relacje

Panny marudzące...

grudnia 12, 2018

Kiedy obserwuję środowisko znajomych panien czy żon mam wrażenie, że chcą by ich przyszły/obecny mąż był Bogiem. Zapominają, że małżeństwo to ciągła praca... w pierwszej kolejności (uwaga) NAD SOBĄ.


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 87

Ciągle słyszę o frustracjach i oczekiwaniach wobec panów, a zbyt mało SZCZEREGO podziwu. Rzadko słyszę czy widzę by wykorzystywały czas swojego panieństwa na prawdziwe kształtowanie kobiecości. 



Kiedy słyszę ich ciągłe pytania Kiedy będę mieć męża...? w mojej głowie pojawia się obraz znudzonej księżniczki, czekającej na księcia w zamkowej wieży, która z czasem coraz bardziej się marszczy od grymasu na twarzy.

Kiedy pytam - Co słychać? Dostaję zdawkowe Wiesz jak jest... (Aż odechciewa się gadać!) Widzę jak ucieka im życie "na czekaniu"..., a swoją postawą i desperacją odstraszają wielu wartościowych mężczyzn. Bo z poszukiwania kandydata na męża uczyniły sobie główny cel i sens swojego życia...


Kobieto, mężczyzna nie szuka wieszaka... (przepraszam za określenie), ale mam wrażenie że tak właśnie jest... że jakbyś mogła to zadusiłabyś tego mężczyznę na śmierć... Nie bądź pijawką, bo to pasożyt! Mężczyźni na co dzień mają już wystarczająco dużo zmagań, nie bądź dla nich dodatkowym utrapieniem. Kobieta ma być pomocą mężczyzny, a nie kulą u nogi...


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 81

Nie raz słyszę jak się przekrzykują ile to już nowenn i innych pompejanek w intencji przyszłego męża zmówiły i że ciągle nic... O ile każda jest cenna to przecież nie o TAKĄ modlitwę chodzi... Szukając męża tak naprawdę gubią gdzieś same siebie. A to MY mamy najpierw popracować nad sobą, nad poczuciem swojej własnej wartości... 

Żaden mężczyzna nie wypełni naszych tęsknot i braków w 100%, bo to może tylko Bóg. Nie szukajmy, a dajmy się znaleźć. Nie siedźmy bezczynnie w domu, a zajmijmy się życiem tak, by nabrało barw. Tak wiele jest do zrobienia i tak wiele własnych darów można rozdać. Pamiętasz przypowieść o talentach...?

Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 85

Wystarczyłoby popracować nad samą sobą (fizycznie i mentalnie), znaleźć sobie pożyteczne/ciekawe zajęcie/hobby (które przykładowo można potem wykorzystać w małżeństwie jako pewną umiejętność) i włączyć wdzięczność za to co się ma tu i teraz, a życie od razu było by piękniejsze :) 


Kształtujmy się w kobiecości już teraz, aby w przyszłości być atrakcyjnymi i wspierającymi żonami dla naszych współmałżonków!

relacje

Nie sądź...

grudnia 06, 2018

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą 
jest święta, to daj jej święty spokój..." 
- powiedział kiedyś ks. Pawlukiewicz.


Ile razy to wystawialiśmy komuś świadectwo zanim tak naprawdę go poznaliśmy...

Ocenialiśmy powierzchownie, bez chęci jakiegokolwiek dania mu szansy na otworzenie się przed nami. Bez jakiegokolwiek skonfrontowania tego z rzeczywistością. Swoim zachowaniem krępowaliśmy jego osobę. Nie daliśmy mu przestrzeni i czasu... na wypowiedzenie się, na oswojenie się w relacji. Bo przecież KRĘPUJE nas ta CISZA i szybko chcemy ją zapełnić jakimś banałem...




On/a jest niedojrzały/a, on taki..., ona taka..., owaka... 
on zachowuje się jak prostak, gbur... 
ona jest śmieszna... naiwna... beztroska.. .taka głupiutka...
A to są nasze uprzedzenia.
Swoją drogą... Ty też kiedyś byłeś nie lepszy... to dotyczy każdego z nas...
ta skłonność do pochopnego oceniania...



Tak naprawdę żeby się poznać trzeba POZWOLIĆ sobie doświadczyć swoich wzajemnych reakcji 
w różnych sytuacjach, okolicznościach... 



