściłam tą kwestię tak jakbym o niej zapomniała żeby jej nie "adorować") a nie jak wcześniej kiedy próbowałam swoich sił na portalach randkowych, spotkaniach dla singli, angażując się w znajomości (z intencją by dać szansę) choć nie byłam od początku do nich przekonana itp. co było bardzo frustrujące, że stale coś nie wychodzi. To miało się wydarzyć by mnie i tamte osoby czegoś nauczyło. Teraz zaangażowałam się bardziej w życie wspólnotowe i przestałam skupiać na tym że do tej pory ciągle coś zawodziło. Moje życie pomimo problemów codzienności nabrało większych barw. Ojciec Pelanowski w konferencji o depresji i powołaniu wspominał o Viktorze Franklu i jego książce w poszukiwaniu sensu. Właśnie najgorzej jest kiedy ktoś nie ma tego celu w życiu, poczucia sensu w tym co robi, a jeśli on jest to nawet przykładowo będąc sprzedawcą w osiedlowym sklepiku człowiek będzie szczęśliwy jeśli znajdzie w tym swoją misję... nawet pomimo życiowych trudności. 

Życzę każdemu takiej wolności i zostawiam Was z tym fragmentem: 




rekolekcje

Propozycja rekolekcji w... Szwajcarii!

lipca 14, 2021

Hej Kochani!

Wiem, dawno mnie tu nie było. Niedługo mam zamiar reaktywować tego bloga. U mnie się dużo dzieje, ale ja nie o tym. Wychodzę do Was z pewną propozycją, głównie do panów, bo dla pań niestety nie ma już miejsc :(

28 sierpnia - 5 września siostry ze Wspólnoty Błogosławieństw organizują rekolekcje w duchu ks. Grzywocza do Szwajcarii (Venthone, kanton Wallis).

Wyjazd jest ze Strzelec Opolskich (woj. opolskie) autokarem ok. godz. 19:00. Istnieje możliwość własnego dojazdu do miejsca docelowego. Jeśli ktoś nie chce przyjechać pociągiem do Strzelec, można swoim samochodem i potem go zostawić u sióstr w Strzelcach na ich parkingu koło domu wspólnotowego (brama jest zamykana na noc). Powrót 5 września, ok. godz. 7:00 rano.

Nocować i żywić będziemy się w domu wspólnotowym w Venthone (jest pod wezwaniem św. Józefa!).

Teraz mini świadectwo...

Nie są to typowe rekolekcje dla singli, ale... mój znajomy dwa lata temu na tych rekolekcjach poznał swoją przyszłą żonę. Zapisał się na te rekolekcje w ostatniej chwili i jechał do Strzelec aż z... Bydgoszczy! Siostry już prawie nie chciały go brać bo ubezpieczenie było wykupione i lista uczestników zamknięta, ale po przemodleniu sprawy rozeznały, że mają go zabrać. Jak widać opłaciło mu się :D

Jedziemy na te rekolekcje przede wszystkim by przeżyć ten czas z Jezusem ale też by tkać więzi, spoTKAĆ się z drugim człowiekiem jak powiedziałby to ks. Grzywocz.

Na czym polegają te rekolekcje zapytacie?

Oczywiście jedzie z nami kapłan z Polski, ks. Łukasz Żaba, który znał osobiście ks. Grzywocza, przyjaźnił się z nim i poszedł w jego ślady. Aktualnie pisze pracę doktorską z duchowości na KULu. Gdyby ktoś nie wiedział, ks. Grzywocz był psychoterapeutą, zajmował się też duchowością i był związany z Opolem. W jego książkach czy konferencjach można znaleźć głębię słowa i dużą wrażliwość. Był też dużym miłośnikiem gór. Na wakacje zawsze jechał do Betten by tam zmienić miejscowego proboszcza na parafii. Do dziś ludzie go tam wspominają, znał każdego z imienia. Interesował się twórczością m.in. Hansa Ursa von Balthasara i Adrienne von Speyr. Więcej o nim można poczytać tu (klik).

Każdego dnia wędrujemy po Alpach, w określonych momentach słuchamy wybranych konferencji ks. Grzywocza po czym potem dzielimy się słowem w grupach. Rano mamy jutrznię, jemy wspólne śniadanie podziwiając piękne Alpy z jadalni. Robimy sobie prowiant na drogę i wyruszamy w drogę. Każdego dnia jest inny odcinek startowy, czasami autokar zawozi nas w konkretne miejsce gdzie zaczynamy trasę. Wieczorem po powrocie mamy Eucharystię, nieszpory i wspólną kolację, a bywa że ks. Łukasz odprawi nam ją w górach na łonie natury. Jeśli wrócimy w miarę wcześniej to mamy też wieczory integracyjne np. tańce izraelskie czy fondue. Siostry prowadzą także modlitwę wstawienniczą (jest poświęcony na to jeden wieczór). W drodze powrotnej do Polski prawdopodobnie zajedziemy jeszcze do Lozanny.

Pokoje są 2 osobowe, osobno panie, osobno panowie. Jedzenie jest pyszne i proste, na śniadaniach nie brakuje serów szwajcarskich (takich w Polsce niestety nie kupicie!)

Byłam na tych rekolekcjach i polecam z całego serca. Siostry i bracia mają koło domu wspólnotowego w Venthone swoją kaplicę św. Józefa (da się wyjść w kapciach oraz piżamie) i można adorować tam Jezusa o dowolnej porze dnia i nocy. 

Obecnie jak wspomniałam już wyżej mamy miejsca wyłącznie dla panów. Dziewczyn już nie zapisujemy bo nie ma po prostu miejsc.

