Miłość cierpliwa jest...

stycznia 20, 2019

Bywa, że sens znajdziesz w piosence... :-)


Miłość cierpliwa jest, lecz i niecierpliwa.

Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa.
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości.
Miłość jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości.
A czasem się unosi pychą i gniewem.

I pragnie tylko swego, świat chce dla siebie.
Dopuszcza się bezwstydu, szuka poklasku.
Pamięta tyle złego, płacze o brzasku.
Miłość cierpliwa jest...
Miłość cierpliwa jest, lecz i niecierpliwa.

Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa.
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości.
Miłość jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości.
Nikomu nie chce wierzyć, w oczy się śmieje.

I nawet w sobie nie pokłada nadziei.
I bywa jak proroctwa, które się kończą.
Zachodzi jak słońce.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest

i nigdy nie zazdrości.
Miłość serdeczna jest.
Jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości.
Miłość cierpliwa jest, lecz i niecierpliwa.

Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa.
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości.
Miłość jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości.
Największa z trójki: wiara, miłość, nadzieja.

Przetrzyma wszystko, wszystko w dobroć zamienia.
I będzie trwać przez wieki i nie ustanie.
Czekamy na nią zawsze, my Koryntianie.
Bo cóż jest bez miłości, pustka bez końca.

I każdy bez niej ledwie jak miedź brzęcząca.
I każdy bez niej ledwie jak cymbał brzmiący,
ogłuchły z miłości.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest i nigdy nie zazdrości.

Wiara, nadzieja i miłość największa jest.


relacje

Panny marudzące...

grudnia 12, 2018

Kiedy obserwuję środowisko znajomych panien czy żon mam wrażenie, że chcą by ich przyszły/obecny mąż był Bogiem. Zapominają, że małżeństwo to ciągła praca... w pierwszej kolejności (uwaga) NAD SOBĄ.


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 87

Ciągle słyszę o frustracjach i oczekiwaniach wobec panów, a zbyt mało SZCZEREGO podziwu. Rzadko słyszę czy widzę by wykorzystywały czas swojego panieństwa na prawdziwe kształtowanie kobiecości. 



Kiedy słyszę ich ciągłe pytania Kiedy będę mieć męża...? w mojej głowie pojawia się obraz znudzonej księżniczki, czekającej na księcia w zamkowej wieży, która z czasem coraz bardziej się marszczy od grymasu na twarzy.

Kiedy pytam - Co słychać? Dostaję zdawkowe Wiesz jak jest... (Aż odechciewa się gadać!) Widzę jak ucieka im życie "na czekaniu"..., a swoją postawą i desperacją odstraszają wielu wartościowych mężczyzn. Bo z poszukiwania kandydata na męża uczyniły sobie główny cel i sens swojego życia...


Kobieto, mężczyzna nie szuka wieszaka... (przepraszam za określenie), ale mam wrażenie że tak właśnie jest... że jakbyś mogła to zadusiłabyś tego mężczyznę na śmierć... Nie bądź pijawką, bo to pasożyt! Mężczyźni na co dzień mają już wystarczająco dużo zmagań, nie bądź dla nich dodatkowym utrapieniem. Kobieta ma być pomocą mężczyzny, a nie kulą u nogi...


Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 81

Nie raz słyszę jak się przekrzykują ile to już nowenn i innych pompejanek w intencji przyszłego męża zmówiły i że ciągle nic... O ile każda jest cenna to przecież nie o TAKĄ modlitwę chodzi... Szukając męża tak naprawdę gubią gdzieś same siebie. A to MY mamy najpierw popracować nad sobą, nad poczuciem swojej własnej wartości... 

Żaden mężczyzna nie wypełni naszych tęsknot i braków w 100%, bo to może tylko Bóg. Nie szukajmy, a dajmy się znaleźć. Nie siedźmy bezczynnie w domu, a zajmijmy się życiem tak, by nabrało barw. Tak wiele jest do zrobienia i tak wiele własnych darów można rozdać. Pamiętasz przypowieść o talentach...?