Nie zapominajmy, NIE JESTEŚMY IDEALNI. Nie jest dojrzale drwić z drugiej osoby, z jego wyglądu czy życiowych wyborów.  Nie mamy prawa oceniać człowieka. Nie znamy jego historii... Gdyby Bóg dałby Ci łaskę poznania, zawstydzony swoją pychą zapłakałbyś nad historią tej osoby... a jeszcze bardziej nad swoją własną nędzą i marnością. 


Bez Boga NIC byśmy nie mieli i nie mogli. 
Bylibyśmy NIKIM. Null. Zero. 



A wiesz kiedy oceniamy...? 
Wtedy kiedy SAMI mamy swoje własne rany... zadane nam przez scenariusz jakim jest życie... zranieni przez naszych rodziców, kolegów i koleżanki ze szkoły czy z pracy, przez nieodwzajemnione miłości... kiedy mamy problem z poczuciem własnej wartości, samooceną... kiedy nie czujemy się wystarczająco dobrzy, ładni czy przystojni... kiedy nie akceptujemy upływającego czasu na naszym ciele. Wtedy próbujemy to zatuszować przybierając różne maski... żartując i drwiąc, projektując własne rany na innych.
Projekcja, słyszałeś? Taki mechanizm obronny polegający na wyparciu. Pod tą maską kryje się zraniony mały chłopiec lub dziewczynka. Inteligentna osoba to zauważy, choćbyś był najlepszym "bajerantem" pod słońcem. To się widzi.

Wróć myślami do tego co było kiedyś. (Wiem, wiem... Po co wracać? - powiesz. Zwłaszcza, że boli). Teraz już sobie przypominasz... jak zostałeś nazwany... jak Cię ośmieszono? Jak nie potrafiłeś spełnić oczekiwań swojej matki czy ojca...? Jak dostałeś od nich... w twarz? Ciągle byłeś niewystarczająco dobry... Ciągle było coś nie tak... Człowiek poraniony rani nieświadomie swoim zachowaniem innych...
Rozumiem Cię doskonale, bo kiedyś też sama tego doświadczyłam... bo wszyscy nosimy jakieś większe - mniejsze rany... 
Przełomem i punktem zwrotnym u mnie było przebaczenie + mocne przylgnięcie do Chrystusa. 


„Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, 
kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. 
W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, 
[w tej] sam na siebie wydajesz wyrok
bo ty czynisz to samo, co osądzasz.
[Rz 2, 1]



(Z)ROZUMIENIE...
Warto poruszyć jeszcze kwestię rozumienia w ogóle i rozumienia różnych życiowych sytuacji. Wiek nie ma tu NIC do rzeczy. Chodzi o DOJRZAŁOŚĆ. Bo może ktoś być od Ciebie młodszy i mieć TO SAMO spojrzenie na życie, te same priorytety, wartości, pragnienia... Wtedy granice wieku zacierają się... bo życie tak Was podobnie doświadczyło i ukształtowało, że rocznik w dowodzie przestał mieć znaczenie. Bywają starsi, którzy w skórze dorosłego są mentalnie wiecznym dzieckiem... 

Kiedy się kogoś nie zna dobrze, łatwo o generalizację i banały 
- "dziewczyny jesteście takie, a wy panowie tacy..." 

Wiesz jakie to krzywdzące kiedy sypiesz takimi frazesami? Stawiasz wtedy siebie jako tego lepszego i mądrzejszego, a drugiego jako gorszego, głupiego... i w ogóle jeszcze powiesz "Co ty tam wiesz...?" A SKĄD WIESZ na jakim etapie życia jest druga osoba?! 

Powiesz znudzony - nie mam z nią czy z nim o czym gadać... Może warto poruszyć właśnie TEN temat i porozmawiać o nim przy najbliższej okazji. Osobiście. Telefon, Messenger, gadu gadu (kto pamięta?) czy smsy to nie to samo, bo nie widzisz mimiki drugiego i tak naprawdę nie masz pewności czy przekaz w 100% jest taki jak Ty czy ta druga osoba chciała. Tak najprędzej dochodzi do nieporozumień i poróżnień. A tak możecie sobie wyjaśnić jak odebraliście to czy tamto i potwierdzić czy odbiór jest zgodny z pierwotnym zamierzeniem nadawcy.