Zgłoszenia i ewentualne pytania kierujcie tu (klik)

Venthone, widok z jadalni

Złote rady:

  • Z racji tego, że Szwajcarzy mają inne gniazdka z wąskim wejściem, polecam Wam zabrać adapter, bo inaczej wtyczek z grubymi bolcami (takie jak w suszarce do włosów czy laptopie) nie podłączycie. 
  • Koniecznie weźcie krem z filtrem i coś na głowę, ja dwa lata temu spaliłam sobie zakola, w tym roku zabieram kapelusz.
  • Weźcie odzież szybkoschnącą, szczególnie podkoszulki i lekki plecak na prowiant i picie. Ja swoją zamawiałam w decathlonie. Ze spodni mogę polecić firmę Simond (produkują odzież wspinaczkową), mam je już chyba 5 lat i nie widać żeby się zniszczyły mimo prania w pralce. To była naprawdę dobra inwestycja. Oczywiście jeśli ktoś nie ma zamiaru potem chodzić po górach to takie wydatki są zbędne.
  • Klapki pod prysznic (łazienki są wspólne), w pokojach są tylko zlewy.
  • Są tam normalne łóżka ale trzeba zabrać śpiwór.
  • Aparat lub telefon z taką funkcją - widoki zapierają dech w piersiach!
  • W Venthone możecie rozmawiać z tamtejszymi braćmi i siostrami po francusku (język wspólnotowy), niemiecku lub angielsku (jest tam środowisko międzynarodowe). Jeśli jednak nie znacie tych języków to nie martwcie się, możemy Wam robić za tłumacza.
  • Zabierzcie ze sobą Franki szwajcarskie (CHF) na własne potrzeby (np. jakieś dodatkowe jedzenie czy słodycze na pamiątkę), a nie Euro, ponieważ i tak wydadzą Wam w sklepach po przewalutowaniu we Frankach. No chyba, że nie planujecie cokolwiek kupować to problem rozwiązany. :)
  • W Venthone mamy zapewnione śniadania i obiadokolacje, ale trzeba sobie zabrać z Polski konserwy czy dżemy na kanapki które będziemy robić by zabrać w góry.
  • Woda w Szwajcarii jest pitna, zalecane jest zabranie 1 litrowej butelki na własne potrzeby.
  • Dobrze jest wziąć kije trekkingowe, najlepiej składane (nie zajmują dużo miejsca), odciążają stawy na długich trasach - przetestowałam w Tatrach. :)
  • Słuchawki do telefonu, by słuchać konferencji, przyda się też powerbank jeśli Twój telefon/smartfon ma słabą baterię.
  • Szwajcaria jak wiecie jest dość droga, m.in. połączenia telefoniczne, dlatego korzystamy z wifi u sióstr. Nie zalecam dzwonić normalnie do Polski, mnie kiedyś 1 min połączenia kosztowała 6zł! Dlatego zalecane jest włączenie trybu samolotowego (za przychodzące wiadomości też się płaci!) dla uniknięcia sporego rachunku tel.
  • Oczywiście będziemy ubezpieczeni na tym wyjeździe, ale dobrze jest też zabrać ze sobą EKUZ (Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego), np. dla osób pracujących, mieszkających w Niemczech będzie to odpowiednio Europäische Krankenversicherungskarte (EHIC). Wniosek można wypełnić i wysłać listownie czy nawet wygodniej, bo elektronicznie (mailem skan/zdjęcie wypełnionego wniosku) do NFZ. Przysyłają ją dość szybko. Jeśli mieszkacie w mieście, to właściwie wydadzą ją Wam od ręki. Jak mieszkałam w Krakowie to wydali mi ją jeszcze tego samego dnia, na zasadzie weszłam i wyszłam, ale dobrze jest już przyjść z wypełnionym wnioskiem (skróci cały proces). Super sprawa, a przyspieszy pomoc medyczną w razie czego, szczególnie od strony biurokracji, w razie wizyty w szpitalu w Szwajcarii nie będziecie musieli nic dopłacać (oczywiście nikomu nie życzę!), bo pod tym względem opiekę medyczną też mają drogą (Szwajcarzy dużo płacą za ubezpieczenie zdrowotne). W zależności jaki jest cel naszej podróży za granicę taki jest wniosek na tą kartę. Mówcie, że chodzi o kartę EKUZ na wyjazd turystyczny, a nie do pracy. 
Alpy Berneńskie

Podsumowując, mamy rok św. Józefa i wszystko może się zdarzyć, 
dlatego zachęcam męskie towarzystwo do zapisów. :)


Zapytałem starszą, szlachetną kobietę: 
„Pani Janino, teraz już u kresu życia, jakie pani ma refleksje? Proszę o jedną myśl podsumowania”. 
Ona bez dłuższego zastanowienia wypowiedziała zdanie, które nieustannie brzmi w moich uszach niczym jakiś psalm: 
„Miałam bardzo piękne życie, wspaniałą rodzinę, dużo dzieci i wnuków. Za to wszystko jestem Bogu niezwykle wdzięczna. Jednego zaś żałuję – że się za bardzo o to wszystko martwiłam (…) Ilu pięknych poranków nie widziałam przez to moje zatroskanie, ile wspaniałych wschodów słońca straciłam, nieustannie myśląc o tym, co zrobię, czym nakarmię, jak sobie poradzę".

ks. Krzysztof Grzywocz

Eucharystia na łonie natury


Dzielenie staje się formą smakowania tego, co dostaję od innych ludzi, i tego, czym sam mogę obdarować. Żeby to, co daję, było rzeczywiście smakowite, nie mogę zaoferować jakiegoś kiepskiego pokarmu. Staram się, żeby to, co produkuję, co mówię ludziom smakowało.

ks. Krzysztof Grzywocz

Krowy alpejskie są o wiele większe niż nasze polskie




wszystkie zamieszczone zdjęcia są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich wykorzystywanie bez mojej uprzedniej zgody




Wybór?

października 27, 2020

Dawno tu nie pisałam, ale czuję że muszę się uzewnętrznić...

Niewielu wie, że mam liczne rodzeństwo. Jest nas w sumie 5-cioro. Dwójka z nich żyje, a dwójka nie, ja jestem najstarsza... W nawiązaniu do ostatnich wydarzeń czuję, że muszę i chcę dać świadectwo.