Gary L. Thomas - "Cenniejsza niż perły", str. 85

Wystarczyłoby popracować nad samą sobą (fizycznie i mentalnie), znaleźć sobie pożyteczne/ciekawe zajęcie/hobby (które przykładowo można potem wykorzystać w małżeństwie jako pewną umiejętność) i włączyć wdzięczność za to co się ma tu i teraz, a życie od razu było by piękniejsze :) 


Kształtujmy się w kobiecości już teraz, aby w przyszłości być atrakcyjnymi i wspierającymi żonami dla naszych współmałżonków!

relacje

Nie sądź...

grudnia 06, 2018

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą 
jest święta, to daj jej święty spokój..." 
- powiedział kiedyś ks. Pawlukiewicz.


Ile razy to wystawialiśmy komuś świadectwo zanim tak naprawdę go poznaliśmy...

Ocenialiśmy powierzchownie, bez chęci jakiegokolwiek dania mu szansy na otworzenie się przed nami. Bez jakiegokolwiek skonfrontowania tego z rzeczywistością. Swoim zachowaniem krępowaliśmy jego osobę. Nie daliśmy mu przestrzeni i czasu... na wypowiedzenie się, na oswojenie się w relacji. Bo przecież KRĘPUJE nas ta CISZA i szybko chcemy ją zapełnić jakimś banałem...




On/a jest niedojrzały/a, on taki..., ona taka..., owaka... 
on zachowuje się jak prostak, gbur... 
ona jest śmieszna... naiwna... beztroska.. .taka głupiutka...
A to są nasze uprzedzenia.
Swoją drogą... Ty też kiedyś byłeś nie lepszy... to dotyczy każdego z nas...
ta skłonność do pochopnego oceniania...



Tak naprawdę żeby się poznać trzeba POZWOLIĆ sobie doświadczyć swoich wzajemnych reakcji 
w różnych sytuacjach, okolicznościach... 



Nie zapominajmy, NIE JESTEŚMY IDEALNI. Nie jest dojrzale drwić z drugiej osoby, z jego wyglądu czy życiowych wyborów.  Nie mamy prawa oceniać człowieka. Nie znamy jego historii... Gdyby Bóg dałby Ci łaskę poznania, zawstydzony swoją pychą zapłakałbyś nad historią tej osoby... a jeszcze bardziej nad swoją własną nędzą i marnością. 


Bez Boga NIC byśmy nie mieli i nie mogli. 
Bylibyśmy NIKIM. Null. Zero. 



A wiesz kiedy oceniamy...? 
Wtedy kiedy SAMI mamy swoje własne rany... zadane nam przez scenariusz jakim jest życie... zranieni przez naszych rodziców, kolegów i koleżanki ze szkoły czy z pracy, przez nieodwzajemnione miłości... kiedy mamy problem z poczuciem własnej wartości, samooceną... kiedy nie czujemy się wystarczająco dobrzy, ładni czy przystojni... kiedy nie akceptujemy upływającego czasu na naszym ciele. Wtedy próbujemy to zatuszować przybierając różne maski... żartując i drwiąc, projektując własne rany na innych.
Projekcja, słyszałeś? Taki mechanizm obronny polegający na wyparciu. Pod tą maską kryje się zraniony mały chłopiec lub dziewczynka. Inteligentna osoba to zauważy, choćbyś był najlepszym "bajerantem" pod słońcem. To się widzi.

Wróć myślami do tego co było kiedyś. (Wiem, wiem... Po co wracać? - powiesz. Zwłaszcza, że boli). Teraz już sobie przypominasz... jak zostałeś nazwany... jak Cię ośmieszono? Jak nie potrafiłeś spełnić oczekiwań swojej matki czy ojca...? Jak dostałeś od nich... w twarz? Ciągle byłeś niewystarczająco dobry... Ciągle było coś nie tak... Człowiek poraniony rani nieświadomie swoim zachowaniem innych...
Rozumiem Cię doskonale, bo kiedyś też sama tego doświadczyłam... bo wszyscy nosimy jakieś większe - mniejsze rany... 
Przełomem i punktem zwrotnym u mnie było przebaczenie + mocne przylgnięcie do Chrystusa. 


„Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, 
kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. 
W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, 
[w tej] sam na siebie wydajesz wyrok
bo ty czynisz to samo, co osądzasz.
[Rz 2, 1]



(Z)ROZUMIENIE...
Warto poruszyć jeszcze kwestię rozumienia w ogóle i rozumienia różnych życiowych sytuacji. Wiek nie ma tu NIC do rzeczy. Chodzi o DOJRZAŁOŚĆ. Bo może ktoś być od Ciebie młodszy i mieć TO SAMO spojrzenie na życie, te same priorytety, wartości, pragnienia... Wtedy granice wieku zacierają się... bo życie tak Was podobnie doświadczyło i ukształtowało, że rocznik w dowodzie przestał mieć znaczenie. Bywają starsi, którzy w skórze dorosłego są mentalnie wiecznym dzieckiem... 