Pamiętam jak mnie irytowali Ci którzy dawali mi mniej lat niż miałam. Czułam się jak smarkula. Bo przecież nie przebijałam ich wyglądem. Przecież jesteś TAKA młodziutka... Dziecko, co ty wiesz o życiu...? Człowieku, co Ty wiesz o mnie? - chciałoby się rzucić. A co ja mam poradzić, że matka natura obdarzyła mnie tak delikatną urodą? Mam sobie przypiąć na plecy kartkę pt. "doświadczona przez życie, traktować poważnie"? Żartuję oczywiście :-) Nie będę się specjalnie postarzać by przypodobać się innym. Jeśli komuś coś nie odpowiada, to już jego problem. Co ma wygląd do dojrzałości psychicznej...? Błogosławiony będzie mężczyzna który weźmie mnie sobie za żonę. :D

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą jest święta, to daj jej święty spokój..."
No właśnie, jeśli nie chcesz mnie poznać jako człowieka, to daj mi spokój. Nie moja to strata, a Twoje wybrzydzenie. Takiego jestem zdania (i Ty dla własnego psychicznego dobra też bądź). Szkoda mojego czasu... dla ludzi którzy nie traktują mnie poważnie i którzy wierzą tylko w swoje "święte" racje i przekonania. Bo gdybyś wiedział jak życie mnie doświadczyło to poruszony zapłakałbyś... jednak tym razem pozwól, że zachowam to dla siebie. 
W "Ewangelii św. Mateusza" jest napisane: "Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was".


Pamiętaj: Dystans do życia i poczucie humoru to jedno, a ocenianie kogoś to drugie...



„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; 
nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni...” 
[Łk 6, 37]



Dopóki kobieta, dopóki każda z nas nie uszanuje samej siebie, inni nie będą nas darzyli szacunkiem. To my wyznaczamy granice, to my pokazujemy jak chcemy być traktowane przez innych... 



Bądźmy dla siebie autentycznym darem...a nie kulą u nogi...
jedziemy wszyscy na jednym wózku... zwanym ŻYCIE...
Módlmy się za siebie nawzajem, aby nigdy nie zabrakło nam siły,
 by walczyć o nasze relacje i pokonywać swoje słabości. 
Szukajmy spotkania, wzajemnej więzi i wsparcia...
Każdy człowiek jest chodzącą tajemnicą...
Bądźmy odważni w jej odkrywaniu.

(konferencja co prawda wielkopostna, ale mimo wszystko bardzo aktualna)




Ponoć nie jestem gadułą (choć koledzy i koleżanki z pracy by się w tej kwestii z Wami spierali - bo "cicha woda, brzegi rwie..."), 
jednak obserwowanie ludzkich zachowań i ich motywów uważam za swoją mocną stronę. 

Bóg

Cisza wyraża więcej niż słowa...

listopada 15, 2016



Moja ostatnia nieobecność na blogu spowodowana jest pewnymi czynnikami. Studiowanie dwóch kierunków, wolontariat, duszpasterstwo pochłaniają cały mój czas. Od października mieszkam w Krakowie, w bardzo uroczej, spokojnej dzielnicy (oddalonej 18 min. autobusem od centrum). Mieszka mi się tu jak na razie dobrze, gorzej jest z organizacją czasu, bo ciągle mi go brakuje :-)


Ostatni długi weekend spędziłam w Poroninie na rekolekcjach duszpasterskich. Nie były to rekolekcje typu "wspólna praca w grupach" czy "przymusowe" dzielenie się na forum tym co Pan Bóg do nas powiedział. Owszem, był to czas wspomnień i zadumy o 11 listopada 1918 (zorganizowaliśmy patriotyczny wieczorek niepodległości-wytworzył się pradawny klimat któremu towarzyszyła poezja i śpiew), współpracy przy przygotowywaniu posiłków dla naszej prawie 80 os. grupy, czas konferencji wygłaszanych przez naszego duszpasterza, wewnętrznej medytacji nad Słowem Bożym (tak by ono w nas kiełkowało), czas refleksji, czas przemyśleń i odpoczynku od współczesności, od tej codziennej gonitwy. Kolejną zaletą tych rekolekcji było to, że nie wiedzieliśmy co nas czeka, nie znaliśmy jego planu, więc rekolekcje otaczała nuta tajemniczości.