Choroba nie jest problemem. Problemem jest to, że niektórzy nie są w stanie przyjąć ogromu tej miłości jakie daje dziecko chore. Tego, że okaże się, jak bardzo mają zatwardziałe serce, bo właśnie te chore, niepełnosprawne dzieci dają taki ogrom miłości, a te wszystkie obecnie krzyczące osoby nie są w stanie tego przyjąć, bo to je w pewnym sensie... zabija.

Mój brat jest niepełnosprawną osobą i choć niejednokrotnie jego choroba jest pewnym krzyżem dla naszej rodziny, a szczególnie dla rodziców, to z drugiej strony jest wielką lekcją miłości i cierpliwości dla nas wszystkich. Najbardziej po ludzku cieszy mnie to że mogę się do niego przytulić i czuję wielką wdzięczność za niego. 

Ktoś powiedziałby, że jest "bezużyteczny" dla społeczeństwa, bo praktycznie nic nie jest w stanie zrobić sam - nie mówi, nie chodzi, nie widzi, sam nie je, nosi pampersy i... długo mogłabym wymieniać kolejne jego schorzenia... a prawda jest taka, że takie osoby mają pomóc NAM się zbawić i nawrócić... To nie TAKIE dzieci są "problemem", to my-tzw. "zdrowi" mamy sami ze sobą problem, a takie dzieci jeszcze bardziej uwydatniają jakimi zadufanymi w sobie egoistami jesteśmy...

Zapominamy (albo nie chcemy pamiętać), że decydując się na współżycie powinniśmy w 100% ponieść konsekwencje, być odpowiedzialnym i przyjąć dziecko które się poczęło, jakie by nie było. Dlaczego za chwilę przyjemności niewinne dziecko ma przypłacać życiem, w imię czego... mojego wygodnictwa i egoizmu? Różne są w życiu sytuacje, ale dorosłym, kobietą i mężczyzną się jest jeśli bierze się wszystko na przysłowiową klatę. ZAWSZE jest jakieś wyjście, a zabicie nim nie jest, jest tchórzostwem i ucieczką.

Jeśli my nie obronimy tych najmniejszych, to kto ich obroni, kto będzie o nie walczył?

Kochajmy, a nie używajmy się wzajemnie w imię własnego egoizmu.

Miłość=Odpowiedzialność.


Ks. Dziewiecki dobrze prawi:

Miłość to nie naiwność, tolerancja, akceptacja, zakochanie, uczucie, wolny związek, współżycie.
Miłość to DECYZJA zachwytu, TROSKI o czyjeś dobro. Decyzję podejmuje cały człowiek, a nie tylko jego ciało, popędy, emocjonalność.[...]


To nie wina Jezusa, św. Jana Pawła II czy kościoła... to moja i Twoja wina. Jesteśmy sami sobie winni, że nie podchodzimy odpowiedzialnie do życia. Żądamy zmian, wszyscy są za zmianami, szczególnie tymi politycznymi, a czy ja albo Ty coś z tym zrobiliśmy, daliśmy coś od siebie? Tzw. "gębą" potrafi każdy, a rąk do pracy brak. Zacznijmy od siebie.





A życie jest tak kruche...

listopada 12, 2019

Szwajcaria, Alpy Berneńskie
Jeden kapłan napisał pięć lat temu...

Wczoraj zmarła Anna Przybylska.
Młoda kobieta. W moim wieku.
Rak trzustki.
Tragedia tym większa, że osieroconych została trójka dzieci.
...
Dziś docierają do mnie zewsząd fragmenty wywiadów z aktorką.
W jednym z nich powiedziała, że 'chciałaby doczekać wiosny'...
Tylko wiosny....
...
Gonimy za wielkimi rzeczami. Pragniemy wielkich zwycięstw. Chcemy wygrywać wojny i być tymi, na imię których zginać się będzie każde kolano, a przynajmniej o których mówić będą.
A życie jest tak kruche.
Ulotne.
Jest i nagle nie ma.
Ktoś gasi światło, jak mawiała Osiecka.
A my się martwimy. Siwiejemy. Ogarniają nas depresje, wpadamy w dołki, cierpimy na chandry i przedłużające się 'nie-chce-mi-sie'.
A może miast tego warto zachwycić się wiosną?
Jesienią. Smakiem jabłka. Grzybem w koszyku. Sznurem dzikich ptaków.
Stanąć na polu znad którego unosi się mgła i wyciągać twarz ku słońcu...
A może czas siąść wieczorem z bliską osobą i przytulic jej dłoń do policzka... napić się herbaty z pomarańczą.. zapalić świeczkę lawendową... poczytać książkę i zatracić się w czasie. Pal licho, że rano nieprzytomny wstanę do pracy. Akcja lektury była tak wciągająca...
A może czas zachłysnąć się wierszem...
A potem własny napisać. I co z tego, że nazwą cię wierszokletą...
A może listy nienapisane czekają... ramiona nie objęte... policzki nie wycałowane... czupryny nie zmierzwione... słowa niewypowiedziane...
Brzozy już gubią liście.
Widziałeś to rano?
I babie lato już odleciało.
Pewnie nie zauważyłeś.
Kukurydza już przejrzała...
Wiesz o tym?
Zobacz jak wiele spraw nam umyka, jak wielu rzeczy nie zauważamy, jak małostkowi jesteśmy...
Boże ucz mnie chwytać dzień za dniem i cieszyć się nimi...
....
I jeszcze zmarła Anna niedawno, w lutym tego roku, tak mówiła w wywiadzie:
"Wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś..."
....
Wiesz dni są kruche.
Ciesz się nimi.
I wiesz co? Pozwól zaprosić się Bogu na kawę. On wie, jaką lubisz najbardziej... barista z Niego nieprzeciętny.
- ks Mateusz


relacje

Panny marudzące...

grudnia 12, 2018

Kiedy obserwuję środowisko znajomych panien czy żon mam wrażenie, że chcą by ich przyszły/obecny mąż był Bogiem. Zapominają, że małżeństwo to ciągła praca... w pierwszej kolejności (uwaga) NAD SOBĄ.