Kiedy się kogoś nie zna dobrze, łatwo o generalizację i banały 
- "dziewczyny jesteście takie, a wy panowie tacy..." 

Wiesz jakie to krzywdzące kiedy sypiesz takimi frazesami? Stawiasz wtedy siebie jako tego lepszego i mądrzejszego, a drugiego jako gorszego, głupiego... i w ogóle jeszcze powiesz "Co ty tam wiesz...?" A SKĄD WIESZ na jakim etapie życia jest druga osoba?! 

Powiesz znudzony - nie mam z nią czy z nim o czym gadać... Może warto poruszyć właśnie TEN temat i porozmawiać o nim przy najbliższej okazji. Osobiście. Telefon, Messenger, gadu gadu (kto pamięta?) czy smsy to nie to samo, bo nie widzisz mimiki drugiego i tak naprawdę nie masz pewności czy przekaz w 100% jest taki jak Ty czy ta druga osoba chciała. Tak najprędzej dochodzi do nieporozumień i poróżnień. A tak możecie sobie wyjaśnić jak odebraliście to czy tamto i potwierdzić czy odbiór jest zgodny z pierwotnym zamierzeniem nadawcy.


Pamiętam jak mnie irytowali Ci którzy dawali mi mniej lat niż miałam. Czułam się jak smarkula. Bo przecież nie przebijałam ich wyglądem. Przecież jesteś TAKA młodziutka... Dziecko, co ty wiesz o życiu...? Człowieku, co Ty wiesz o mnie? - chciałoby się rzucić. A co ja mam poradzić, że matka natura obdarzyła mnie tak delikatną urodą? Mam sobie przypiąć na plecy kartkę pt. "doświadczona przez życie, traktować poważnie"? Żartuję oczywiście :-) Nie będę się specjalnie postarzać by przypodobać się innym. Jeśli komuś coś nie odpowiada, to już jego problem. Co ma wygląd do dojrzałości psychicznej...? Błogosławiony będzie mężczyzna który weźmie mnie sobie za żonę. :D

"Jeśli nie wierzysz, że historia osoby, która siedzi przed tobą jest święta, to daj jej święty spokój..."
No właśnie, jeśli nie chcesz mnie poznać jako człowieka, to daj mi spokój. Nie moja to strata, a Twoje wybrzydzenie. Takiego jestem zdania (i Ty dla własnego psychicznego dobra też bądź). Szkoda mojego czasu... dla ludzi którzy nie traktują mnie poważnie i którzy wierzą tylko w swoje "święte" racje i przekonania. Bo gdybyś wiedział jak życie mnie doświadczyło to poruszony zapłakałbyś... jednak tym razem pozwól, że zachowam to dla siebie. 
W "Ewangelii św. Mateusza" jest napisane: "Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was".


Pamiętaj: Dystans do życia i poczucie humoru to jedno, a ocenianie kogoś to drugie...



„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; 
nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni...” 
[Łk 6, 37]



Dopóki kobieta, dopóki każda z nas nie uszanuje samej siebie, inni nie będą nas darzyli szacunkiem. To my wyznaczamy granice, to my pokazujemy jak chcemy być traktowane przez innych... 



Bądźmy dla siebie autentycznym darem...a nie kulą u nogi...
jedziemy wszyscy na jednym wózku... zwanym ŻYCIE...
Módlmy się za siebie nawzajem, aby nigdy nie zabrakło nam siły,
 by walczyć o nasze relacje i pokonywać swoje słabości. 
Szukajmy spotkania, wzajemnej więzi i wsparcia...
Każdy człowiek jest chodzącą tajemnicą...
Bądźmy odważni w jej odkrywaniu.

(konferencja co prawda wielkopostna, ale mimo wszystko bardzo aktualna)




Ponoć nie jestem gadułą (choć koledzy i koleżanki z pracy by się w tej kwestii z Wami spierali - bo "cicha woda, brzegi rwie..."), 
jednak obserwowanie ludzkich zachowań i ich motywów uważam za swoją mocną stronę. 

Czytam

Zapisz się na newsletter