Kiedy przyjechaliśmy do Poronina pogoda była zupełnie jesienna, jednak Bóg wiedział jak dotknąć mojego wrażliwego serca. Zaczął padać śnieg. Tak... w ostatni dzień kiedy już wyjeżdżaliśmy było go całkiem sporo (sam(a) zobacz). Było bardzo uroczo widzieć jak całymi dniami prószył śnieg, a zwłaszcza wieczorem stanąć i wystawić twarz do nieba tak by płatki śniegu przyjemnie otulały swoim chłodem moją zarumienioną twarz. Cieszyłam się jak dziecko (zawsze tak mam!) i dużo uśmiechałam (buzia mnie aż bolała). Zawarłam wiele nowych przyjaźni, towarzyszyło nam wiele wspólnych rozmów czy to podczas mycia naczyń po wspólnych posiłkach, podczas spacerów czy podczas wspólnego milczenia. 

Ostatni wieczór był czasem Agape, wspólnego świętowania i rozpoczęcia tzw. Silentium Sacrum (czyli czasu milczenia 21:00-5:00). Przyznam szczerze, że ciekawe było to doświadczenie obserwować innych jak próbują się komunikować ze sobą na różne sposoby - jedni gestykulując, drudzy pisząc na kartce a jeszcze inni (np. ja!) "pisząc" palcem po śniegu. Następnie podobnie jak Ojcowie Kameduli wstaliśmy o 3:30 by przywitać "pierwsze promyki jutrzenki" [temat tegorocznych rekolekcji] i odnowić przyrzeczenia chrzcielne przy płomieniach rozpalonego na zewnątrz ogniska. Nie było to łatwe bo spaliśmy zaledwie kilka godzin, a niektórzy prawie wcale. Zapyta ktoś po co tak wcześnie? To właśnie był ten element by zrobić coś innego niż dotychczas, jakieś ekstremum, pokonać słabości i własny egoizm. Dojrzeć piękno nocy/dnia, które właściwie przesypiamy. O 5:00 było wspólne śniadanie, potem sprzątanie całego wynajętego domu, a następnie o 8:30 wspólnie wróciliśmy pociągiem do Krakowa. Podróż co prawda była długa (bo ponad 3h!) ale umilały ją nam wspólne pogawędki, wygłupy i wspólna modlitwa. Wróciliśmy umocnieni, radośni i z naładowanymi bateriami pełnych Bożych łask.

kryzys

Uciekająca?

kwietnia 29, 2016

J. Eldredge, Urzekająca


Często zastanawiam się nad tym dlaczego jest tak a nie inaczej, jakie ma to znaczenie i jak by było gdyby pewne rzeczy się nie wydarzyły...
W większości są to pytania związane z bolesnymi doświadczeniami, no bo jakie mogą one mieć znaczenie i wpływ na nas? 


Widzę po forach i grupach warsztatowo-poradniczo-psychologicznych wiele zranionych osób, a to przez toksyczne dzieciństwo, patologiczne towarzystwo czy przez zakończoną relację miłosną. Widzę też jak coraz więcej jest małżeństw, które chwilę po ślubie już doświadczają kryzysów, dokonują nieprzemyślanych wyborów, najczęściej pod wpływem emocji i rozstają się bo nie ma już tego CZEGOŚ.

Jak bardzo w dzisiejszych czasach spłycono znaczenie miłości. Jak my mało wiemy na jej temat. Jakiś mąż fantazjuje o trójkącie, bo to co dotychczas miał przestało mu wystarczyć, bo wyjazd "za chlebem" poszerzył jego horyzonty, a inna znowuż żona stwierdza, że jednak już nic nie czuje. Bloggerki bez jakiegokolwiek pohamowania piszą o swoim niedawnym rozwodzie robiąc z tego temat numer jeden i orzekając o początku nowego życia... będę Matką Polką Niezależną (samotnie wychowującą). Nie wnikam w czynniki i nie oceniam osób bo nie znam sytuacji, ale są przecież granice. Moim zdaniem wybrzmiewa z tego też przekaz, że w dzisiejszych czasach nie warto wychodzić za mąż (smutne), że ślub to CHWILOWY stan który w razie niewygód można zmienić.
Przerażające jest jak ludziom w dzisiejszych czasach media czy prasa (a w nich ukryta pornografia) robią wodę z mózgu. Jak seriale, feministyczne felietony w gazetach skrzywiają obraz małżeństwa. Przecież to nie o to chodzi!