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 87

Ciągle słyszę o frustracjach i oczekiwaniach wobec panów, a zbyt mało SZCZEREGO podziwu. Rzadko słyszę czy widzę by wykorzystywały czas swojego panieństwa na prawdziwe kształtowanie kobiecości. 



Kiedy słyszę ich ciągłe pytania Kiedy będę mieć męża...? w mojej głowie pojawia się obraz znudzonej księżniczki, czekającej na księcia w zamkowej wieży, która z czasem coraz bardziej się marszczy od grymasu na twarzy.

Kiedy pytam - Co słychać? Dostaję zdawkowe Wiesz jak jest... (Aż odechciewa się gadać!) Widzę jak ucieka im życie "na czekaniu"..., a swoją postawą i desperacją odstraszają wielu wartościowych mężczyzn. Bo z poszukiwania kandydata na męża uczyniły sobie główny cel i sens swojego życia...


Kobieto, mężczyzna nie szuka wieszaka... (przepraszam za określenie), ale mam wrażenie że tak właśnie jest... że jakbyś mogła to zadusiłabyś tego mężczyznę na śmierć... Nie bądź pijawką, bo to pasożyt! Mężczyźni na co dzień mają już wystarczająco dużo zmagań, nie bądź dla nich dodatkowym utrapieniem. Kobieta ma być pomocą mężczyzny, a nie kulą u nogi...


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 81

Nie raz słyszę jak się przekrzykują ile to już nowenn i innych pompejanek w intencji przyszłego męża zmówiły i że ciągle nic... O ile każda jest cenna to przecież nie o TAKĄ modlitwę chodzi... Szukając męża tak naprawdę gubią gdzieś same siebie. A to MY mamy najpierw popracować nad sobą, nad poczuciem swojej własnej wartości... 

Żaden mężczyzna nie wypełni naszych tęsknot i braków w 100%, bo to może tylko Bóg. Nie szukajmy, a dajmy się znaleźć. Nie siedźmy bezczynnie w domu, a zajmijmy się życiem tak, by nabrało barw. Tak wiele jest do zrobienia i tak wiele własnych darów można rozdać. Pamiętasz przypowieść o talentach...?

Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 85

Wystarczyłoby popracować nad samą sobą (fizycznie i mentalnie), znaleźć sobie pożyteczne/ciekawe zajęcie/hobby (które przykładowo można potem wykorzystać w małżeństwie jako pewną umiejętność) i włączyć wdzięczność za to co się ma tu i teraz, a życie od razu było by piękniejsze :) 


Kształtujmy się w kobiecości już teraz, aby w przyszłości być atrakcyjnymi i wspierającymi żonami dla naszych współmałżonków!

relacje

Nie sądź...

grudnia 06, 2018

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą 
jest święta, to daj jej święty spokój..." 
- powiedział kiedyś ks. Pawlukiewicz.


Ile razy to wystawialiśmy komuś świadectwo zanim tak naprawdę go poznaliśmy...

Ocenialiśmy powierzchownie, bez chęci jakiegokolwiek dania mu szansy na otworzenie się przed nami. Bez jakiegokolwiek skonfrontowania tego z rzeczywistością. Swoim zachowaniem krępowaliśmy jego osobę. Nie daliśmy mu przestrzeni i czasu... na wypowiedzenie się, na oswojenie się w relacji. Bo przecież KRĘPUJE nas ta CISZA i szybko chcemy ją zapełnić jakimś banałem...




On/a jest niedojrzały/a, on taki..., ona taka..., owaka... 
on zachowuje się jak prostak, gbur... 
ona jest śmieszna... naiwna... beztroska.. .taka głupiutka...
A to są nasze uprzedzenia.
Swoją drogą... Ty też kiedyś byłeś nie lepszy... to dotyczy każdego z nas...
ta skłonność do pochopnego oceniania...



Tak naprawdę żeby się poznać trzeba POZWOLIĆ sobie doświadczyć swoich wzajemnych reakcji 
w różnych sytuacjach, okolicznościach... 



Nie zapominajmy, NIE JESTEŚMY IDEALNI. Nie jest dojrzale drwić z drugiej osoby, z jego wyglądu czy życiowych wyborów.  Nie mamy prawa oceniać człowieka. Nie znamy jego historii... Gdyby Bóg dałby Ci łaskę poznania, zawstydzony swoją pychą zapłakałbyś nad historią tej osoby... a jeszcze bardziej nad swoją własną nędzą i marnością. 


Bez Boga NIC byśmy nie mieli i nie mogli. 
Bylibyśmy NIKIM. Null. Zero. 



A wiesz kiedy oceniamy...? 
Wtedy kiedy SAMI mamy swoje własne rany... zadane nam przez scenariusz jakim jest życie... zranieni przez naszych rodziców, kolegów i koleżanki ze szkoły czy z pracy, przez nieodwzajemnione miłości... kiedy mamy problem z poczuciem własnej wartości, samooceną... kiedy nie czujemy się wystarczająco dobrzy, ładni czy przystojni... kiedy nie akceptujemy upływającego czasu na naszym ciele. Wtedy próbujemy to zatuszować przybierając różne maski... żartując i drwiąc, projektując własne rany na innych.
Projekcja, słyszałeś? Taki mechanizm obronny polegający na wyparciu. Pod tą maską kryje się zraniony mały chłopiec lub dziewczynka. Inteligentna osoba to zauważy, choćbyś był najlepszym "bajerantem" pod słońcem. To się widzi.

