Bóg jest dobry... nawet w czasie burzy

19:20


Z racji tego że jutro pracuję pojechałam dzisiaj do kościoła na 18:00. Trafiłam w sam cyklon burzy i ściany deszczu. Weszłam taka ociekająca jak z pod wodospadu za 5 do kościoła... a tu dwie osoby. Siedzę, siedzę, mija kwadrans nic się nie dzieje, siedzę mokra do suchej nitki, ani księdza, ani ludzi NIE MA MSZY! Myślę sobie... "Panie Boże czy Ty mnie wystawiasz na próbę?" Już w połowie drogi jadąc rowerem do kościoła wiedziałam, że pakuję się w samą burzą i ogromną ulewę, a mimo to pojechałam... 18:20 wychodzę, deszcze pada mżawką, a burza przeniosła się na peryferie miasta.

Mój rower cały mokruteńki i ja cała mokruteńka, stopy w butach mi pływały. Darmowa myjnia była bo rower już dawno się o to prosił. Jadę, nawet zadowolona z siebie (choć w głębi duszy zawiedziona że nie było mszy), wszystko mi obojętne bo i tak muszę się wykąpać a z tego wszystkiego ciepło mi się zrobiło.
Po chwili w drodze powrotnej do akademika sobie myślę: "Diana czy Ty pojechałaś do właściwego kościoła?"  Nie to nie może być prawda... a jednak! Kościół w którym była msza był bliżej niż mogłam się spodziewać, o połowę drogi!

Myślę sobie "Ty sierotko, już drugi raz coś takiego Ci się przydarzyło..."
Tak to jest jak człowiek nie sprawdzi na mapie.
Śmiać mi się chce.
Bóg jest jednak dobry... bo piorun mnie nie trzasnął (a możecie mi wierzyć lub nie jadąc modliłam się żeby we mnie nie trafił).


Zdjęcie: Bamberg, Niemcy

You Might Also Like

1 komentarze

A Ty co o tym myślisz? :-)

Czytam

Zapisz się na newsletter