Budzimy się któregoś dnia i co? Część z nas stwierdza, że nie kocha już męża/żony. Gdzie podziała się ta miłość?

Już nie pamiętasz jak przed ślubem wydzwanialiście do siebie, wysyłaliście kilkadziesiąt smsów dziennie, potrafiliście nie spać, jeździć setki kilometrów do siebie by znowu się zobaczyć, uścisnąć, spojrzeć w oczy i porozmawiać choćby chwilę. Jak czule potrafiliście do siebie mówić, pisać listy, uroczo się do siebie zwracać?

źródło
GDZIE ta miłość? Wyszła, sama? Doprawdy? I Ty twierdzisz, że jesteś już dorosła/-y? Gdzie Twoje poczucie odpowiedzialności za złożoną przysięgę? Przecież miłość to DECYZJA, na dobre i złe. Ciężko jest wtłoczyć niektórym do głowy, że tak właśnie jest. Gdzie podział się pan Y czy pani X którzy pewnego roku w towarzystwie całej rodziny ślubowali sobie: ...oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci?
Jesteśmy społeczeństwem konsumującym, chcącym coraz więcej, przyjemności i rozrywki, ale strasznie wygodnym, leniwym i unikającym odpowiedzialności. Jesteśmy niedojrzali. A życie to nie film, który często jest fikcją.

W miłości trzeba się wysilić nawet wbrew własnemu aktualnemu nastrojowi i towarzyszącym temu emocjom, bo miłość to PRACA. Mamy obowiązek dbać o współmałżonka. Studiujemy, robimy doktoraty, rozwijamy się zawodowo, zakładamy firmy ale czy pamiętamy by rozwijać naszą relację małżeńską? Czy ktoś z nas robił kiedykolwiek biznesplan małżeństwa, traktował je jako jedną drużynę? Osobiście nie poznałam takiej pary. Nic samo się nie dzieje...

Ostatnio zaglądam w statystyki bloga, patrzę a tam jednym z haseł wyszukiwanych pojawia się "patron gderliwych żon". Aż się zaśmiałam. Ciekawe jak to się stało, że tego poszukiwacza nakierowało na mój blog i kim właściwie jest ten mężczyzna, bo na pewno nie kobietą. Przeciętnym Kowalskim? Nie przypominam sobie też bym pisała coś o gderliwych żonach. Tak sobie myślę, że życie wcale nie musi być nudne, to od nas w głównej mierze zależy czym je uczynimy, co zrobimy by szara codzienność była niezwykła i na co przymkniemy oko.

Fragment z Urzekającej

Wróciłam też do czytania mojej ulubionej książki Johna Eldredge'a "Urzekająca". Książka która idealnie opisuje rozterki, tęsknoty i pragnienia każdej kobiety. Która pociesza i wzrusza. Pisząc tego posta przejęzyczyłam się w tytule książki i napisałam początkowo Uciekająca... 

No właśnie, przecież my kobiety takie bywamy. 
Uciekamy przed tym co ledwo się zaczęło,
uciekamy przed nieznanym, 
uciekamy przed miłością która ledwo się zaczęła,
uciekamy przed sobą... 
bo uważamy że jesteśmy niegodne takiego prezentu, 
niegodne KOCHANIA.

J. Eldredge, Urzekająca



Jeśli kogoś kochasz czy ktoś Ci się podoba to powiedz mu o tym nim będzie za późno... czasem strach przekreśla wiele wspaniałych rzeczy które mogłyby się ziścić. 
źródło
Życzę Wam pięknej miłości aż do samej śmierci!

Bóg

A dla Ciebie czym jest Niedziela?

marca 22, 2015

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych. Lubię kiedy niedziela jest dniem innym od wszystkich, kiedy faktycznie jest ŚWIĘTYM czasem spędzonym z Bogiem i rodziną.


Niezwykłe jest to, że Bóg każdego dnia stawia na naszej drodze niesamowitych ludzi. 

P.S. Uwielbiam frezje i ich zapach!

gary chapman

Kochać znaczy działać!

marca 21, 2015


Obiad właśnie się gotuje, pasztet z ciecierzycy piecze w piekarniku, a ja w międzyczasie czytam książkę Gary'ego Chapman'a "Kochać znaczy działać" i jednocześnie słucham audycji Radia Jedynka o MIŁOŚCI (wywiad z psychologiem Piotrem Mosakiem).