Wróć myślami do tego co było kiedyś. (Wiem, wiem... Po co wracać? - powiesz. Zwłaszcza, że boli). Teraz już sobie przypominasz... jak zostałeś nazwany... jak Cię ośmieszono? Jak nie potrafiłeś spełnić oczekiwań swojej matki czy ojca...? Jak dostałeś od nich... w twarz? Ciągle byłeś niewystarczająco dobry... Ciągle było coś nie tak... Człowiek poraniony rani nieświadomie swoim zachowaniem innych...
Rozumiem Cię doskonale, bo kiedyś też sama tego doświadczyłam... bo wszyscy nosimy jakieś większe - mniejsze rany... 
Przełomem i punktem zwrotnym u mnie było przebaczenie + mocne przylgnięcie do Chrystusa. 


„Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, 
kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. 
W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, 
[w tej] sam na siebie wydajesz wyrok
bo ty czynisz to samo, co osądzasz.
[Rz 2, 1]



(Z)ROZUMIENIE...
Warto poruszyć jeszcze kwestię rozumienia w ogóle i rozumienia różnych życiowych sytuacji. Wiek nie ma tu NIC do rzeczy. Chodzi o DOJRZAŁOŚĆ. Bo może ktoś być od Ciebie młodszy i mieć TO SAMO spojrzenie na życie, te same priorytety, wartości, pragnienia... Wtedy granice wieku zacierają się... bo życie tak Was podobnie doświadczyło i ukształtowało, że rocznik w dowodzie przestał mieć znaczenie. Bywają starsi, którzy w skórze dorosłego są mentalnie wiecznym dzieckiem... 

Kiedy się kogoś nie zna dobrze, łatwo o generalizację i banały 
- "dziewczyny jesteście takie, a wy panowie tacy..." 

Wiesz jakie to krzywdzące kiedy sypiesz takimi frazesami? Stawiasz wtedy siebie jako tego lepszego i mądrzejszego, a drugiego jako gorszego, głupiego... i w ogóle jeszcze powiesz "Co ty tam wiesz...?" A SKĄD WIESZ na jakim etapie życia jest druga osoba?! 

Powiesz znudzony - nie mam z nią czy z nim o czym gadać... Może warto poruszyć właśnie TEN temat i porozmawiać o nim przy najbliższej okazji. Osobiście. Telefon, Messenger, gadu gadu (kto pamięta?) czy smsy to nie to samo, bo nie widzisz mimiki drugiego i tak naprawdę nie masz pewności czy przekaz w 100% jest taki jak Ty czy ta druga osoba chciała. Tak najprędzej dochodzi do nieporozumień i poróżnień. A tak możecie sobie wyjaśnić jak odebraliście to czy tamto i potwierdzić czy odbiór jest zgodny z pierwotnym zamierzeniem nadawcy.


Pamiętam jak mnie irytowali Ci którzy dawali mi mniej lat niż miałam. Czułam się jak smarkula. Bo przecież nie przebijałam ich wyglądem. Przecież jesteś TAKA młodziutka... Dziecko, co ty wiesz o życiu...? Człowieku, co Ty wiesz o mnie? - chciałoby się rzucić. A co ja mam poradzić, że matka natura obdarzyła mnie tak delikatną urodą? Mam sobie przypiąć na plecy kartkę pt. "doświadczona przez życie, traktować poważnie"? Żartuję oczywiście :-) Nie będę się specjalnie postarzać by przypodobać się innym. Jeśli komuś coś nie odpowiada, to już jego problem. Co ma wygląd do dojrzałości psychicznej...? Błogosławiony będzie mężczyzna który weźmie mnie sobie za żonę. :D

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą jest święta, to daj jej święty spokój..."
No właśnie, jeśli nie chcesz mnie poznać jako człowieka, to daj mi spokój. Nie moja to strata, a Twoje wybrzydzenie. Takiego jestem zdania (i Ty dla własnego psychicznego dobra też bądź). Szkoda mojego czasu... dla ludzi którzy nie traktują mnie poważnie i którzy wierzą tylko w swoje "święte" racje i przekonania. Bo gdybyś wiedział jak życie mnie doświadczyło to poruszony zapłakałbyś... jednak tym razem pozwól, że zachowam to dla siebie. 
W "Ewangelii św. Mateusza" jest napisane: "Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was".


Pamiętaj: Dystans do życia i poczucie humoru to jedno, a ocenianie kogoś to drugie...



„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; 
nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni...” 
[Łk 6, 37]



Dopóki kobieta, dopóki każda z nas nie uszanuje samej siebie, inni nie będą nas darzyli szacunkiem. To my wyznaczamy granice, to my pokazujemy jak chcemy być traktowane przez innych... 



Bądźmy dla siebie autentycznym darem...a nie kulą u nogi...
jedziemy wszyscy na jednym wózku... zwanym ŻYCIE...
Módlmy się za siebie nawzajem, aby nigdy nie zabrakło nam siły,
 by walczyć o nasze relacje i pokonywać swoje słabości. 
Szukajmy spotkania, wzajemnej więzi i wsparcia...
Każdy człowiek jest chodzącą tajemnicą...
Bądźmy odważni w jej odkrywaniu.

(konferencja co prawda wielkopostna, ale mimo wszystko bardzo aktualna)




Ponoć nie jestem gadułą (choć koledzy i koleżanki z pracy by się w tej kwestii z Wami spierali - bo "cicha woda, brzegi rwie..."), 
jednak obserwowanie ludzkich zachowań i ich motywów uważam za swoją mocną stronę. 

Wszystko jest łaską...

listopada 29, 2018

"Jeśli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, 
o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni" 
[J 15,7]





Cierpliwość niejednokrotnie wystawiana na próbę. I słusznie. Gdyby nie była "trenowana" przez przeróżne doświadczenia kto wie czy zaszłabym tu gdzie jestem obecnie...?

