Cisza wyraża więcej niż słowa...

13:38



Moja ostatnia nieobecność na blogu spowodowana jest pewnymi czynnikami. Studiowanie dwóch kierunków, wolontariat, duszpasterstwo pochłaniają cały mój czas. Od października mieszkam w Krakowie, w bardzo uroczej, spokojnej dzielnicy (oddalonej 18 min. autobusem od centrum). Mieszka mi się tu jak na razie dobrze, gorzej jest z organizacją czasu, bo ciągle mi go brakuje :-)


Ostatni długi weekend spędziłam w Poroninie na rekolekcjach duszpasterskich. Nie były to rekolekcje typu "wspólna praca w grupach" czy "przymusowe" dzielenie się na forum tym co Pan Bóg do nas powiedział. Owszem, był to czas wspomnień i zadumy o 11 listopada 1918 (zorganizowaliśmy patriotyczny wieczorek niepodległości-wytworzył się pradawny klimat któremu towarzyszyła poezja i śpiew), współpracy przy przygotowywaniu posiłków dla naszej prawie 80 os. grupy, czas konferencji wygłaszanych przez naszego duszpasterza, wewnętrznej medytacji nad Słowem Bożym (tak by ono w nas kiełkowało), czas refleksji, czas przemyśleń i odpoczynku od współczesności, od tej codziennej gonitwy. Kolejną zaletą tych rekolekcji było to, że nie wiedzieliśmy co nas czeka, nie znaliśmy jego planu, więc rekolekcje otaczała nuta tajemniczości.

Kiedy przyjechaliśmy do Poronina pogoda była zupełnie jesienna, jednak Bóg wiedział jak dotknąć mojego wrażliwego serca. Zaczął padać śnieg. Tak... w ostatni dzień kiedy już wyjeżdżaliśmy było go całkiem sporo (sam(a) zobacz). Było bardzo uroczo widzieć jak całymi dniami prószył śnieg, a zwłaszcza wieczorem stanąć i wystawić twarz do nieba tak by płatki śniegu przyjemnie otulały swoim chłodem moją zarumienioną twarz. Cieszyłam się jak dziecko (zawsze tak mam!) i dużo uśmiechałam (buzia mnie aż bolała). Zawarłam wiele nowych przyjaźni, towarzyszyło nam wiele wspólnych rozmów czy to podczas mycia naczyń po wspólnych posiłkach, podczas spacerów czy podczas wspólnego milczenia. 

Ostatni wieczór był czasem Agape, wspólnego świętowania i rozpoczęcia tzw. Silentium Sacrum (czyli czasu milczenia 21:00-5:00). Przyznam szczerze, że ciekawe było to doświadczenie obserwować innych jak próbują się komunikować ze sobą na różne sposoby - jedni gestykulując, drudzy pisząc na kartce a jeszcze inni (np. ja!) "pisząc" palcem po śniegu. Następnie podobnie jak Ojcowie Kameduli wstaliśmy o 3:30 by przywitać "pierwsze promyki jutrzenki" [temat tegorocznych rekolekcji] i odnowić przyrzeczenia chrzcielne przy płomieniach rozpalonego na zewnątrz ogniska. Nie było to łatwe bo spaliśmy zaledwie kilka godzin, a niektórzy prawie wcale. Zapyta ktoś po co tak wcześnie? To właśnie był ten element by zrobić coś innego niż dotychczas, jakieś ekstremum, pokonać słabości i własny egoizm. Dojrzeć piękno nocy/dnia, które właściwie przesypiamy. O 5:00 było wspólne śniadanie, potem sprzątanie całego wynajętego domu, a następnie o 8:30 wspólnie wróciliśmy pociągiem do Krakowa. Podróż co prawda była długa (bo ponad 3h!) ale umilały ją nam wspólne pogawędki, wygłupy i wspólna modlitwa. Wróciliśmy umocnieni, radośni i z naładowanymi bateriami pełnych Bożych łask.

You Might Also Like

0 komentarze

A Ty co o tym myślisz? :-)

Czytam

Zapisz się na newsletter