Zima już teoretycznie jest za nami więc wszędzie mówi się o wiosennej werwie i miłosnych zalotach w przyrodzie. Wiosna to taki czas odrodzenia kiedy wszystko budzi się do życia, kiedy zwierzęta (także ludzie) łączą się w pary i czują amory...

Czy komuś z Was wydaje się czasem, że inni są przeciwko Wam? 
Że czujecie że ktoś Was albo Wy kogoś już nie kochacie? 
Kiedy narzekanie, wady drugiej osoby biorą górę? 
Kiedy w związku, małżeństwie się nie układa albo Wasze relacje z rodzicami są osłabione lub żadne, bo codzienność przyćmiła to co dobre?



Gary w swojej książce zachęca nas do działania. Tak!
Dawne zakochanie może powrócić i możecie je przeżywać na nowo!
Bo kochać nie oznacza siedzieć bezradnie z założonymi rękami.

Jeśli oczekujecie czegoś od drugiej osoby, chcecie by ktoś Was traktował w określony sposób to... sami zacznijcie się tak zachowywać jakbyście tego oczekiwali. 

Weźcie sprawę w swoje ręce, zmieńcie taktykę postępowania wobec bliskich. 

Na pewno takie uczucia nie są Wam obce. Ale to są tylko UCZUCIA
A uczucia są zmienne. Zmienne jak pogoda. Szczególnie widać to w przypadku nas, kobiet. 

Nie pozwólcie by uczucia popsuły wszystko. Sam(i)/e spróbujcie się nastroić pozytywnie, porozmawiajcie z drugim człowiekiem. Ważne by każdy z Was wiedział co lubicie, co Wam sprawia przyjemność, czego od siebie oczekujecie.

Bardzo ważna jest rozmowa, no bo skąd inaczej możecie się czegoś dowiedzieć o drugim człowieku. Dialog buduje mosty, czyli więzy między ludźmi. Oprócz tego ważne jest by okazywać sobie wzajemnie czułość, dotykać się, umieć się przeprosić, unikać pogardy, poniżania. Szacunek jest bardzo istotny. W przeciwnym razie jego brak może zabić naszą relację.

Teraz kiedy robi się coraz cieplej warto wychodzić z domu. Pójść np. na spacer, wyciągnąć rower z piwnicy czy wybrać się na jakąś wycieczkę. Wspólny wysiłek fizyczny wzmaga hormony szczęścia - endorfiny i wzmacnia więzi. 

Miłość lubi przygody! 

Gary w swojej książce przytacza 40 historii z osobistym komentarzem. Każdy z nas może się odnaleźć w którejś z historii. Książka nastraja pozytywnie i daje siłę do tego by samemu zmienić coś w swoim życiu. 



Fragment książki:

Ludzka natura często zmusza nas, by patrzeć na innych w naszym życiu i wołać: "Nie zależy ci na mnie. Będę cię kochać tylko pod warunkiem, że najpierw ty mnie pokochasz". Nasza natura ma tendencję do wycofywania i czekania ze swoim darem dopóty, dopóki nie upewnimy się, że odniesiemy korzyść z poświęcenia swojego czasu, emocji i wysiłków...
(kliknij by powiększyć)


*Musiałam przenieść swojego bloga ponieważ miałam problemy z publikowaniem postów. Jednak jestem przyzwyczajona do blogspotu. Choć przyznam że żal mi było opuszczać pierwotną wersję bo trochę się napracowałam przy grafice. No ale cóż lepszy minimalizm i łatwiejsza edycja niż ciągłe awarie i problemy z publikacją. Już prawie myślałam że zjadło mi nowego posta. Ale byłam zła. Dzięki Bogu jest! :)

Bóg

Rozmyślania o małżeństwie

marca 15, 2015

O miłości ciągle wiemy niewiele.
Ja osobiście nie wiem na tyle by nazywać siebie ekspertem i pewnie nigdy nie będę w stanie, bo nie jestem Bogiem.


To właśnie Bóg jest Miłością.

Jeśli nie wierzysz w BOGA to nie możesz wierzyć w MIŁOŚĆ.

Wszystko to nierozerwalnie się ze sobą łączy.

Czytam