"Trwaj. 
Znam twoją duszę, bo w niej jestem. 
Znam twój ból i twoją tęsknotę [...]. 
Nie musisz odczuwać, wystarczy, że wiesz i wierzysz. 
Bądź cierpliwa i poddana, jak Moja Matka. 
Ona też czekała, tęskniła, wypatrywała.
 O wiele bardziej niż ty i była cicha, ufna, wierna do ostatka. 
Bądź też taka."
Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej, Dz 184


Wiem tylko jedno... 
Gdyby nie Boża łaska nie dałabym rady. Nie byłabym taka jaka jestem, pełna radości, wrażliwości, skromności i prostoty. Każdego dnia zaraz po przebudzeniu dziękuję, że Bóg pozwolił mi otworzyć oczy. To nie jest takie oczywiste, mimo że mam 25 lat... Nikt nie powiedział, że dożyjemy późnej starości. Równie dobrze jutro może mnie już nie być, dlatego staram się cieszyć każdym dniem jakby był tym ostatnim.

Sekretem mojego szczęścia jest codzienne pielęgnowanie relacji z Bogiem i szczerej wdzięczności za najbardziej oczywiste rzeczy/sytuacje jakie można sobie wyobrazić. Odkąd staram się rozpoczynać  dzień od rozmowy z Nim wszystko staje się łatwiejsze. Nie wiem jak mężczyźni, ale zauważyłam że nam kobietom bardzo potrzebna jest taka osobowa relacja z Bogiem, aby przekładać to na relacje z innymi. I wtedy napełniona Jego siłą, mogę być DAREM dla drugiej osoby.

Droga każdego i każdej z nas jest do Niego inna. Jedni po prostu z Nim rozmawiają, a inni odmawiają konkretne modlitwy. Nie można zmuszać innych do tego by modlili się jak my. To nie jest jakiś rytuał czy "czary-mary". To jest realna relacja człowieka z Bogiem. A każde spotkanie z Nim jest TAJEMNICĄ, jest inne i wyjątkowe...


Zanim wyjdę do pracy proszę Go by każdego człowieka o którym pomyślę, którego spotkam czy z którym danego dnia będę rozmawiać obdarzał potrzebnymi łaskami. Byśmy właściwie wykorzystali dzień i aby pomógł nam w ewentualnych trudnościach. Czasami posyłam swojego anioła stróża do konkretnych osób z prośbą o jakąś interwencję czy wsparcie. 
[Założę się, że większość z nas nie korzysta z jego pomocy, a szkoda bo to pewien dar :) ]


Staram się też przeczytać fragment z Pisma Świętego na dany dzień. Widzę jak cały dzień te SŁOWA pracują we mnie. I zauważyłam, że jeżeli ja w Nim trwam, a słowa Jego we mnie to jestem całkiem innym człowiekiem i dzieją się cuda. Sama ludzkimi siłami nie dam rady sprostać ziemskim trudnościom. Proszę Go o łaskę, bo tylko dzięki niej będę taką kobietą jaką powinnam być.
Zastanawiałaś się kiedyś nad znaczeniem "Zdrowaś Maryjo...", "łaski pełna...", "Pan z Tobą..."?Takie codzienne zamyślenie nad tajemnicami Bożymi zmienia mnie bardzo. 

Bywało, że chciałam "przegonić" obowiązki po swojemu zostawiając relację z Bogiem daleko w tyle, a wtedy moja ułomność najbardziej wychodziła na światło dzienne i było tylko gorzej, bo ciągle się spieszyłam i byłam tylko zestresowana. Od kiedy zaczęłam dbać by rozpoczynać dzień od relacji z Bogiem wszystko się zmieniło. Mimo trudów codzienności oraz nawału pracy jestem pogodna i pełna ufności, że będzie lepiej. To naprawdę łaska, bo sama jestem zaskoczona ilością pogody ducha jaka we mnie jest.


"A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię (...)
O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię."
[J 14, 13-14]


Wystarczy, że tylko jednego dnia pomodlę się niechlujnie i "na odwal" to obraca się to przeciwko mnie, a to dlatego, że chcę nieść życie na swoich kruchych ramionach według swojego zamysłu. Bez zawierzenia i łaski nie jest to możliwe. Tak jak w akcie zawierzenia ojca Dolindo - niby prosimy Boga o pomoc, a i tak uparcie robimy po swojemu.

To jak Bóg ma działać i obdarzać nas łaskami jak my sami zachowujemy się jak wszechmogący?

Pomyśl proszę o tym. Jeśli zadbasz o relację z Nim będziesz całkiem inną kobietą/innym mężczyzną.
I nikt nie karze Ci modlić się poprzez klepanie regułek. Wystarczy, że z Nim porozmawiasz tak jak to robisz z bliską Ci osobą i poprosisz ufnie o pomoc - czyli zrobisz tyle ile po ludzku możesz, a resztę Mu zawierzysz.

Pismo Święte tak bardzo niedocenione ma wiele prawdy w sobie. Przeczytaj powyższe fragmenty (J 15,7 + J 14, 13-14) i nie tłumacz się nawałem obowiązków.
Robota zawsze była i będzie i albo będziesz ją robić po ludzku się zajeżdżając, albo z Bożą pomocą.

Żony!
Jeśli wy zaczniecie się zmieniać to i Wasi mężowie będą inni.
My kobiety jesteśmy pomocą dla mężczyzn i tylko nasza łagodność, delikatność powoduje, że dają nam do siebie dostęp i chcą  być naszymi bohaterami/wojownikami.

Małżeństwo jest JEDNOŚCIĄ i takie ma być!

To jest głownie praca nad sobą.

Kobieto, jeśli się nie szanujesz i jesteś tzw. zołzą, to nie dziw się, że inni tego tym bardziej nie robią.


W małżeństwie różnie będzie bywać bo macie swoje życiowe krzyże i trudności. Ale ważne jest by ROZMAWIAĆ ze sobą i wykorzystywać kryzysy jako miejsce do rozwoju, żeby pokazać, że Wam na sobie zależy, żeby się wspierać, żartować oraz mieć dużo dystansu do siebie. Mężczyźni bardzo potrzebują naszego szczerego podziwu. Niektórzy z nich są wycofani i zamknięci w sobie (przykładowo wystarczy spojrzeć na naszych ojców).
Moja Droga, wykorzystaj to miejsce do rozwoju. I rozmawiaj, słuchaj, a nie krzycz, bo faceci uciekają przed wrzeszczącą babą. 

Jak długo byś wytrzymała gdyby ktoś na Ciebie wrzeszczał? 

Nie zdajesz sobie sprawy z powagi uciążliwości tego napięcia u mężczyzn. On kiedyś nie wytrzyma i  w wyniku frustracji powie o parę słów za dużo, które Ty niekoniecznie będziesz chciała usłyszeć. Mnie też nie chce się słuchać ludzi którzy mówią podniesionym głosem. Aż dostaję gęsiej skórki... i mam ochotę uciec, a co dopiero panowie...

Jeśli w małżeństwie są trudności to jako kobieta pokaż mężczyźnie swoją bezsilność poprzez kruchość, powiedz, że po prostu nie dajesz rady, ale spokojnym tonem, to na pewno Twój mąż zwróci uwagę jeśli będziesz się zachowywać inaczej niż do tej pory. Jeśli jesteś tzw. krzykaczką to musisz złagodnieć, porozmawiaj z nim, powiedz, że potrzebujesz odreagować nerwy i że potrzebujesz odskoczni bo wychowywanie dzieci i domowe obowiązki Cię przerastają. Musicie zadbać o siebie, bo nie dacie rady fizycznie i psychicznie, sami się wykończycie, a przecież ani Ty ani Twój mąż nie jesteście sobie wrogiem. Zwłaszcza jeśli wychowujecie np. niepełnosprawne dziecko to widać te trudności wyraźniej. Drugą sprawą jest to, że mężczyźni też potrzebują naszego wsparcia. Chociażby to żeby wiedzieli, że jesteśmy i będziemy z nimi... w każdej sytuacji... bez względu na wszystko. Żebyśmy nieustannie dawały im odczuć, że są ważni, potrzebni i szanowani... KOCHANI. Że kochamy ich, nie za coś a pomimo wszystko.


Kobieto, przemyśl to proszę i zadbaj szczególnie Ty o swoją relację z Bogiem.
Sama ludzkimi siłami nie dasz rady sprostać ziemskim trudnościom. Proś Go o łaskę, bo tylko dzięki niej będziesz taką kobietą jaką powinnaś być, będziesz wymaŻONĄ.

Na chwilę obecną wiem, że jeśli nie będę dbała o relację z Bogiem to nie będę w stanie kochać swojego (przyszłego) męża, właściwie okazywać mu miłości i być dla niego darem o jakim zawsze marzył.
To Bóg sprawia, że swoją prostotą, skromnością i radością będę mogła zachwycać tego jedynego.


Ks. Pawlukiewicz mawia, że konfesjonał to najlepszy salon piękności - i z tym się z nim w pełni zgadzam. Bo najwięcej jasności jest w serca czystości. To się widzi w oczach tej osoby, ten Boży spokój... ale i w całym  jej usposobieniu.

Czułość i jeszcze raz czułość...



"Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. (...) 
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, 
ten przynosi owoc obfity, 
ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 
[J 15, 4-5]




źródło grafiki: Piękna

Liczy się tylko Miłość

kwietnia 24, 2018

Zapewne słyszeliście o historii Alfiego Evans...

Chciałam Was prosić abyśmy pomodlili się za Alfiego, jego rodziców i wszystkie rodziny w podobnej sytuacji.
Pomódlmy się także za wszystkich lekarzy i sędziów od których "zależy" życie tych maluchów, by w swojej pracy kierowali się głównie miłością a nie wzajemnymi układami... By faktycznie ratowali ludzkie życie.
Żyjemy w czasach gdzie ludzkie istnienie w ogóle jest nie szanowane i chronione... począwszy od tego poczętego aż po tych najstarszych których co tydzień widzę w hospicjum.


Mój brat jako noworodek też miesiącami walczył o życie w szpitalu... ale dzięki Bogu żyje mimo wielkich spustoszeń w jego organizmie, choć sepsa prawie go zabiła, a lekarze spisali na straty.

I proszę nie mówić, że byłoby lepiej gdyby takie dzieci umarły, że byłoby lżej, "pozbyć się ciężaru", po co się męczyć rodzicom, po co marnować środki i zajmować miejsce w szpitalu... bo ktoś, kto nie jest w takiej sytuacji nie ma prawa się wypowiadać i nie wie co tak naprawdę przeżywa rodzina... 

Jako 8-latka miesiącami oglądałam swojego brata na OIOMie zza szyby, bo dzieci miały zakaz wstępu... i pamiętam to jakby to było wczoraj... ordynatora który mówi Ci "pożegnaj się z braciszkiem..." 

Ludzie nie mają pojęcia jak rozrywa serce kiedy ktoś daje tego typu "dobre rady" zaczynające się od słów "byłoby lepiej gdyby..., gdybym był na twoim miejscu to..."

I proszę nie mówić, że byłoby lepiej gdyby nie przyszło doświadczać nam podobnych sytuacji, cierpień i bólu.

Bo bez nich dzisiaj nie mielibyśmy takiej SIŁY, motywacji do walki, wrażliwości, empatii i tak kochającego serca... 
Nie bylibyśmy tymi osobami którymi aktualnie jesteśmy...
Nie docenialibyśmy tego co mamy...
Nie czulibyśmy takiej jedności z Chrystusem który niejednokrotnie cierpi razem z nami...

BARDZO proszę o modlitwę.
Ona nigdy nie idzie na marne.

czułość

O czułości

lutego 21, 2018


"Dusza kobiety musi być szeroka i otwarta na wszystko, co ludzkie; musi być cicha, żeby gwałtowne wichury nie gasiły słabych płomyków; musi być ciepła, żeby nie uschły delikatne kiełki, (…) uwolniona od siebie samej, żeby znajdywało w niej miejsce życie kogoś drugiego; a wreszcie ma być panią siebie samej i swego ciała, ażeby cała jej osoba byłą gotowa usłużyć na każde wezwanie." 

Św. Teresa Benedykta od Krzyża, Podstawy formacji kobiet




Dziś trochę o... CZUŁOŚCI.

Miłość bez niej jest jak kwiat bez wody. Ona scala związek. Czułość umacnia więź dwojga kochających się ludzi. Mężczyzna czuły jest w oczach kobiety WIELKI. Czułość czyni go tak MĘSKIM, że nie są w stanie przebić tego żadne wyrobione na siłowni muskuły ani żadne supermodne gadżety.

Czułość tak potrzebna i ważna. Tak zaniedbana w dzisiejszym świecie... Czułość rozbraja serce nawet największego twardziela. Kiedy jesteś dla niego czuła, on się przed Tobą otwiera. Daje Ci dostęp do najskrytszych miejsc swojej duszy. Te małe gesty swoją wielkością chwytają go za serce. Kobieta powinna być subtelna, delikatna, kochająca, wrażliwa... 

Kobieta ma WIELKI wpływ na mężczyznę. Może mu tym pomóc ale też zaszkodzić. Zależy jak to wykorzysta. Jeśli go kocha, chce żeby wzrastał. Pragnie jego dobra, by każdego dnia był coraz bliżej Nieba.

Wrażliwość którą Ci okazuje czyni go bardzo silnym mężczyzną. To, że daje Ci dostęp do swoich uczuć, że jest autentyczny i prawdziwy, bez żadnych masek. 
Pamiętaj, jeśli tak jest to jesteś najbogatszą kobietą na świecie. Wybrał Ciebie i otworzył się przed Tobą. Wiesz jaki to skarb?! Nie ma większego daru niż głęboka więź z mężczyzną. Zdarliście wszelkie skorupy ze swoich poranionych przeszłością serc. Jesteście nadzy i bezbronni wobec siebie, a to Was scala. Doceń ten WIELKI dar! 

Zważaj na to czy jest czuły. Czy w sposobie w jaki Cię traktuje jest ta CZUŁOŚĆ, szacunek, troska, wrażliwość i delikatność... Czy daje Ci dostęp do swoich uczuć, czy otwiera się przed Tobą. 
Mężczyzna NAPRAWDĘ jest do tego zdolny.
Bądź uważna na to jak Ty go traktujesz. Czy sama jesteś dla niego czuła...? Czy z wdzięcznością odnosisz się do niego?
Tylko taki mężczyzna będzie idealnym kandydatem na męża i ojca.

Ważne czy Pan Bóg zajmuje istotne miejsce w jego życiu. A kim jest i ile ma pieniędzy...
Nie to co przyziemne jest istotne. Bo w życiu wielokrotnie będzie różnie...


Czy czujesz się przy nim bezpiecznie?


Czy pozwalasz się dać zaopiekować, nie udajesz za wszelką cenę być twarda, tylko pokazujesz taka jaka jesteś naprawdę... krucha i wzruszająca?


Czy jesteś w stanie kochać go takiego nagiego i bezbronnego, nie za coś, a pomimo wszystko jakby fizycznie i materialnie nie miał  zupełnie nic...?


Czy będziesz nadal go kochać tak jak na początku kiedy będzie już schorowanym staruszkiem?



Kobieta może tworzyć z mężczyzną prawdziwą więź kiedy on jest na nią otwarty, a kiedy ona jest na niego wyczulona... uważna, subtelna, autentyczna, łagodna i cicha. Zawsze wspierająca i podziwiająca. Stojąca za nim murem. Szczerze doceniająca jego starania.

Pamiętaj, że mężczyzna potrzebuje Twojej modlitwy. Mężczyźni potrzebują i pragną kobiet które powierzają ich Panu Bogu. Oni też nie są wszechmogący. Tylko Boża łaska daje im siły by wzrastać w swojej męskości, być prawdziwymi wojownikami których my kobiety tak bardzo potrzebujemy...

Sama nie jesteś nic w stanie. Tylko Boża łaska może to uczynić... Ten Pan Jezus którego przyjmujesz często na Eucharystii. Jest w Tobie i działa. On sprawia, że potrafisz kochać swojego mężczyznę. Że jesteś radosna i żadne problemy nie są w stanie Cię przygnieść. Że możesz być wsparciem dla swojego ukochanego.

Kiedy klękam tak przed Tabernakulum to rozbraja mnie ta Jego siła, doprowadza niejednokrotnie do wzruszenia i zamyślenia. Wobec Niego jestem niczym, marnym prochem, a jednak z Nim mogę WSZYSTKO.

"Siły można znaleźć, otwierając się, ufając, wierząc, że Bóg jest dobry i planuje dla nas 
tylko rzeczy cudowne."*


Bez Niego nie jesteś w stanie sama być subtelna i delikatna... wobec mężczyzny którego kochasz.


Pamiętaj o czułości do której tak bardzo zachęcał św. Jan Paweł II i o której tak wiele mówił.

Nie ma prawdziwej miłości bez czułości.


"Spojrzenie - powiedział kiedyś Jan Paweł II - wyraża to, co jest w sercu, 
będąc progiem wewnętrznej prawdy."
Audiencja generalna, 10 września 1980 roku


Małe gesty w codzienności... Może warto zmienić sposób odnoszenia się do siebie nawzajem?

Kochany... 
Najdroższy... 
Najukochańszy... 
Jesteś taki Kochany!

Spojrzymy tylko jak św. Joanna Beretta Molla odnosiła się do swojego Piotra... 
Bądźmy świętymi w codzienności.





* S. Troisi, C. Paccini - Przyszlismy na świat, by nigdy już nie umrzeć

Czytam